Lato się zaczyna. No tak, nikt już nie może zaprzeczyć. Słońce i niebiosa, a także przekwitające powoli bzy dają nam do zrozumienia, że ponownie wchodzimy w czas, który nie zawsze nam się podoba. Lato. Lato nagich tyłków, bo trzeba założyć te kuse spodenki. Lato wydekoltowanych kobiet przemieszczających się ulicami centrum i parkowymi alejkami. Lato pełne wolności dla ciała i ducha, ale głównie dla ciała.

Bo kigurumi zrobiło się stanowczo zbyt ciepłym odzieniem.

Gorąc, przed którym nie można uciec, bardzo często powoduje, że nie mam siły wciągać na swój duży tyłek grubego dżinsu. Upocę się w nim zawsze, umęczę, a nie lubię się męczyć i nie lubię się ograniczać. Jednak co wtedy, kiedy moje lustro delikatnie sugeruje mi, że strasznie przytyłam?

Przytyłam. Nie da się z tym nie zgodzić. W ciągu kilku miesięcy przybyło mi dwanaście kilogramów, głównie przez  hospitalizację i związane z nią sterydy, i trochę przez tryb życia: siedzę i piszę, i to moje jedyne hobby. Kilogramy przybyły z dnia na dzień i zadomowiły się wokół mojego brzucha i stworzyły nowy podbródek. Pewnego dnia, to chyba był trzydziesty kwietnia, spojrzałam na siebie, a potem krzyknęłam: co to za wieloryb?! Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia, chwyciłam za wałki tłuszczu i zapytałam, po co mi to, dlaczego, skąd?  

Odpowiedzi nie dostałam do dziś. Podejrzewam, że to także wina słodkich przekąsek i ultrasłodkich ciast, które zbyt często piekę. Ale, ale – kto bogatemu zabroni?

No właśnie. Lustrzane sumienie, które jest nieco mniej prawdziwe niż video i dużo bardziej wiarygodne niż zdjęcia, zaczyna nam ciążyć. Lustro jest lepsze niż człowiek, bo zawsze może kobietę oświecić, że coś jest nie tak. Nie skłamie cię, jeżeli poobracasz się dookoła i zobaczysz, że tu i ówdzie coś ci nie pasuje. Możesz zagryzać usta, możesz prosić zwierciadło o wybaczenie, ale ono nigdy zanadto ci nie posłodzi, nigdy nie powie, że jesteś chuda, kiedy wychodzisz poza skalę.

A jaka jest skala? BMI? A kto by to sprawdzał co kilka tygodni! Najważniejszym wyznacznikiem są spojrzenia innych ludzi i widok chodzących właścicielek ledwo osłoniętych pośladków. Jeżeli ludzie, zwłaszcza szczupłe, komercyjnie seksowne kobiety, patrzą na ciebie innym, dziwnym wzrokiem, to ty, my, osoby nieco większe niż ustawa przewiduje, też zaczynamy czuć, że coś jest nie tak. Zaczynamy krępować  się wyglądem, nie zauważamy już żadnych pozytywnych stron związanych z obecnym stanem ciała. Zaczynamy siebie pytać: Gdzie jest nasz płaski brzuszek? Gdzie uda, które można pokazać światu? Trzeba je pokazać światu, przecież ja się zagotuję w portkach!

Nie, nie że nie ma bata. Rozbierzemy się i tak.

 

Mamy swoje ciało. Jesteśmy zbudowane podobnie jak sąsiadka czy koleżanka ze studiów humanistycznych. Mamy ręce, nogi, uszy i nos. Oczy – sztuk dwie. Język, zęby i inteligencję. Puszysta osoba nie musi gnić przez całe ciepłe miesiące w grubych portkach, bo wstydzi się swoich nóg, swoich rozstępów. Większość kobiet ma cellulit! Masywniejsze uda nie są powodem do przerażenia, nie są też powodem, by rezygnować z szortów. Warto jednak ubierać się z głową, by własne samopoczucie nie piszczało ze wstydu, kiedy wyjdziemy tak ubrane na ulicę. Mając do dyspozycji miliony sieciówek i miliardy second-handów, jesteśmy w stanie wytrzaskać sobie wspaniały outfit, który nie podkreśli naszych uroczych wałeczków, a nieco je zatuszuje. Sprawi, że poczujemy się dobrze, a to jest najważniejsze.

