Robię worki ze starych obrusów. Znajduję stare poszewki, drukuję na nich zwierzęta techniką sitodruku, a moja mama je szyje. Zawsze chciałam robić rzeczy z rysunkami dziewczyn, ale aktualnie jest tego za dużo. Super kierunek, cel, który popieram, ale dziewczyny aktualnie gromadzę w szufladach. Po co więcej i więcej. Boję się, że wkrótce nic nie będzie o facetach, a oni też są nawet fajni.

Poszewki kupuję w ciucholandach, trochę obrusów dał mi Dziadek, kilka zasłon wyciągnęłam z szafek M. Używam też ikejowskich ścinków. Każdy jest inny rozmiarem i dobiciem patternu. Sitodruk to technika, w której łatwo wylać lub nie dobić farbę. Dlatego każdy worek jest jedyny w swoim rodzaju. Nie drukuje ich maszyna tylko ja. Ręcznie.

Ostatnio A. powiedziała, że muszę wydrukować plecaki z roślinami. Dobre też będą flamingi, lamy czy monstera. Jezu. Wyglądamy tak samo w luźnych czarnych spodniach za kolano, tych drogich klapkach Birken coś tam, minimal biżuterii, która jest serio piękna i z koszykowymi torbami. Zapomniałabym o kolczykach-kołach, spodniach z lampasami. Całe na czarno jak prawdziwi projektanci. Z trzema paskami, linearnymi tatuażami. No i wszystko to mam. Jak to mówi M. ‘nikt nie jest true’.

Wege-eko akcję zaczęła chyba K. To ona zabraniała nam pić colę z różowych słomek na dziewczyńskiej długiej przerwie. Gdy Z. chciała segregować śmieci w domu, usłyszała, że wszystkie kontenery będą stać w jej pokoju.

Babcia K. mówiła, że ryba to nie mięso. B. pokazywała swoje rodzinne futra, a W. próbowała żyć przez tydzień jako weganka. Ja przekonałam się, że ludzie w supermarkecie nie wiedzą, co to żelatyna i że nie można kupić oliwek, które stoją przy mięsie mielonym. Tak uważa M., więc może to prawda. H. tylko tęskni za kabanosami i mówi, że granulat sojowy wcale nie smakuje jak „spagetti bolonez”. Ostatnio wyjęła mięso z lecza. Urocze. Sama nie wiem. Śmieszny rok to był. Może dlatego powstały worki. Fajnie wyszły. Naprawdę. Wege akcję, a raczej wszystko, zaczął tak naprawdę M.

Worki to metoda prób i błędów. Materiały różnie reagują na kontakt z wodą. Najlepszy pawianowy wzór początkowo się kurczył, a z żyraf schodził kolor i wychodziły kawałki włosia. Farba się nie dobijała, odbijała podwójnie, przecierała czy schodziła. Na razie powstały patternowe zwierzęta i trudno zdecydować się na kolejny temat. Miały być polskie, ale L. powiedziała, że nie wiem, jak wygląda żmija zygzakowata. Więc w końcu są międzynarodowe.

Worki powstają od niedawna, od natłoku rzeczy i zbieractwa. Liczba zalegających odbitek na papierze, zmusiła do zrobienia czegoś użytkowego. Mama wytrwale szyje i wysyła je pocztą. Przeprasza za ucięcie ogonów gepardom i dzwoni czy niedobity materiał też ma wykorzystać. Zwyczajnie miły projekt, który też jej się podoba, a to ważne. Mistrzyni.

Eko worki ze starych tkanin. Można by mówić, że każdy worek to inna historia, ale brzmiałoby to za bardzo patetycznie. Ja to @odpodszewki. Zdjęcia zrobił Janek @brzej, a dziewczyna na zdjęciach to prawie hollywodzka marta @szczyg_m.

_______________________________

Autorka tekstu i ilustracji: Zuza Tokarska – studiuje grafikę, lubi różowy i pić lanego Pilznera, stara się robić ładne rzeczy i dawno nie było u niej tak dobrze. instagram.com/odpodszewki, www.ztokarska.pl

 

Facebook