Był piątek i spędzałam czwartą godzinę przy komputerze, pogrążając się w przedweekendowej niemocy. Sam tydzień roboczy nie był wyjątkowo ciężki, choć po raz pierwszy od wielu dni udało mi się pracować naprawdę sumiennie i z pełną koncentracją.  Mówię ,,udało”, bo ostatni miesiąc był raczej wegetacją niż prawdziwym życiem – gigantycznym mentalnym rozmemłaniem połączonym z brakiem chęci, skupienia czy motywacji do czegokolwiek, nawet do rzeczy, które wcześniej sprawiały mi przyjemność.

Widząc cieniutki już paseczek baterii na aplecie kontrolnym komputera, pomyślałam, że kurczę, nie może tak być. Rób coś. Zajmij się czymś. Do jasnej ciasnej, masz siedemnaście lat, dziewczyny w twoim wieku robią olimpiady matematyczne, uczą się robić idealną kreskę, tracą dziewictwo, podejmują fitnesowe wyzwania, a ty siedzisz i patrzysz na życie innych ludzi przez szklany ekran. Podjudzana oszałamiającą karierą instagramowych quasi-artystek, uciekłam się do najsilniej osadzonego w mojej osobowości pierwiastka artyzmu – pisania. Wtedy przypomniałam sobie o Szajn i weszłam na stronę. I zrobiło mi się smutno. Tematem numeru była przyszłość.

Zastanówmy się. Ostatnie sześćdziesiąt dni upłynęło pod znakiem szeroko rozumianego kryzysu psychicznego, tworzenia w głowie scenariuszy idealnych sytuacji, niechęci spowodowanej pewnością, że owe nigdy nie nastąpią, kompulsywnego objadania się słodyczami, marnowania czasu na Instagramie, wiecznego odkładania wizyty na basenie, nieudanych prób dotrzymania pewnych małych postanowień, wkurzenia na świat i umiłowania świata, śmiania się z własnego beznadziejnego humoru i zaraz potem płakania nad nim. Nie brzmi jak miejsce, z którego wyrusza się w świetlaną przyszłość.

Punkt kolejny: czy czuję się pionierką w swojej dziedzinie? Czy interesuję się nowymi technologiami albo cybernetyką?

Wierzcie lub nie, ale na co dzień obracam się w środowisku mającym wiele wspólnego z wyżej wspomnianymi dziedzinami. Jestem na ,,ty” z chłopakiem, który dla zabawy rozpisuje programy komputerowe na skrawku papieru. A ja? Cóż, zdałam semestr z fizyki. Życiowy sukces. Toteż, odpowiadając na pytanie, raczej nie interesuję się nowymi technologiami. Ani cybernetyką. Ani żadną kosmonautyką. A już tym bardziej nie jestem w nich pionierką.

Następnie: czy znam kobiety, które wyprzedziły własne czasy?

Znam kobiety, które bardzo ciężko pracują, które są dobre w tym, co robią, które codziennie rano wychodzą z domu przed ósmą i wracają o osiemnastej, próbując raczej wyrobić się ze wszystkim w czasie niż go wyprzedzić. Piszące do gazet, ale nieopisywanie w nich. Ech.

I w końcu wisienka na torcie: czy znalazłam nową pasję? Czy zaczynam jakąś relację? Jakie są moje postanowienia noworoczne? (Nawet nie ,,czy powzięłam postanowienia noworoczne”, ale ,,jakie one są”).

Pasji szukam około szesnastu lat, lekko licząc. Pływałam, grałam na instrumencie, robiłam zdjęcia, lepiłam z gliny, analizowałam polską sytuację polityczną, śpiewałam w chórze i pisałam do szkolnej gazetki. Aktualne zainteresowania: pić, jeść, spać. (Jak Tamagotchi, dopowiedziałby wieszcz.)

Relacje, och. Kończę pierwsze i rozwijam drugie, nie zabierając się na razie za nic nowego.

Postanowienia, hi hi. Czytaj: aktualne zainteresowania.

Pesymistycznie? Właśnie nie. Nie mam depresji i naprawdę cieszy mnie wiele rzeczy! Może po prostu przychodzi czas, w którym funkcjonuje się inaczej? Zwalnia się, odpoczywa od szkolnego/ korporacyjnego/ społecznego pędu? Samej ciężko mi to przyjąć jako urodzonej perfekcjonistce, ale hej, spróbujmy przeżyć coś, co przeżyła Bridget Jones w pierwszej części trylogii. I niech nie przygnębiają nas pytania, które tutaj przytoczyłam, a które bardzo często otrzymujemy. Wcielmy w życie te wszystkie głupawe poradniki o samorozwoju.

Fajnie jest wyznaczać sobie cele, ale zdrowo jest też nie obwiniać się za niemożność ich zaplanowania. Sukcesy nie muszą być spektakularne, czasem te największe są paradoksalnie malutkie. Dla mnie na przykład wielkim krokiem jest to, że wybiłam się z marazmu i skleciłam ten tekst.

Może nie przygotowujmy się na przyszłość jak na katastrofę nuklearną. Zgódźmy się na nią, na to, w jakim momencie się zjawia. Przyjdzie i tak – niezależnie od tego, czy miałaby nas zastać w nieświeżym dresie czy na modnej siłowni.

__________________________________

autorka tekstu: Mag – adeptka polskiej literatury, jogi i twierdzenia Steinera. Mieszka blisko granicy i stara się przekraczać własne. Często używa sokowirówki.

autorka ilustracji: Agata Mianowska (26) – ilustratorka, reżyserka animacji. Lubi robić filmy i je oglądać, podróżować, pić czarną kawę i czytać w  autobusach. Swoje rysunki wrzuca na facebooka (https://www.facebook.com/kalendarz.rysunkowy/).

Facebook