Parę miesięcy temu razem z przyjaciółką spotkałyśmy się na tzw. „babski wieczór”. I choć nienawidzę tego określenia, to idealnie nadaje się ono do oddania charakteru naszego małego rautu. Butelka wina, nakładanie maseczek i rozmowy z ogłupiającymi programami lecącymi w tle. Po paru godzinach nasza dyskusja zeszła na tor seksualności i sprawiania sobie przyjemności, zarówno z drugą osobą jak i samotnie i uświadomiłam sobie, że po raz pierwszy, w wieku dwudziestu lat, rozmawiam z drugą kobietą o masturbacji.

Mówiłyśmy o tym co nam się podoba, a co nie i czego chciałybyśmy spróbować. Potem z ciekawości sprawdziłyśmy w internecie, co oferują producenci zabawek erotycznych (inwencja twórcza jest naprawdę imponująca). Mimo lekkiego wstydu, który towarzyszył mi na początku, muszę przyznać, że było to bardzo wyzwalające przeżycie. Werbalne wyrażenie tego, co przez lata było tłamszone poczuciem winy i wstydem, było jak zrzucenie z siebie wielkiego ciężaru.

Kiedy odbywamy tego typu rozmowy na intymne tematy, rodzi się poczucie wspólnoty z własną płcią, a jest to niezastąpione uczucie.  To niesamowite, że w większości, na takie wyznania zdobywamy się dopiero w dorosłym wieku, podczas gdy najbardziej potrzebowałyśmy wzajemnego wsparcia parę lat wcześniej, w okresie gdy nasza seksualność zaczynała się kształtować. Ale nie powinno mnie to dziwić. Kobiety nam najbliższe w okresie dorastania, czyli  nasze matki, chociaż starają się nauczyć swoje córki zdrowego podejścia do seksu, często nie potrafią się z nimi skomunikować w tak delikatnej i osobistej sprawie. Dlatego zazwyczaj edukacja w zakresie seksu ograniczała się do cyklu miesiączkowego i higieny intymnej.

Nasze koleżanki z kolei, w okresie wczesnonastoletnim, podobnie jak my, nie palą się do opowiadania o tych sprawach. Niestety wciąż żyjemy w świecie, w którym kobieca przyjemność jest stygmatyzowana, a temat żeńskiej masturbacji jest objęty niezrozumiałym tabu.

Kiedy byłam w gimnazjum, co jakiś czas odbywały się lekcje WDŻ, przez niektórych nobilitowane do określenia edukacji seksualnej (według mnie niesłusznie). Po kilku zajęciach klasa została podzielona na grupy: żeńską i męską. Tematyka lekcji dla dziewczyn najczęściej sprowadzała się do tego, żeby nie uprawiać seksu, bo możemy zajść w ciążę. W tym samym czasie z chłopcami nauczycielka rozmawiała o pornografii, pociągu płciowym i masturbacji. Doskonale pamiętam panikę, która mnie ogarnęła, gdy się o tym dowiedziałam. Ostatecznie wniosek był jeden – dziewczyny nie powinny ani oglądać porno, ani sprawiać sobie przyjemności. Oczywiście nie była to jedyna sytuacja utwierdzająca mnie w takim przekonaniu.

Żadna z moich koleżanek nie przyznawała się do tego, że odczuwa podniecenie, filmy i seriale tego nie pokazywały, a ja sama byłam zbyt zawstydzona, żeby spytać, czy to co dzieje się z moim ciałem jest normalne. Właściwie nie musiałam, już wiedziałam, że nie. W uczuciu osamotnienia i wstydu nie pomagała kwestia kościoła, do którego w okresie gimnazjum jeszcze chodziłam. Stres związany ze spowiadaniem się przed obcym mężczyzną z tych obrzydliwych, w moim przekonaniu, czynów i myśli zawsze powodował mdłości i ścisk w żołądku.

To piekło własnej cielesności pewnie trwałoby dłużej, gdyby nie ruchy feministyczny i body positivity, którymi zaczęłam interesować się w liceum. Nagle nie byłam już samotna, bo w internecie masa innych dziewczyn głośno mówiła o tym, że czują się dobrze ze swoimi pragnieniami i fizycznością.

Po raz pierwszy usłyszałam słowa, które świadczyły o tym, że nie jestem obrzydliwa, zboczona i inna. Okazało się że nie różnię się od większości dziewczyn. Po prostu świat nie chce o tym mówić, tak jakby społeczeństwo bało się kobiet świadomych i dumnych ze swojej seksualności oraz potrzeb.

Mimo że seks jest postrzegany dużo bardziej liberalnie niż kilkadziesiąt lat temu, dalej funkcjonuje wiele krzywdzących stereotypów. Dziewczyny, które rozpoczęły współżycie wcześniej niż większość ich rówieśniczek, są uważane za puszczalskie i się nie szanują; te które mimo dorosłości jeszcze nie uprawiały seksu są cnotliwe i pruderyjne; te, mające niestandardowe fantazje-perwersyjne. Podobnych utrwalonych w powszechnej świadomości przekonań można by wymieniać w nieskończoność. Na szczęście odnoszę wrażenie, że taka mentalność zaczyna zanikać. Coraz więcej tekstów kultury pokazuje żeńską masturbację oraz seks, z którego również kobieta czerpie przyjemność.

Mam nadzieję, że obecnie młode dziewczyny nie czują się tak okropnie w swoim ciele,  jak ja w ich wieku. I chciałabym teraz do nich zaapelować.

Nie, nie jesteście złe, ohydne, dziwne, jesteście całkowicie normalne i nigdy nie powinnyście się wstydzić swojej cielesnością ani eksperymentów z nią związanych, bo przechodzi przez to większość ludzi. Samotne eksplorowanie własnego ciała pomaga w lepszym zrozumieniu siebie i swoich potrzeb. Poza tym można się przy tym dobrze bawić. 


autorka ilustracji: Zuza Gadomska – ilustratorka i graficzka pracująca i mieszkająca w Trójmieście. Zaczynała ilustrowaniem architektury, dziś podejmuje już w swoich pracach różne tematy. Czerpie inspiracje głównie z architektury i historii sztuki. Współpracuje od paru lat z galerią Cité Radieuse 318.  Uwielbia Bałtyk zimą. 
linki : zuzagadomska.com 
sklep : zuzagadomska.shoplo.com 
insta : @zuza.gadomska 
fb: Zuza Gadomska Ilustracje 

Facebook