Lustro, inaczej zwierciadło, to w teorii gładka powierzchnia odbijająca światło, w wyniku czego powstaje obraz przedmiotu lub stojącej przed nim osoby. Zagadnienie lustra właśnie w kontekście człowieka zastanawia mnie najbardziej. Bo jak to jest, że zamiast szukać swojego “JA” we własnym odbiciu, przyglądam się sobie w odbiciu osób dookoła. Właściwie bardzo łatwo jest się porównywać do otaczających ludzi. Zwłaszcza w dobie wszechobecnej cyfryzacji i silnego oddziaływania mediów społecznościowych. Przeglądam zdjęcia koleżanek na Instagramie, patrzę na nich perfekcyjnie dopracowane stylizacje i wieczne wakacje. Z drugiej strony obserwuję nowy nurt – smutne dziewczyny, które za pomocą nieperfekcyjnych zdjęć pokazują, że każda z nas ma prawo do smutku i płaczu.

Podziwiam smutne dziewczyny, które otwarcie piszą o swoich słabościach i osobiście popieram, ponieważ w najistotniejszym okresie dojrzewania brakowało mi takich autorytetów. Zwłaszcza w gimnazjum, kiedy wchodziłam w trudny czas budowania samoświadomości, opinia osób dookoła była dla mnie bardzo istotna. Zazdrościłam koleżankom, ich charakteru, pewności siebie, a nawet tak trywialnych rzeczy jak ubrania. Sama chodziłam w ciuchach po starszej siostrze, przez co już na tym etapie ograniczana była moja indywidualność. Nosiłam jej ubrania z nadzieją, że pewnego dnia się to zmieni i zacznę kreować siebie poprzez własne stylizacje. Teraz już wiem – nie tędy droga, moja wartość nie jest zależna od ciuchów, ale wtedy były one pewnego rodzaju wyznacznikiem. Imponowały mi koleżanki o silnym charakterze i stanowczym usposobieniu, sama byłam bardzo cicha, wycofana i zwyczajnie nieśmiała. Może taką postawą starałam się przypodobać dziewczynom, chciałam być lubiana, akceptowana, dlatego nie odzywałam się nieproszona. Jednak efekt był zawsze odwrotny, nie raz, nie dwa, boleśnie odczuwałam siłę ich charakterów, bo słowa osób, na których mi zależało bolały najbardziej, i zostały w pamięci do dziś.

Koledzy, jak to w gimnazjum, też nie szczędzili ostrych uwag i krytyki, zwłaszcza co do mojego wyglądu. Zawsze byłam bardzo szczupła, wręcz chuda, a luźne, niedopasowane ubrania po starszej siostrze potęgowały to wrażenie – Patrz jaka chuda – słyszałam nawet na ulicy. Pamiętam, jak raz założyłam spódniczkę do szkoły, a kolega obśmiał przy innych moje krzywe nogi. Stałam na środku szatni, byłam w tym momencie w centrum uwagi i wszystkich spojrzeń. W środku kuliłam się w kłębek ze wstydu. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu i płakać. I płakałam. Często, dużo, w odosobnieniu, po cichu. A uszczypliwe komentarze w szkole zdarzały się wielokrotnie i zostały w pamięci niczym niezabliźnione rany. Do czasu. Oczywiście, po tamtym komentarzu kolegi z klasy, już nigdy więcej nie odważyłam się na założenie spódniczki czy sukienki do szkoły. Nie chciałam się wyróżniać i tym samym narażać się na spojrzenia. Nosiłam raczej luźne, o rozmiar lub dwa za duże spodnie, żeby zakryć swoje “krzywe” nogi. Pamiętam do dziś, jak moja mama łapała się zmartwiona za głowę, że spodnie tak mi spadają, że widać mi majtki. Słyszałam to codziennie i dzisiaj się z tego śmieję. Ale wtedy nie miałam nawet odwagi powiedzieć jej, że to przez kolegów z klasy. Wstyd, czułam straszny wstyd, wstydziłam się samej siebie. Nie lubiłam swojego odbicia w lustrze, bo widziałam jedynie ciało niedostosowane do opinii rówieśników. Dopiero w liceum, odkryłam, że moja szczupła sylwetka jest piękna, że nie potrzebuję make-up’u ani ubrań wpisujących się w obecne trendy, aby wpisać się w łaski osób, które najwyraźniej nie są tego warte.

