Od zawsze czułam się trochę dziwnie, kiedy moi znajomi cieszyli się nadchodzącymi wakacjami, a ja, zamiast marzyć z nimi o letnich szaleństwach, po prostu się ich obawiałam. Nie potrafiłam pozbyć się lęku, że moje wakacje nie będą takie, jakie powinny być, czyli błogie i perfekcyjne. Bo błogość zawsze utożsamiałam z perfekcją. Spotkania ze znajomymi, letnie sukienki i objadanie się lodami, podróże – to piękne, idealne obrazki, które pojawiają się w mojej głowie, kiedy próbuję wyobrazić sobie, co znaczą dla mnie słowa: błogość, lato i wakacje.

I tu właśnie kryje się wielkie niebezpieczeństwo, bo – jak wszystkie wiemy – perfekcja nie istnieje. Myślę, że ogromną sztuką jest czuć się błogo bez spinania się, bo według mnie błogość nie jest zwykłym nicnierobieniem. Wydaje się, że powinna rozgrywać się w określonej scenerii: pogodnej atmosferze, dobrej muzyce i korzystnym oświetleniu. Paradoksalnie osiągnięcie stanu takiej beztroski wymaga u mnie wielu trosk i przygotowań.

W ciągu roku szkolnego często odczuwam niepokój związany z dużą ilością obowiązków i moimi wyobrażeniami na temat tego, jak powinno wyglądać moje życie. Z kolei w wakacje przenoszę ten niepokój i presję na to, jak powinnam odpoczywać i dobrze się bawić. Tak, jak planuję pracę, planuję również relaks. Projektuję błogość, wyobrażam sobie, że czułabym się fantastycznie, będąc ciągle w ruchu, poznając nowych ludzi i miejsca. Prosty fakt, posiadania wolnego czasu to za mało, żebym czuła się szczęśliwa, zawsze mi się wydaje, że moim największymi pragnieniami są piękno i przygody.

I, niespodziewanie, kiedy czas przygody, przychodzi, cofam się i chowam, bo jedyne o czym marzę, to ukryć się w swoim pokoju i oglądać seriale na Netflixie. Natomiast, kiedy spędzam dzień netflix&chill, czuję, że z moimi wakacjami jest coś nie tak i że powinnam być we wszystkich aspektach bardziej: bardziej towarzyska, otwarta, bardziej cool… Dlatego wakacje budzą we mnie tyle obaw. Jakoś nie umiem znaleźć dla siebie miejsca. Zwykle pod koniec lipca przeżywam letni kryzys, kiedy mam ochotę wrócić do szkoły i poddać się bezpiecznej rutynie lekcji, zajęć dodatkowych i wiecznego zabiegania.

Kiedyś strasznie denerwowały mnie rady w stylu doceniaj wszystko i nie oczekuj niczego. Wydawały mi się zupełnie oderwane od rzeczywistości. W końcu życie bez oczekiwań, to życie bez marzeń, pragnień i podekscytowania, a docenianie wszystkiego co się przydarza jest po prostu niemożliwe. Ale, być może, źle je rozumiałam. Teraz myślę, że bardziej chodzi o to, żeby nie mieć wizji i planu od a do z na to, jak szczęście (i błogość) mają wyglądać. Ale nie dlatego, że nie mamy nad wszystkim kontroli i zawsze coś może pójść nie po naszej myśli (choć i tak się zdarza), tylko dlatego, że czasem po prostu nie wiemy czy to, co wyobrażamy sobie jako wspaniałe, okaże się takim w rzeczywistości.

Być może to, że nie umiem po prostu cieszyć się wakacjami, wynika z tego, że nie potrafię rozpoznać, co naprawdę będzie dla mnie błogie.

To przerażające uczucie zrozumieć nagle, że moje wyobrażenia nie pokrywają się z rzeczywistością. Jest to moment niepewności i zagubienia, w którym orientuję się, że właściwie wcale siebie nie znam. Dlatego, choć nie jestem pewna, czy roadtrip po Bałkanach w grupce dalszych znajomych, będzie dla mnie błogi, zamierzam na niego pojechać, przekonać się i przynajmniej dowiedzieć się czegoś o sobie.

