To zawsze ma być dzień jak każdy inny. Zawsze zamierzam wstać, umyć zęby, wypić kawę i pójść do pracy. I prawie się udaje. Z tym, że kawy nie jestem w stanie nawet sobie zaparzyć, zęby myję przy akompaniamencie łez kapiących na zlew, a do pracy musi mnie ktoś zawieźć, bo całe ciało odmawia mi posłuszeństwa. Przychodzi co miesiąc, niby nie powinien zaskakiwać, ale przyjdzie dzień za wcześnie lub z tygodniowym opóźnieniem, a ból z miesiąca na miesiąc sprawia coraz większy. Okres.

Do pracy iść trzeba i nikogo nie obchodzi to, że ból, który przeżywam jest tak duży, że nie umiem się skupić na obowiązkach. Ledwo chodzę, nie mówiąc już o kontakcie z klientem. Wspomnę, że pracuję w sieciówce, gdzie pracownik jest traktowany jak robot mający pewne rzeczy wykonać i już. W tym właśnie sklepie pracuję z samymi dziewczynami, różnymi, bo rotacja jest dość spora. I poza mną tylko jedna z nich przeżywa mocno bóle menstruacyjne. Pozostałe wiedzą, że mają okres tylko dlatego, że krwawią. Miesiączka to dla nich czas jak każdy inny. W związku z tym nie dość, że mnie nie rozumieją, to często trywializują moje bóle, sądząc, że chcę się w ten sposób wymigać od pracy.

A ja bez kilku mocnych środków przeciwbólowych nie wytrwam dwunastu godzin na nogach obsługując klientów, nosząc kartony z ubraniami czy choćby podnosząc rzeczy porozrzucane po całym salonie. Rano z trudnością wstaję z łóżka i marzę tylko o tym, żeby móc z niego nie wychodzić.

Ból menstruacyjny (na szczęście) występuje dość rzadko, bo podobno niespełna 20% przyznaje się do tego problemu*. Co nie zmienia faktu, że ten odsetek kobiet cierpiących na mocne bóle menstruacyjne istnieje i jedynym sposobem, żeby nie musiały iść do pracy, jest wzięcie jednodniowego urlopu na żądanie (co niewiele da, zważając na to, że miesiączka trwa średnio 4-7 dni) lub wykorzystanie urlopu wypoczynkowego. Żadna z tych opcji nie jest satysfakcjonująca, ale jest smutną koniecznością.

W Japonii kobiety mogą brać zwolnienia z powodu bolesnej miesiączki od 1974 roku, rodzaj takiego zwolnienia nazwano Seirikyuuka, czyli „wolne fizjologiczne”.

W Argentynie w ostatnich latach również je wprowadzono, ale nie w każdej firmie i na określonych wewnętrznie zasadach. W Indonezji panie, którym dokuczają bolesne miesiączki, mają prawo do 2 dni płatnego urlopu w miesiącu. Tajwan zarządził aż 3 dni wolnego. W Zambii urlop menstruacyjny funkcjonuje pod nazwą „Dzień Matki”. W tym państwie kobieta może wziąć wolne bez podania przyczyny, a powoływanie się na bolesną menstruację nie jest konieczne.

 

Jedynym krajem w Europie, który proponuje ustawowo trzy dni wolnego z powodu bólów menstruacyjnych są Włochy. Tamtejszy parlament zastanawia się nad regulacją prawną związaną z trudnością wykonywania różnych zawodów przez kobiety w czasie miesiączki. Takie panie mogłyby – zamiast brać dni wolne z puli urlopowej – dostawać dodatkowe trzy dni wolnego od pracodawcy. Warunkiem koniecznym do uzyskania wolnego miałoby być zaświadczenie od lekarza. Włoska Partia Demokratyczna zwraca w ten sposób uwagę na kobiety, które cierpią na zaburzenia miesiączkowania i doświadczają trudnego do pogodzenia z codzienną pracą bólu. Jednak póki co nie doszło do żadnych ustaleń w tej kwestii, więc możliwe, że pomysł równie szybko jak się pojawił, zniknął.

W Wielkiej Brytanii, jak donosił w 2016 r. „The Guardian”, urlop z powodu miesiączki jest stosowany przez niektóre firmy*. Nie jest on regulowany prawnie, ale pokazuje pewną drogę, którą zmierzają Europejczycy. Przeciwników wprowadzenia tego pomysłu jest wielu, wiele jest również powodów, dla których uważają, że nie powinien zostać wprowadzony.

Niektórzy sądzą, że kobiety muszące mówić swojemu pracodawcy o powodzie wzięcia urlopu, czułyby się zażenowane i upokorzone. Ich upokorzenie miałoby wynikać z faktu, że przez fizjologię nie są w stanie wykonywać swoich obowiązków. Taki argument jest kuriozalny, bo pokazuje tylko, że w tych czasach miesiączka nadal postrzegana jest jako temat tabu.

Innym aspektem może być problem z zatrudnieniem kobiet. Firmy mogłyby zatrudniać więcej mężczyzn niż kobiet, ponieważ ci będą częściej w pracy, więc wykonają więcej zadań im powierzonych. Nie staną się kłopotem finansowym, jak w wypadku kobiet biorących trzydniowe zwolnienie co miesiąc.


Ostatnim argumentem, który dla firm, prezesów i ekonomistów jest najmocniejszy to pieniądze. Jeden dzień wolnego co miesiąc dla kobiet, to miliony złotych strat dla pracodawców rocznie. Ze wstępnych rachunków przeprowadzonych w USA wynika, że urlop menstruacyjny kosztowałby firmy po 12 miesiącach dodatkowe 160 milionów dolarów. W Polsce nikt jeszcze nie podjął się podobnego wyliczenia.

Choć argumenty przeciwników mogą wielu ludzi przekonywać, to jestem pewna, że nikt, kto nie czuł nigdy bólu miesiączkowego, nie ma pojęcia, co czuje kobieta przez te kilka dni każdego miesiąca i nie powinien decydować, co będzie dla niej lepsze.

Ja, podczas okresu, tracę kontakt z rzeczywistością otumaniona lekami przeciwbólowymi i nieraz zdarzyło mi się płakać w pracy. Ktoś powie, że się nad sobą użalam, że trzeba być silną i nie pokazywać słabości. Dla mnie miesiączka to nie słabość, to naturalnie występujące zjawisko, ale jeśli uniemożliwia mi ono prawidłowe funkcjonowanie, to powinny przysługiwać mi wolne dni od pracy.

*Źródło: The Guardian

__________________________________

Autorka tekstu: Klaudia Buszek – dwudziestodwulatka, z wykształcenia dziennikarka, z powołania psycholożka wśród bliskich, zawodowo copywriterka. Wciąż szuka miejsca dla siebie na ziemi. Mini aktywistka, uwielbia tematy społeczne, feminizm to jej mały konik.

Autorka zdjeć: Aleks Cicha – designerka i fotografka, obecnie mieszkająca w Barcelonie, gdzie prowadzi studio projektowe. Miłośniczka kolorów, architektury postmodernistycznej, surrealizmu i popu z lat 80’tych. web: aleksandcharles.com insta: @aleksandcharles fb: @aleksandcharles

Facebook