Zabrzmiało trochę patetycznie, a będzie przyziemnie. Niebawem skończę dwadzieścia pięć lat. Zbliżam się do miejsca w życiu, o którym, już dawno, ułożyłam sobie legendę. Zbliżam się tam i… nic nie wygląda jak w moich planach. Czy to źle? Czy to mój osobisty dramat? Posłuchajcie… Oto krótka przypowieść o tym, jak kiedyś wyobrażałam sobie dorosłość…

Kiedy miałam kilkanaście lat, byłam przekonana, że urodziłam się do wielkich celów. Zostałam stworzona do wygrywania, do przełomów, zrywów, przewrotów. Niesiona tą myślą byłam absolutnie przekonana o swojej wyjątkowości. Do brzegu… Mając te piętnaście lat myślałam, że po dwudziestce kobiety wpadają w międzygalaktyczną kapsułę, wypadają z niej w dopasowanej garsonce, niebotycznie wysokich obcasach, w ręku dzierżą aktówkę z ważnymi dokumentami swoich niezwykle ważnych klientów. I tak na brukowanych uliczkach słychać stukot ich trzewików. I takie są uśmiechnięte, ciepłe, ale też trochę zamyślone, z noskiem zadartym. Wiecie, dwa kilogramy klasy i gonitwa myśli w głowie. Taka też chciałam być, ważna, taka wyjątkowa. I wiecie co? Okazało się, że takich jak ja jest więcej. Okazało się też, że wcale nie chcę biegać w tych szpilkach, pilnować tych dokumentów, że wcale nie lubię prasować garsonek i siedzieć w pracy po godzinach. W mojej zawodowej drodze dałam sobie przestrzeń na próby, błędy, mniej bolesne, bardziej, upadki z wysokości i skoki na głęboką wodę. Wciąż nie mam pewności, czy ścieżka, którą obrałam, jest dobra, ale daję sobie przestrzeń na poszukiwanie, błądzenie i pytanie o drogę.

Rada numer jeden: kiedy czujesz, że coś jest nie tak, a szczęście puka od środka głowy – otwórz. Choćby pomysł, który Ci się nasunął był najbardziej szalony z wszystkich szalonych pomysłów świata – spróbuj, może kiedyś komuś opowiesz, że „wpadłam pewnego razu na bardzo głupi, na pozór, pomysł, który okazał się moim życiowo-zawodowym powołaniem”. Nie jest to łatwe, przecież tak bardzo chcemy nad wszystkim panować. Frustracja sięga zenitu, ale czasem trzeba dać ponieść się zmianie…

Punkt kolejny, poruszony już powyżej. Myślałam, że kiedy będę pełnoletnia, będę też DOROSŁA. Będę wyważona, wrafinowanym spojrzeniem obdarowywać będę starannie wyselekcjonowanych wybrańców. Nie będę się brudzić przy jedzeniu, będę miała zawsze czyste buty, a z moich ust wypływał będzie kwiecisty język. Życie wygląda tak, że często na białej koszuli ląduje omlet z borówkami, a na spodniach czekolada, butem ciągle trafiam w błoto i śmieję się w głos, jak damie nie przystało. Gubię rękawiczki, fatalnie parkuję i nie trafiam w otwarte drzwi. Akceptuję tę część siebie i z wiekiem kocham ją coraz bardziej. Kiedy dzień jest do chrzanu, przynajmniej dla rozrywki wyłożę się gdzieś po drodze na stojak na rowery, bo chcę, bo mogę. Bo pisałam sms-a wędrując chodnikiem.

Rada numer dwa: nie uciszaj wewnętrznego dziecka. Nawet nie wiesz, jak głośno potrafi krzyczeć…

Musicie wiedzieć, że x lat wstecz byłam prawdziwą fashionistką. Kolekcjonowałam ubrania (mówiłam też, że znaczki, ale tak naprawdę klaser dostałam od wujka). Planowałam zostanie szafiarką. Nawet miałam bloga, zrobiłam pierwszy krok do światowej kariery. Jak widzicie, nie proszą mnie jeszcze o opiniowanie nowych kolekcji z fashion weeków (myślę, że to wciąż tylko kwestia czasu). Ja i ubrania to skomplikowana relacja. Zwalczyłam w sobie moje alter-uzależnione-od-zakupów-ego. Chociaż moja szafa nie jest przestrzenią typowej minimalistki to już od dawna jestem wolna od splątanej sieci trendów. Jestem Karoliną, nie reklamą obecnych kolekcji. I pod przykrywką ubrań przemycam Wam tu inną rzecz. Odnoszę wrażenie, że coraz trudniej zachować własną tożsamość w świecie naszpikowanym informacjami, obrazami, przekazami. Dlatego w tym punkcie akurat kultywuję i pielęgnuję założenia sprzed lat. Myśl samodzielnie i dobieraj sobie swoje pasje. Swoje, nie te, które podpowiada Ci świat. Czytaj to, na co masz chęć, nie to, co podrzuca księgarnia w top 10. Słuchaj tego, co spójne jest z Tobą, nie z radiem. Myśl. Analizuj. Rozmawiaj. Macie czasem w głowie mętlik? Łapiecie się na tym, że zastanawiacie się, czy dana myśl jest Wasza, czy gdzieś przeczytana, podrzucona przez aplikację, zasłyszana na Instagramie? Ja tak mam.

Dlatego rada kolejna: Czytajcie, poszukujcie, testujcie (odwiedźcie biblioteki, są takie fotogeniczne!). Brońcie swojego zdania, a jeśli na jakiś temat go nie macie- to nic! Lepiej mówić z sensem na tematy, które nas interesują niż żyć według zasady „nie znam się ale się wypowiem”.

 

Mogłabym tak opowiadać w nieskończoność. Dziś jestem szczęśliwa, a moje życie wygląda zupełnie inaczej niż w moich marzeniach. Gdybym postępowała według założonego planu, wyłabym w poduszkę częściej niż ustawa przewiduje. Dziś kocham jak szalona, trochę jestem artystką, a trochę mocno stąpam po ziemi. Słucham, co świat chce mi przekazać i nie upieram się przy tym, że zawsze mam rację. Popełniam błędy i wpisałam to już na top 10 ulubionych zajęć, zaraz po chronicznym gubieniu parasoli. Daję z siebie wszystko, próbuję nowych rzeczy, eksploruje, uśmiecham się i rozdaję uśmiechy innym. A najgorsze jest to, że o kolejnych 5 latach też już sobie pomyślałam i przemyślałam. Ciekawe, co tym razem mnie zaskoczy. Płyń, życie…

__________________________________

Autorka tekstu: Karolina (24) – marketingowiec, przyszła dziennikarka, artystyczna dusza z funkcją liczenia.
Social media: ig @krolowa_karolina

Autorka ilustracji: Zuzanna Stach – studentka animacji w Szkole Filmowej w Łodzi; uzależniona od hummusu i seriali. Rysuje dziwne stwory w ładnych ubraniach i ciągle marzy o byciu jednym z Monty Phytonów.
Instagram: @zuzannaidaliastach
Vimeo: @zuzannastach

Facebook