Błogość po włosku

Być może sposób na łatwe odnalezienie błogości opanowali Włosi, którzy  praktykują sjestę. Zjadają lunch i odpoczywają: drzemią, oglądają telewizję, czytają gazety. Tego lata miałam okazję ich podglądać w małej miejscowości koło Wenecji. Około 13.00 cały camping wypełniał zapach przyrządzanego obiadu, pół godziny później zapadała kompletna cisza. Zupełnie nie wiem, jak to możliwe, ale przez te dwie godziny psy nie szczekały, a dzieci nie płakały. Atmosfera błogości i dolce farniente unosiła się w powietrzu.

via GIPHY

Na początku wyjazdu niełatwo było przyzwyczaić się do takiego rytmu dnia. W końcu zabrałam ze sobą stos książek, które już dawno temu miałam przeczytać, powinnam pojeździć na rowerze, pogadać z moją siostrą, może skoczyć popływać. Obowiązki, wyobrażenia na temat tego, co składa się na Niezbędne Elementy Udanych Wakacji plątały się w mojej głowie. Cały czas miałam wyrzuty sumienia, że robię wszystko źle, powinnam dążyć do jakiegoś ideału, który siedzi w mojej głowie i jest podpisany udane i fantastyczne wakacje we Włoszech. Właściwie na tym wyjeździe zrozumiałam, że zupełnie nie umiem pozwolić sobie na przeżywanie prawdziwej błogości. Wiele razy leniłam się albo nicnierobiłam, ale to jeszcze nie było to. Bo to ciało nicnierobi, a tylko umysł potrafi przeżywać błogość. A mój umysł był zajęty wyrzutami sumienia i wiecznym porównywaniem wymarzonych zdarzeń i rzeczywistości. Mam wrażenie, że moje wakacje we Włoszech były obciążone tysiącem wyobrażeń, jak należy spędzić tam czas. Po obejrzeniu takich filmów jak Call me by your name czy Stealing Beauty, wyjazd jawił mi się jako jedyna i niepowtarzalna okazja do przeżycia wielkiej miłości czy nauczenia się czegoś bardzo ważnego o sobie. I kiedy dociera się do małych uśpionych wiosek, w których nie kryją się żadne przygody, a życie mieszkańców wydaje się po prostu nudne, łatwo o rozczarowanie. Bo przecież miało być niezwyczajnie, Coś miało się wydarzyć. I okazja na to, żeby Coś się wydarzyło przyszła. Moi rodzice i siostry wyjechali zwiedzać Bolonię, a ja miałam zostać na cały dzień sama. Wieczorem marzyłam, że jutro wybiorę się na poszukiwanie przygód i spotkam jakieś lokalne wcielenie la grande bellezza. Ale kiedy zostałam wreszcie sama, spędziłam miły, zupełnie zwyczajny dzień, czytając na plaży, a potem zapraszając na obiad chłopaka mojej siostry. I można powiedzieć, że stchórzyłam i nie wyszłam na poszukiwania błogości, ale to nieprawda. Przeżyłam po prostu ten sam dzień dwa razy, raz w marzeniach, a raz w rzeczywistości. I, co najlepsze, każdy (z nich) był zupełnie błogi!

Może nie ma potrzeby zupełnie przekreślać znaczenia wyobrażeń i marzeń. Dzięki prowadzeniu takiego podwójnego życia dostaje się dwa zupełnie różne doświadczenia. Jedno jest perfekcyjne, wymodelowane do najmniejszego szczegółu, a drugie jest po prostu prawdziwe.

__________________________________

autorka tekstu: Zosia Mądry (18) – Interesuje się ekologią i ruchem zero waste. Uwielbia pszczoły, książki i uczenie się nowych języków (obecnie marzy o chińskim!).

Gify z filmów „Ukryte pragnienia” i „Tamte dni, tamte noce” z portalu Giphy.com

 

Facebook