I, hej! Mamy piękne ciało, które często mówi, co przeszłyśmy. Znam działanie leków, zwłaszcza sterydów, znam gorzkie rozczarowanie po sterydowym leczeniu. Znam smak łez, ale takie jest życie. Czasami nasze zdrowie jest ważniejsze niż ładny wygląd.

Zdrowie, w sumie, jest najważniejsze. I tylko ono powinno ci mówić, że masz schudnąć. Jeżeli widzisz, że przy upale czujesz się jak w agonii, to otrzymujesz od ciała drobny znak, że powinnaś pojeździć na rowerze. Nie lubisz roweru, sportu w ogóle? Ja też nie cierpię, ale na rowerze czuję się seksownie. Lubię czuć wiatr we włosach, lubię pęd, nad który sama pracuję. Nie lubię zaś wszystkich innych sportów – minie jeszcze wiele czasu,  nim jakakolwiek siłownia zanotuje moje przybycie w swoich skromnych progach.

Jeżeli czujesz się  źle, to pamiętaj, że czekoladę czy lody mogą zastąpić owoce. Polecam przy tym produkcję  własnych, domowych sorbetów, a także spożywanie owoców w stanie surowym. Warto czasami przejść się na pobliski rynek i podziwiać wszystkie te wspaniałości natury, a potem wydać na nie trochę gotówki. Wystarczy doza wyobraźni i owoce zmienią się w pyszną czekoladę – bez jej dodatku. Koktajle, musy, sałatki owocowe – smak dzieciństwa, prawda?

Nie musimy zaraz się zmieniać, wystarczy zrobić coś, by się do siebie samej uśmiechnąć. Ważne, by z odwagą i małymi krokami próbować innych radości życia. Nie pocąc się w spodniach do ziemi i w koszulce z długim rękawkiem. I lustro z marszu przestanie ci szeptać zdania o brzydactwie, przesadzie, masakrze. Zaskakuj codziennie swoje domowe zwierciadło nową zdrową czynnością. Lub taką, która uczyni cię szczęśliwą na magiczne dwadzieścia cztery godziny. Ja, jako osoba długodystansowa, (z długotrwałym dystansem do życia, mówiąc inaczej) jestem miłośniczką śmiesznych oksymoronów, które może i mają negatywny wydźwięk, ale mnie bawią i motywują jednocześnie. Takim oksymoronem jest tytuł mojego postu, jednak ty możesz napisać na tafli, że istotnie jesteś laską. Jasnowłosą, o pięknych oczach, o bogatej duszy, o wielu talentach, których inni mogą zazdrościć.

 

autorka tekstu: Angela Kudenko (20) – znana też jako Angelina Caligo, pisarka, felietonistka, studentka cholera sama wie już czego. Autorka „Kobieciary” i współautorka „Na jej rozkazy”.Wymądrzająca się małolata, publikująca głównie na Spisku Pisarzy. Redaktorka dobrych tekstów, łowca literackich talentów. Z doskoku bloguje i dba o prawa tęczowych kobiet, także w środowisku pisarskim. Opiekuje się domem i swoją kobietą, nie mówiąc już o minizoo. Miłośniczka drogich lalek i egzotycznych zwierząt.

autorka ilustracji: Magdalena Sobolska (25) – absolwentka Instytutu Kultury Polskiej, specjalizacji Kultura Wizualna. W ramach zajęć WF na studiach wybrała taniec na rurze. Fascynatka kultur azjatyckich, serce oddała Korei. Planuje do niej podróż, zasypując swoje biurko coraz większą liczbą fiszek do nauki słówek. Lubi dania ze szpinakiem, sklejać kolaże i dotykać chropowatych ścian. Docelowo: pani reżyser. Instagram to jej ulubione social media (@magdalenasobolska)

Facebook