Śmierci osoby, która odeszła nie przeżyjesz raz. Moment, w którym się o niej dowiesz, powali cię z nóg. I zabraknie ci powietrza. Cały twój świat skurczy się do czterech ścian, których nie będziesz chciała opuszczać. No i do twojego ciała.

Dopiero wtedy tak naprawdę poczujesz, co to znaczy je mieć, z wszystkimi konsekwencjami. Wszystkimi organami, mięśniami, płynami. Będzie cię ono boleć, będzie utrzymywać w pozycji horyzontalnej, nie pomoże uciszyć tych wszystkich uczuć, które zagnieżdżą się w każdej wypustce. Emocje pozatykają twoje pory tak, by żaden najmniejszy smutek się nie wylał, nie wydostał poza ciebie. I będziesz się tak zapadać w to swoje wychudnięte od bólu ciało, coraz głębiej i głębiej. Aż pewnego dnia łzy ci się skończą, jakoś uda ci się podnieść i lepką dłonią dosięgniesz klamki. Wyjdziesz i rozejrzysz się dookoła. Tu też czeka cię zdumienie, bo za drzwiami nic się nie zmieni. Twoje kroki nadal będą zostawiać głębokie ślady w piasku, wiatr będzie unosił kosmyki włosów, a fale będą starały się dosięgnąć twoich butów. Tylko tym razem mało będzie cię to obchodzić.

Kees van Dongen – Cannes, la femme au chien, 1937

Mówię ci, Krewetko. Śmierci bliskiego nie przeżywa się raz. To ciągłe mikro pożegnania. Na przykład wtedy, gdy słońce przedrze się do pokoju, a twój bliski po sennej rozmowie i nieśmiałych gestach rozpłynie się gdzieś w okolicach firanki. Uprzedzam cię, twoje wołanie zda się na nic… Albo kiedy będziesz siedzieć w tramwaju, a kilka miejsc przed sobą zauważysz znajomy zarys żuchwy. Lub wtedy, gdy ktoś wracając do domu postanowi odpalić papierosa, no wiesz, tak dla relaksu. I choć kiedyś przeszkadzało ci samo kliknięcie zapalniczki, teraz będziesz wciągać dym, żeby wsiąknął w twój mózg, a opary zmaterializowały ukochanego palacza.

Pewnie się zastanawiasz Krewetko, po co ja ci to w ogóle mówię. I to w taką paskudną pogodę. To ci wytłumaczę. Ja po prostu dosyć mam tych śmierci, które przychodzą tak niespodziewanie. Które za każdym razem wyszarpują też i coś ze mnie. No i chciałam ci też powiedzieć, że to nasz ostatni spacer. Wolałabym, żebyś zapamiętała go inaczej, ale nic nie poradzę, że tak dzisiaj wieje. Nie mam jednak czasu czekać na słońce, spieszę się. Ale ty się nie martw, ty zostaniesz w domu. I obiecuję ci: na pewno się jeszcze spotkamy. Po prostu patrz na morze, znajdziesz mnie o tam, zaraz obok tych mew krążących nad wodą.

________________________________________

Autorka tekstu: Tatiana Zawrzykraj – absolwentka polonistyki-komparatystyki i zarządzania kulturą na Uniwersytecie Jegiellońskim. Jej teksty można było przeczytać w „Lounge Magazyn”, „Enter the Room”, a na stałe związana jest z redakcją „Fashion Biznes”. Instagram: @tzawrzykraj

Facebook