Chyba prawie każdemu zdarzyło się kiedyś nie lubić swojego ciała. Niektórym pewnie częściej, innym rzadziej, a niestety wielu z nas zbyt często. Mnie ten problem nurtował od dawna w różnym stopniu. Próbowałam wielu ćwiczeń, zmiany myślenia, ale wydawało mi się, że to wszystko na nic, bo bezlitosny wewnętrzny krytyk nie chciał ucichnąć. Sądziłam, że akceptacja swojego ciała nie do końca jest wyborem. Jednak myliłam się.

Z pomocą nadeszło bardzo proste ćwiczenie.

Napisz list do/od swojego ciała. Znajdź 10 minut wolnego czasu. Przygotuj kartkę i długopis.

„Pomyśl o swoim ciele, które idzie z tobą od najmłodszych lat i towarzyszy Ci każdego dnia. Gdyby mogło ci coś powiedzieć, co by to było? Jakie potrzeby chciałoby ci zakomunikować? O co poprosić? Spróbuj napisać list od ciała. Zacznij od słów: Droga/Drogi (tu imię)…, ja, Twoje Ciało…

Następnie zastanów się, czy chciałbyś coś przekazać swojemu ciału, za coś mu podziękować, przeprosić, o coś poprosić? Zacznij: Kochane Ciało…„*

Z początku wydało mi się dziwne i dosyć trudne, bo jak tu się wcielić w swoje ciało? Jednak kiedy się przełamałam i zaczęłam pisać, stało się coś niesamowitego. Ręka niemal sama sunęła po papierze, jakby myśli i odczucia mojego ciała tylko czekały na ten moment, jakby moje ciało od dawna chciało mi to wszystko powiedzieć, tylko nie dopuszczałam go do głosu. Ta zmiana perspektywy była niemal wstrząsająca.

Oto więc mój pierwszy list:

Droga Zuzo,

Ja, Twoje Ciało, chciałobym** powiedzieć Ci kilka rzeczy. Wiem, jak bardzo starasz się, żebym było idealne. Sporo wysiłku wkładasz w to, żebym nie utyło, było szczupłe i wysportowane. Ale wiesz, mi jest tak naprawdę dobrze, gdy spędzasz ze mną miło czas. Bardzo dziękuję Ci za jogę, mogło być jej więcej, za to mniej obciążających mnie ciężkich ćwiczeń. Dziękuję Ci też za łucznictwo, dzięki któremu czuję, że trochę lepiej się poznajemy i współpracujemy. Podziękowania należą się również za zdrowe odżywianie, choć mogłoby być trochę więcej ciepłych, jaglanych posiłków, bo czuję, że dobrze mi służą.

Chciałobym** Cię przeprosić za to, że nie spełniam wszystkich Twoich oczekiwań, ale zrozum, jestem tylko ciałem. W przypadku niektórych cech, takie po prostu jestem i choć staram się jak mogę, to i tak niektóre rzeczy pozostaną takie, jakie są.

Chciałobym** Cię poprosić o więcej wsparcia z Twojej strony. Wiesz, biegam na przystanki, niemal zawsze dobiegam do uciekającego metra, czy tramwaju, strzelam razem z Tobą z łuku na zawodach, biegam do Twoich bliskich, przytulam ich. Naprawdę się staram. I wiem, ze podobają Ci się wystające kości chudość. Ale sama zdajesz sobie sprawę z tego, że piękno nie zawsze idzie w parze z praktycznością. Sama uważasz, ze sztuka użytkowa ma dużo większą wartość od tej sztuki, tylko dla sztuki. Ze mną jest podobnie.

W moim przypadku, jakbym miało wyglądać tak, jak te dziewczyny z instagrama, to byłobym** tylko do oglądania, bo nie miałobym** siły na nic innego. A ja nie chcę być tylko oglądane. Chcę żyć, czuć, działać. Nie leżeć pod kroplówką i umierać dla tego, jak wyglądam na zewnątrz.

Więc proszę. Proszę, proszę, proszę zadbaj o mnie tak, żebym mogło być sztuką użytkową. Może nie tak wyrafinowaną, misterną i nieskazitelną w każdym szczególe, jak te dzieła w galeriach sztuki, ale piękną dlatego, że komuś dobrze służę.

Na zawsze Twoje

P.S. Zauważ, że większość tych czynności, które wymieniłom** w trzecim akapicie głównie zawdzięczasz swoim nogom… Zostawiam Cię z tą myślą 😉

Ciało

Po napisaniu pierwszego listu, zabrałam się za drugi. Nieco się przy tym ociągałam, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że będę przed samą sobą musiała przyznać się do wszystkich krzywd, które wyrządziłam sama sobie. Szybko jednak przełamałam opór i oto, co z tego wyszło:

Kochane Ciało,

Mam nadzieję, że jest Ci ostatnio ze mną dobrze. Mam wrażenie, że żyjemy raczej w zgodzie. Dziękuję Ci bardzo, ale to naprawdę bardzo, za to, że nie zawodzisz mnie w strzelaniu. Że to właśnie Ty pokazujesz mi, że nie można się poddawać, że kiedy wydaje Ci się, że nie masz siły, nagle jesteś po 3 odległościach w stanie strzelić serię na 70m za 56/60***. To naprawdę niesamowite.

