Mainstreamowa kultura pęka od miłości. Obiegowa opinia głosi, że to o niej tak naprawdę jest każda piosenka. Keaton Henson uważa, że sztuka w większości jest tworzona po to, żeby ktoś pokochał twórcę. Romans to motor napędowy lub chociażby tło większości filmów, seriali i książek. Wiadomo: dziewczyna spotyka chłopca. Takich historii, problemów, porad, wzorców zachowań mamy na pęczki. A kiedy dziewczyna zakochuje się w dziewczynie? O tym chcę dla Was pisać, dlatego prezentuję pierwszą odsłonę cyklu Lesstream.

Dla Hayley Kiyoko singiel Girls like girls, który wypuściła w 2015 roku, stał się punktem przełomowym w karierze. Od tamtej pory nie tylko czuje się dobrze sama ze sobą, ale też stała się spełnioną artystką – nieskrępowaną w trakcie tworzenia, bardziej autentyczną w swoim przekazie i zaangażowaną.

Dzisiaj jej teledyski mają dziesiątki milionów wyświetleń na YouTubie, jest w trakcie swojej pierwszej europejskiej trasy koncertowej, a fani przyznali jej tytuł „pop’s lesbian Jesus”.

Hayley Kiyoko zaczynała jako gwiazdka Disneya (Lemoniada Gada, gościnne występy w serialach Czarodzieje z Waverly Place, czy Zeke i Luther) oraz innych kanałów telewizji dziecięco-młodzieżowej. Śpiewała także w sztucznie uformowanym dziewczęcym zespole The Stunners. Doświadczenie to nie ułatwiało jej podjęcia decyzji o muzycznym coming out’cie. Podczas jej kariery w zespole kładziono nacisk na sprzedaż siebie poprzez podobanie się chłopcom i bycie „seksowną”. Tylko to miało gwarantować sukces: kobiecość definiowana przez męskie spojrzenie. Czuła się z tym bardzo źle, a obawy towarzyszyły jej również później – czy będzie mogła zajmować się mainstreamowym popem nie mieszcząc się w heteronormatywnych schematach, które napędzają ten rynek?

W jednym z wywiadów wspomina, jak w pewnym momencie ktoś w studiu nagraniowym spytał ją o to, o czym jeszcze marzy, jeśli chodzi o tworzenie własnej muzyki. Hayley Kiyoko na skraju płaczu wyznała, że najbardziej chciałaby zdobyć się na odwagę i śpiewać w swoich piosenkach wprost she, her [ona, ją/jej] inne żeńskie zaimki. Używać słów, które nie pozostawiają wątpliwości. Nie ukrywać się, nie udawać osoby hetero chociażby poprzez milczenie i unikanie deklaracji. Bo to również obciąża i uwiera. Za pomocą języka wytwarzany i tkany jest nasz świat, a przez to można poczuć się nim oplecionym w niechciany sposób. Dziś udaje się jej spełnić tamto marzenie. Tworzy muzykę z pogranicza synth pop, dodając nieco elektroniki, czasem lekko skręcając ku hip-hopowemu brzmieniu. Wszystko to, co doskonale wpisuje się dzisiaj w mainstreamowy pop – nurt, w którym chce tworzyć.

Nie zwraca uwagi na stereotypy – wygląda, śpiewa, wypowiada się tak, jak ma na to ochotę. Jest po prostu dziewczyną, która kocha dziewczyny. Tylko tyle i aż tyle.

Jednak ludzie z branży wciąż zwracają jej czasami uwagę na to, że w każdej piosence miłosnej śpiewa wprost o dziewczynach. Pojawiają się zapytania czy zamierza zrobić kolejny teledysk, który jest o tym samym. Hayley odpowiada wtedy, że chociażby Taylor Swift w każdej piosence śpiewa na temat swoich (byłych lub obecnych) chłopaków, ale nie sugeruje się jej zmiany tematu. Chociaż fani Swift zaczęli stawać w obronie swojej idolki, sama wokalistka doskonale zrozumiała racje Hayley i poparła ją, zwracając uwagę na nierówność i wykluczenie osób odmiennej orientacji niż heteroseksualna.

