1. Nos

Z moim nosem jest tak, że mogłabym poświęcić mu wszystkie 5 punktów.
Kiedy byłam małą, kilkuletnią dziewczynką, mój nos był małym, słodkim detalem na mojej twarzy i wszystko byłoby dobrze, gdyby pewnego roku nie postanowił urosnąć do niemożliwych rozmiarów. Co gorsza, ani oczy, ani usta, ani nawet policzki nie chciały mu dorównać – nos powiększył się i już. Dosłownie stał się moją twarzą, był całym moim ciałem. Czułam, że kiedy spaceruję po szkole, jestem moim nosem i każdy zwraca uwagę tylko na niego. Jednym z priorytetów w tamtym okresie był dla mnie absolutny brak zdjęć z profilu. Pilnowałam tej zasady jak chyba niczego innego. Żadnych zdjęć z profilu!

  1. Cycki

Historia moich cycków ma podobne początki. W kilku pierwszych latach mojego życia też były małe, prawie niewidoczne, wiadomo. Tyle tylko, że cycki, w przeciwieństwie do nosa, nie postanowiły podjąć akcji niespodziewanego powiększenia się. Pomimo, że większość dziewczyn z mojej klasy co rusz przebierało w nowych, większych rozmiarach staników, moje cycki były niewzruszone. I takie pozostały – małe, skromne i zabawne. Przez długi czas kupowałam im w prezencie koronkowe, siateczkowe albo gładkie biustonosze, mając nadzieję, że dadzą się przekupić i chociaż troszkę urosną. Ale nie, były i wciąż są uparte. Przyszedł czas, że ze staników zrezygnowałam, a cycki pokochałam miłością niezmierzoną. Są moją ulubioną częścią ciała do tego stopnia, że nagminnie tworzę ilustracje, w których występują jako główny bohater.

  1. Włosy

Znacie to? Włosy nigdy nie są takie, jakie powinny. Zawsze są za bardzo kręcone, albo za proste, albo mają nijaki kolor. Tak, w moim przypadku też tak było. Mam za sobą dwuletnie doświadczenie wstawania dwie godziny przed rozpoczęciem lekcji, żeby regularnie, dzień w dzień, prostować moje włosy. Zdarzyło mi się też mocno nie wysypiać, bo leżenie na poduszce, kiedy na całej twojej głowie są plastikowe wałki, nie jest specjalnie wygodne. Moje włosy miały też dużo różnych kolorów, bo ten naturalny jest nijaki, szarawy blond, generalnie nic ciekawego. Przez wiele lat czułam, że prowadzę wieczną batalię z moją głową i zawsze jestem przegrana. Minęło trochę czasu, zanim doceniłam fakt, jak dużo możliwości daje mi moja czupryna – wciąż zmieniam kolory, ścinam, upinam, rozpuszczam i świetnie się przy tym bawię.

  1. Dłonie

Zawsze zachwycały mnie smukłe, delikatne dłonie mojej przyjaciółki. Co więcej, Karolina nigdy nie pojawiała się w szkole bez wzorowego manikiuru i kremu do rąk, który nakładała regularnie co dwie godziny lekcyjne. Nadałam wtedy moim dłoniom niewdzięczną nazwę “ręce świnki” – zawsze zaczerwienione, grubiutkie palce, bardzo krótkie paznokcie, których nawet profesjonalna kosmetyczka w przedstudniówkowym amoku nie była w stanie doprowadzić do ładu i, jakby tego było mało, wiecznie za sucha i pękająca skóra. Świetnie. Nie powiem, że dziś uważam moje dłonie za mistrzostwo świata i wpadam w zachwyt nad ich fantastycznym kształtem. Zmieniłam nazewnictwo na “ręce dziecka” i myślę, że tak jest im zdecydowanie przyjemniej. Nadal czuję ukłucie zazdrości, kiedy koleżanki z pracy pokazują mi nowe hybrydy i wzorki na swoich paznokciach, ale też wiem, że to po prostu nie ja. I to jest okej. Ale zdradzę Wam, że czasami przychodzi dzień, kiedy urządzam sobie święto moich krótkich paznokci, nakładam na nie ukochany brokatowy lakier i czuję się wtedy jak prawdziwa bogini.

  1. Tyłek

Moja relacja z tyłkiem nadal jest dość skomplikowana. W całym moim życiu usłyszałam dwa razy, że jest “nieproporcjonalny do reszty mojego ciała” i mam wrażenie, że te słowa dosłownie wyryły się w moim mózgu. Mój tyłek nie jest płaski, jak tyłki modelek na rozkładówkach większości magazynów. Wręcz przeciwnie, gdy patrzę na niego z profilu, mocno się odznacza. Myślę, że minie jeszcze chwila, zanim się pokochamy, ale cóż, jesteśmy na dobrej drodze.

 

 

autorka: Paulina Łoś (27) – część redakcji „Szajn”. Zajmuje się grafiką, ilustracjami, a jakiś czas temu miała markę odzieżową. Często zmienia zdanie i wiecznie szuka nowości i świeżości. Jest bardzo zapominalska, ale jej przyjaciele zawsze jej wybaczają. Lubi, kiedy dzieją się rzeczy, ale też kocha leniwe nic-nie-robienie (tylko nigdy jej nie wychodzi).

 

Facebook