Tym razem nowy numer „Szajn” rozpoczynamy od kilku impresji na temat LUSTRA:

Ania


Moje ulubione lustro znajduje się w pokoju mojej babci, w jej starym domu, na piętrze. Samo jest równie stare, nieco krzywe i miejscami nieprzejrzyste. Składa się z głównej tafli i dwóch ruchomych skrzydeł. Ustawiając je odpowiednio, można stworzyć niekończące się odbicia – nieskończenie wiele wersji samej siebie. Wierzyłam, że jest trochę, jak to magiczne lustro z Alicji w Krainie Czarów, że są w nim tysiące równoległych wszechświatów i w niektórych moje odbicia na pewno przeżywają niesamowite przygody.

Przestałam je lubić, gdy zaczęłam dorastać. Dodatkowe skrzydła pozwalały mi na zobaczenie siebie z wielu różnych stron i dostrzeżenie szczegółów, o których wcale nie chciałam wiedzieć – tu kolejna fałdka, tam brzydki pieprzyk. Czasami miałam wrażenie, że się ze mnie naśmiewa i mnie oszukuje. Jednego dnia widziałam w nim atrakcyjną dziewczynę z błyskiem w oku, następnego moje ciało wylewało się spod obcisłych bluzek. Stawałam przodem, bokiem, na palcach, wciągałam i wypuszczałam powietrze – taka lustrzana gimnastyka.

Znalazłam sobie inne lustereczko, takie, które było cierpliwe, nie zmieniało zdania i mogłam je kontrolować. Założyłam konto na jednej z modowych stron, gdzie obcy ludzie zostawiali serduszka pod moimi zdjęciami w zamian za moje miłe komentarze. Długo zajęło mi zrozumienie, że i jedno i drugie lustro jest fałszywe. Że nie muszę spędzać wielu godzin na kreowaniu swojego wizerunku w internecie, by dodać sobie pewności siebie. Że to nie lusterko zmienia i wykrzywia mój obraz, tylko ja sama.

Jednak dojście do tej oczywistej prawdy, to dopiero początek drogi. W końcu przez lata budowałam ten nieprzychylny obraz samej siebie i ma on solidne podstawy: ucieczka z płaczem z urodzin koleżanki, bo inne dzieci mnie przezywały, docinki bliskich, porażki na WF-ie, diety cud w gazetach, modelki na billboardach, fit konta na instagramie. Czasami wydaje mi się, że już z tym wygrałam i uśmiecham się do swojego odbicia, a innego dnia znów ćwiczę krytyczną gimnastykę. Mam nadzieję, że z czasem będę się uśmiechać częściej.

 

Weronika

Pamiętam, jak byłam mała, moja wiekowa ciotka straszyła mnie, że jeśli będę patrzeć w lustro zbyt długo i zbyt często, zobaczę w swoim odbiciu diabła. Byłam tym tak na serio przerażona, że, na wszelki wypadek, myjąc zęby, rzucałam tylko krótkie spojrzenia na samą siebie. Dopiero po jakimś czasie odważyłam się spojrzeć sobie głęboko w oczy i byłam przekonana, że rzeczywiście zobaczyłam coś dziwnego. Potem był motyw z horroru Ring, pamiętacie? Dziewczyna czesząca włosy w lustrze powoli odwraca się i patrzy w kamerę. Cały ten film był przerażający, ale ten niewinny fragment najmocniej zapadł mi w pamięć i nawet teraz na samą myśl przechodzi mnie dreszcz.

Byłam też święcie przekonana, że lustro ma swoją własną pamięć. I próbowałam przekonać mamę, że, choć właśnie straciłam przedniego mleczaka, lustro odbiło mnie z pełnym uzębieniem. Mama nie protestowała. Może dlatego, że nie wiedziała, że kiedy nie było jej w domu, zakradałam się do jej toaletki i całowałam lustro ustami wysmarowanymi szminką.

Marzyłam też o puderniczce, dzięki której Czarodziejka z Księżyca z seksownej uczennicy magicznie zmieniała się w seksowną wojowniczkę. Nie udało mi się takiej namierzyć.

Czyli jest w tym lustrze coś niepokojącego, jakieś nieziemskie moce. A do tego cały przesąd z siedmioletnim pechem po rozbiciu zwierciadła. Jeśli to prawda, to mam przerąbane, bo udało mi się zniszczyć lusterko w każdej puderniczce. A, i specjalnie dla Was spróbowałam jeszcze raz długo patrzeć się w swoje oczy w lustrze. Diabła nie zobaczyłam. Ale fajnie jest się na siebie czasem pogapić.

Paulina

Mam w głowie taki wielki migający neon, który krzyczy “kim jest Paulina?!”. Czasami zdarza mu się szeptać, ale najczęściej drze się naprawdę głośno. Wiem, wiem, może to brzmi trochę jak natchniony truizm, ale serio, przecież wszyscy próbujemy się w jakiś sposób zdefiniować.