Cieszę się, że obecnie mam tego świadomość i pewność siebie, której już nikt i nic mi nie odbierze, ale jej zasianie i kiełkowanie we mnie zajęło wiele lat na silnym wietrze. A skoro lato w pełni, to chyba najlepszy czas, żeby zasiać ją i pielęgnować każdego dnia. Nie boję się i nie cofam, słucham i zaglądam w głąb siebie. Chociaż nie, boję się, ale nauczyłam się działać ze strachem. Ostatnio nawet odważyłam się na samotną podróż do Azji, było warto! Jednak nie wybudowałam silnego “JA” w odbiciu innych osób, zwłaszcza na zgliszczach ich niepewności i kompleksów. Silna wola i charakter powstały z kawałków rozsypanej, lękliwej i niepewnej dziewczynki, która miała kiedyś “krzywe” nogi. Niezwykle istotne w kreowaniu własnej osoby i budowaniu samoświadomości jest również to, jakimi ludźmi się otaczam. W ostatecznym rozrachunku jestem przekonana, że miałam szczęście do napotkanych na swojej drodze osób, każdy wniósł coś do mojego życia i w pewien sposób wpłynął na moje odbicie w lustrze. To co widzę teraz jako “JA” to zbitek napotkanych na mojej drodze ludzi, ale też moich własnych doświadczeń i emocji.

Dlatego dzielę się swoimi obserwacjami i refleksjami nad przebytą drogą w kreowaniu samej siebie i doświadczeniami w relacjach koleżeńskich z dziewczynami właśnie na Instagramie. Tak samo jak “smutne dziewczyny”. Tyle tylko, że nie pokazuję smutku. Oczywiście, mam gorsze dni, czasem płaczę, ale za długo już byłam “smutną dziewczyną”. Wiele czasu zajęło mi zrozumienie i dostrzeżenie w odbiciu lustra, że z uśmiechem bardziej mi do twarzy. Na swoim Instagramie skupiam się na relacjach między dziewczynami, ponieważ w przyjaźni jest moc. Wybrałam taką formę przekazu jako mojego osobistego dziennika, aby łatwiej dotrzeć do innych dziewczyn, również tych z małych miast, gdzie różnorodność i indywidualność traktowane są negatywnie. Chcę uświadomić im, że prawdziwa siła i wartość kryje się pod wierzchnią warstwą niepewności i strachu przed opinią otoczenia. Chcę również zaapelować do młodych, nastoletnich dziewczyn, że teraz jest ich czas, że być młodą i niedoświadczoną osobą jest fajnie! To jest najlepszy czas na popełnianie błędów i szukanie siebie, ale w swoim odbiciu, nie otoczenia. W niektórych wpisach zwracam również uwagę na relacje między dziewczynami. Musimy się wzajemnie wspierać i szanować swoją indywidualność. Sama wielokrotnie doświadczyłam przykrych docinek od koleżanek, przez co w tamtym czasie trudniej było mi zaakceptować samą siebie. Ale to się zmieniło. Z dumą mogę stwierdzić, że obecnie akceptuję siebie całą, jestem dumna z tego, co już osiągnęłam, i głośno śmieję się ze swoich upadków. Mój bardzo osobisty apel do dziewczyn jest taki: wspierajcie się wzajemnie i akceptujcie. Być dziewczyną jest fajnie, popełniać błędy jeszcze lepiej!

Moje lustrzane odbicie znajdziecie na Instagramie pod przewrotnym nickiem: alicjawkrainieloda. https://www.instagram.com/alicjawkrainieloda/

autorka tekstu i ilustracji: Marta Antonina – studiuje grafikę komputerową, pasjonuje się sztuką, stąd też Włochami i dalekimi, samotnymi podróżami. Zafascynowana Azją i książkami – Murakami i OSHO. instagram

Zapisz

Facebook