W tle gra wesoła, energetyczna wakacyjna muzyka. Biegniesz po złotej plaży, a wiatr targa twoje włosy. Otacza ciebie roześmiana grupa przyjaciół, troski i obowiązki zostawiłaś za sobą. Słońce przyjemnie grzeje, błękitno-szmaragdowe fale leniwie uderzają o brzeg. Czy nie tak wyobrażasz sobie jeden z dni idealnych wakacji? 

Inny scenariusz: na ramionach plecak, włosy związane w luźny kok. Stoisz na poboczu drogi, trzymając w ręce kawałek kartonu z napisem maźniętym czarnym markierem: Amsterdam, Porto, może Pekin. Dni mijają na jeździe autostopem z niesamowitymi ludźmi z całego świata, słuchaniu historii z ich życia. Być może nawet pójdziesz z nimi razem na kawę przed złapaniem następnego auta, albo załapiesz się na urodzinową imprezę.

Kolejna opcja, dla tych, którzy wolą wąskie uliczki małych miasteczek albo szum miasta i chaos metropolii. Mieszkasz przez parę miesięcy w nowym miejscu: Paryżu, Lizbonie czy Nowym Jorku. Codziennie rano pijesz kawę, patrząc przez okno, jak na ulicy powoli budzi się życie. W wolnych chwilach błąkasz się leniwie, odkrywając nowe zakamarki.

Te wszystkie scenariusze łączy to, że nie są prawdziwe. Wycięta z nich została dłużyzna niektórych dni podczas podróży, poparzenia słoneczne, komary, kurz, a także chwilowo dopadające znużenie i samotność. Podróżować warto, co do tego nie ma wątpliwości. Jednakże podróże, zwłaszcza w dobie Internetu mają bardziej publiczny wymiar. Obecnie jesteśmy nieustannie bombardowani niezliczoną ilością obrazów i treści nie będących odzwierciedleniem rzeczywistości, a jej wycinkami. Często wybierane przez nas fragmenty są wyretuszowane, ponaciągane. Nie udostępniamy na naszych profilach obskurnego hostelu bez ciepłej wody, nie pokazujemy połowy dnia przeczekanej na lotnisku czy zmęczenia naszym towarzyszem podróży.

Nie traktujcie tego tekstu jako całkowitej krytyki dzielenia się wrażeniami poprzez media społecznościowe. Sama z nich korzystam. Zdjęcia i materiały zamieszczane przez innych są źródłem inspiracji, pozwalają docenić szczegóły odwiedzanych miejsc, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Aktywność innych motywuje do działania, podsuwa pomysły na spędzanie wolnego czasu i pozwala odkryć niesamowite miejsca, o których wcześniej nie mieliśmy okazji usłyszeć.

Jest też jednak i druga strona medalu. Wyreżyserowane fragmenty życia innych sprawiają, że zaczynamy mieć nierealny obraz rzeczywistości, a tym samym wygórowane oczekiwania wobec podróży. Przed wyruszeniem dobrze o tym pamiętać. Przygotujmy się mentalnie na sporą ilość czasu, którą będziemy musieli poświęcić na załatwienie formalności. Nie zapominajmy, że podróżowanie wiąże się też z godzinami spędzanymi w  męczących nie-miejscach (termin antropologa Marca Augé), czyli miejscach tranzytowych, przejściowych, takich jak przystanki czy lotniska. A przede wszystkim pamiętajmy, że w drogę pakujemy siebie — ze swoimi nawykami, wadami i zaletami. Nie oczekujmy, że palmy i błękitna woda diametralnie nas zmienią.

Przygotowując się do wyjazdu, nie liczmy, że będzie on perfekcyjny. Jednak podróżowanie w tej swojej nieidealnej, nie zawsze odpowiedniej dla Instagrama formie nadal ma wiele uroków. A z tych mniej idealnych momentów możemy się wiele nauczyć zarówno o świecie, zwiedzanych miejscach, jak i o sobie samych. Definiujemy siebie głównie przez podejmowane działania oraz porównanie siebie z innymi. Podróże znacznie rozszerzają wachlarz możliwych sytuacji, w których możemy siebie sprawdzić, a także umożliwiają poznanie osób o najróżniejszych poglądach i stylach życia, których wcześniej nie byliśmy wstanie sobie wyobrazić. Jest to szansa na zainspirowanie się i poszerzenie horyzontów. Ponadto niektóre miejsca mogą nas pozytywnie zaskoczyć i wręcz przerosnąć nasze oczekiwania. Nie ma miejsc idealnych, ale w wielu kryje się piękno i historie, które czekają na poznanie.

 

Autorka tekstu: Hania Bubień (21) – studentka socjologii stosowanej i antropologii społecznej, interesuje się ponowoczesnością i wpływem globalizacji na życie codzienne, zawsze chętna do rozmowy o jedzeniu, uzależniona od kawy i podróży (zarówno tych odbywanych osobiście, jak i tych przez sztukę, kulinaria i słuchanie opowieści innych)

Autorka ilustracji: Ula Mierzwa (19) – kiedy w piątkowe wieczory znajduje się w pobliżu radia, nie ma siły, żeby nie grała LP3. Usłyszała kiedyś, że gdyby była warzywem, byłaby pomidorkiem koktajlowym, a gdyby była piosenką to byłaby Andrew Julii Marcell. Na co dzień studiuje grafikę na warszawskiej ASP i jadąc autobusem, stara się nie przesypiać swoich przystanków.

 

Facebook