Również dzięki Twojej sile mogę dotrzymywać kroku swojemu ukochanemu chłopakowi w trakcie ciężkich pieszych wędrówek. Możemy razem robić mnóstwo bardzo różnych rzeczy i nie przejmować się, czy dasz sobie z tym radę. Naprawdę jesteś niesamowite.

Teraz dochodzimy do tej trudnej części, czyli przeprosin. Bo jest za co przepraszać. Zaczęłam źle o Tobie myśleć w kluczowym momencie swojego rozwoju i sądzę, że to dlatego tak to się we mnie utrwaliło. Chociaż już jako dziecko miałam poczucie, że ciągle można by w Tobie coś zmienić.

Pamiętam jak dziś, jak niemal codziennie modliłam się, żeby obudzić się z innym kolorem oczu, włosów, cery, po prostu taka, żebym zrobiła wrażenie pięknej. Nie wiem, czemu tak się działo, ale przepraszam Cię za to.

Jednak przede wszystkim przepraszam Cię za te głodówki, bicie, zadawanie bólu, wymioty i surowe ocenianie. Nikt nie powinien być tak traktowany. I zbierają mi się łzy w oczach, gdy myślę o tym, jak mimo tego wszystkiego dalej mi służyłoś** i służysz. To niesamowite oddanie, pokora i wybaczenie, brak zemsty, mimo że mogłoś** się zemścić okrutnie. Mogłoś** zacząć wydzielać testosteron tak, żeby z każdym kilogramem mniej, przybywało mi więcej włosów, mogłoś** zaburzyć metabolizm, ciężko chorować, żeby wyrazić swoje cierpienie, a Ty zamiast tego dalej mi dzielnie, pokornie i cicho służyłoś**. Znosiłoś** i niestety wciąż czasami znosisz surowe oceny i wykańczające ćwiczenia z mojej strony. Bardzo, naprawdę bardzo Cie za to przepraszam.

I tak naprawdę w trakcie pisania tego listu zdałam sobie sprawę z tego, że nie ma rzeczy, o którą mogłabym Cię jeszcze prosić. Jesteś zdrowe, sprawne, tak naprawdę kształtne (widzę swój opór, w wyrażaniu się o Tobie pochlebnie w kwestii atrakcyjności, za co też Cię przepraszam, bo przecież nie ma w takim wyrażaniu się nic złego), naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Zakończę zatem ten list wyrażeniem głębokiej nadziei na naszą współpracę, która zapewne okaże się bardzo owocna.

Ściskam, całuję

Zuza

Szybko złożyłam oba listy i włożyłam do szuflady. Nie chciałam ich czytać drugi raz, poprawiać. Czekałam aż słowa ostygną w mojej głowie i na kartkach.

Kiedy ochłonęłam, zrozumiałam, jak wiele te niecałe trzy strony słów zmieniły. Oczyściłam sumienie, to było jak spowiedź przed samą sobą. Czułam się lekko. I wiedziałam, że muszę się tym doświadczeniem podzielić, że było zbyt ważne, żeby zatrzymać je tylko dla siebie. Może komuś pomoże tak jak mi. Zmieni jej/jego życie.

Szkoda, że w szkole nie uczy się młodych ludzi takiego autentycznego kontaktu z samym sobą, lepszego poznania siebie i swoich potrzeb. Naprawdę sądzę, że każdy powinien mieć chociaż okazję, żeby coś takiego przeżyć.

* fragment artykułu „Ciało mówi więcej niż myśli i słowa” Joanny Dudek, „Charaktery” nr 5/2019

** zdaję sobie w pełni sprawę z niepoprawności gramatycznej tych form czasowników, jednak jest to celowy zabieg mający na celu zachowanie rodzaju nijakiego w odniesieniu do ciała

*** na zawodach łuczniczych jedna „odległość” to 6 serii z 6 strzał, strzelanych do tarczy z odległości 70 metrów. Łącznie podczas jednej serii można zdobyć 60 punktów (strzałów w dziesiątkę, która daje 10 punktów. W sumie podczas 3 „odległości” oddaje się 108 strzał, i jeszcze dodatkowo serie próbne, czyli ostatecznie ok. 120 strzał. Jest to całkiem spory wysiłek, do tego warunki atmosferyczne bardzo często bywają trudne.


Autorka tekstu: Zuza – łuczniczka sportowa wychowana w buddyjskiej, backpakerskiej rodzinie. Uwielbia naturę, ludzi i sztukę i tymi wszystkimi rzeczami stara się otaczać i poświęcać im jak najwięcej czasu (poza treningami łuczniczymi oczywiście), ma plan studiować rzeźbę. Bliskim kojarzy się ze słońcem i kolorem złoto-musztardowo-żółtym.

Autorka ilustracji: Kamila Król („Pigeon”) – studiowała ilustrację w Cardiffie i tam w tej chwili mieszka.  Kolekcjonuje obserwacje i fantazje i stara się przelać je na papier, po drodze wypijając litry kawy i robiąc przerwy na spacery tam, gdzie zielono. pigeonmakesart.co.uk 
Instagram: @pigeonxgirl.

Facebook