To pytanie siedzi we mnie, odkąd pamiętam. Tylko odpowiedzi w różnych momentach mojego życia były inne. Za to ja niezmiennie szukałam ich w innych. Przeglądałam się w ludziach, zdarzeniach i książkach jak w lustrach. Zawsze szukałam w nich jakiegoś potwierdzenia na to, co robię, albo wskazówek, który kierunek jest właściwy. To pewnie nie jest do końca dobre, ale nie wykształciłam w sobie jeszcze stuprocentowego zaufania do samej siebie i nadal nie wiem, jak znajdować odpowiedzi, korzystając wyłącznie z własnej intuicji. Lustrami są dla mnie sytuacje, w których konfrontuję się z samą sobą i mogę dopisać do tej listy faktów o Paulinie kolejne punkty. To dla mnie długie rozmowy z przyjaciółkami, trudne i ważne dyskusje z moim chłopakiem, podróże, pierwsze miłości, rozstania, sytuacje bez wyjścia i te super stresujące, które robią z moich nóg spaghetti. To też obserwowanie i uczenie się od ludzi, którzy są mi bliscy i których szanuję, albo wręcz przeciwnie, dowiadywanie się, z czym totalnie się nie zgadzam i czego nie chcę, od tych, których nie chcę mieć w swoim otoczeniu.

Podobno jesteśmy wypadkową pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu. I to faktycznie brzmi trochę tak, jakby nasze ciało było oblepione małymi lusterkami, w których odbijają się ci ludzie.

 

Justyna

Do Finlandii przyjechałam we wrześniu, ale minęły ponad cztery miesiące, zanim w mojej mikroskopijnej kawalerce pojawiło się lustro, w którym byłam w stanie przejrzeć się od góry do dołu. Przez cały ten czas nie mogłam skrupulatnie kontrolować przyrostów i ubytków tkanki tłuszczowej w miejscach, które zazwyczaj są pod ścisłą obserwacją. Żeby dokładnie zbadać możliwe nierówności w fakturze tyłka i ud musiałam albo wykonać karkołomny skręt o 180 stopni, albo spędzić kilka minut na ustawianiu lusterka do makijażu pod odpowiednim kątem. Oba te manewry zaczęły wydawać mi się na tyle absurdalne, że prędko porzuciłam ten codzienny nawyk i po prostu przestałam się przejmować. W końcu od samego patrzenia niczego mi nie ubędzie. Lustro koniec końców nabyłam, ale razem z nim wróciły stare nawyki.

Niedawno wyczytałam gdzieś, że według brytyjskich naukowców statystyczna kobieta przegląda się w lustrze od 7 do 30 razy dziennie. Ciekawa jestem, ile z tych razów wynika z rzeczywistej potrzeby, a ile z nich to odruch, któremu ja sama ulegam non stop. Odruch bezustannego kontrolowania swojego wyglądu i sprawdzania, czy wszystko jest na miejscu i tak jak trzeba. Lustra są niemal wszędzie – w naszych domach, windach, sklepach, poczekalniach – więc nawet jeśli chciałybyśmy choć na chwilę zapomnieć o tym, jak wyglądamy, to i tak jakieś napotkane przypadkiem lustro, sklepowa witryna albo ciemny ekran telefonu prędzej czy później nam o tym przypomni. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby każda z nas ten widok lubiła. Ja lubię siebie od pasa w górę, ale gdy patrzę na swoje uda i tyłek, czuję się tak, jakbym trafiła do gabinetu luster w wesołym miasteczku. Widzę coś, co nie pasuje do reszty, ale o ile lustra w wesołym miasteczku prawdę wykrzywiają, o tyle to, które stoi w mojej kawalerce, pokazuje ją w pełnej krasie. Gdy nie widzę swojego odbicia, czuję się jednym kawałkiem, całością, w której wszystko działa sprawnie. Czerpię radość z ruchu, z zakwasów po długim biegu pośród drzew i polodowcowych skał, z kąpieli w lodowatym Bałtyku po wizycie w saunie. Dlatego zamiast patrzeć na swoje ciało, wolę je po prostu czuć.

***

Choć skojarzeń z lustrem może być nieskończenie wiele, to, o czym w szczególności chcemy mówić w tym numerze, to ciało. Będziemy dzielić się tym, co w swoich ciałach lubimy, i tym, za czym nie przepadamy, szukać drogi do samoakceptacji i powodów, dla których tak trudno ją osiągnąć. Będziemy gadać o tym, jak o nasze ciała dbać, okazywać im miłość każdego dnia i czuć się w nich dobrze. Nie zabraknie też innych tekstów: o mediach społecznościowych i ich wpływie na postrzeganie siebie i innych, o fotografii jako świetnym hobby i mindfulness, które uczy nas cieszyć się chwilą i być tu i teraz. Będą książkowe, muzyczne, filmowe recenzje i zestawienia, teksty o fikcyjnych i realnych bohaterkach, w których się przeglądamy i odnajdujemy w nich cząstkę siebie.

Oczywiście cały czas czekamy na Twój tekst, film, rysunki lub zdjęcia, więc jeśli w Tobie też lustro budzi tysiące skojarzeń, koniecznie podziel się nimi i pisz na redakcja@szajnmag.pl