Kiyoko uwielbia opowiadać historie. Nie tylko swoimi piosenkami, ale także ich oprawą wizualną – sama reżyseruje teledyski, a także w nich występuje. Chociaż w przypadku Girls like girls wolała stanąć wyłącznie za kamerą, oczekując w napięciu na reakcje odbiorców. Dobre przyjęcie piosenki (a w tym jej tematyki) sprawiło, że powoli nabierała pewności siebie. Jej piękne, zmysłowe teledyski nie mają szokować, nie mają przyciągać kontrowersją. Są subtelną codziennością. Czasem flirtujące, czasem smutne, czasem żartobliwe. Są po prostu szczere. Lekkość, swoboda i naturalność. To hołd dla codzienności. To tak naprawdę normalizacja kwestii, która powinna być od dawna postrzegana jako coś naturalnego i niezwracającego nadmiernej, zbędnej uwagi. Hayley tworzy własne narracje, wykorzystuje swoje kobiece spojrzenie, zamiast ulegać dominującemu męskiemu. Jej debiutancką płytę Expectations ozdabia fotografia piosenkarki, która patrzy się na nagą kobietę, leżącą na pierwszym planie tyłem do odbiorców. Wkraczamy w świat wokalistki, a ona pokazuje nam go wprost, opowiadając o nim, ale jest on jednocześnie jej prywatnym światem. Nie sprzedaje go poprzez seksualność, jest ona zwyczajnie jedną z jego części.

Celem Hayley Kiyoko nie jest tworzenie „muzyki lesbijskiej”, ale dotarcie do punktu, w którym śpiewanie o miłości dziewczyn do dziewczyn stanie się czymś normalnym i zwyczajnym. Stanie się jedynie jednym z aspektów jej muzyki. Możliwością swobodnego wyrazu swoich prawdziwych uczuć, a przy tym danie innym możliwości odnalezienia się w nich. Dlatego jej pojawienie się właśnie na płaszczyźnie amerykańskiego mainstreamowego popu jest tak istotne i przełomowe – trudno zaprzeczyć ogromnemu wpływowi na kulturę, jaki posiada ten gatunek.

Chodzi w gruncie rzeczy o bardzo prostą potrzebę: słuchania piosenek, z którymi można się utożsamić. Które zdają się dotyczyć naszej sytuacji. Które pozwalają odnaleźć swoje miejsce, proste wrażenie, że te śpiewane słowa są też moje, o mnie, o moich uczuciach. Muzycy chętnie czytają biografie gwiazd, a kucharze oglądają programy MasterChef, ale sięgają także po inne książki, programy i filmy. Bo nie chodzi o to, żeby zamykać się wyłącznie w muzyce, która tworzona jest przez osoby tej samej orientacji (to samo tyczy się filmów, książek, sztuki, seriali, etc., o których będę chciała pisać), ponieważ to, kogo kochamy, to zaledwie jeden z wymiarów tożsamości. Ale jednocześnie to ważne żeby mieć możliwość czerpać z dzieł kultury, które nas reprezentują, dają poczucie przynależności.

Na deser zostawiam Wam moją specjalną playlistę dziewczyn, kochających dziewczyny. Miłego słuchania!

__________________________________

Autorka tekstu: Magdalena Sobolska (27) – artystka wizualna, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej, specjalizacji Kultura Wizualna. Chce wyrosnąć na reżyserkę-innowatorkę. Instagram to jej ulubione social media (@magdalenasobolska).

Autorka ilustracji: Ola Gersz – ukończyła filologię polską i kulturoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim, pracuje w mediach. Pisze, czyta, ogląda, słucha, podróżuje. Uzależniona od Netflixa, Spotify, amerykańskiej literatury feministycznej, produkcji Marvela, filmów Sofii Coppoli i czerwonej szminki. 29 wiosen nie przeszkadza jej zaczytywać się w powieściach young adult i szczerą miłością kochać disneyowskie animacje.

 

Facebook