***

zdejmij ze mnie p ł a s z c z obcych dotyków
wcześniejszych
zedrzyj ze mnie s n y o tamtych samotnościach i porwij z g i e ł ki ich lepkich wrażeń
pozabijaj te wszystkie o c z e k i w a n i a
które nigdy nie były mi planami na życie
uwolnij mnie z brudu twoją n a d z i e j ą
miłosiernie ukochaj mą malutką d u s z ę
co otwarta leży przed twoimi d ł o ń m i
spełnij moje o b i e t n i c e które dawniej napisałam ci w liście
pobądź chociaż przez parę m o m e n t ó w
zachodów słońca i mroków
niedoskonałych w swoich m a r t w o t a c h
podziuraw moją skórę i zmiażdż sztuczną
w a r s t w ę
pielęgnuj mnie tak jak p r o s z ę najgorliwiej
oddam ci całą s i e b i e za jeden uśmiech.

„Sen Małego Miasteczka”

Tu i ówdzie pozostałości po życiach
Nieszczęśliwych mniej lub bardziej
I milczenie wieczne i taka sama mgła
Myśl zrodzona z myśli ginie dla następnej
O tym aby wyrwać się z dramatu na językach
Innych
A ślini się potokiem serce bogate w biedę
Nędzę na wyobraźni
Nie zastępuje jej urok malutkiego rynku
Którego nie stać na luksus zachwytów
Otuleni ospałością wszyscy bez wyjątku
Bezsenność rozdrażnienie emocjonalne
Zawody
Oni chodzą w habitach
Uszyli je sobie ze wzruszeń ramion i ze zdziwienia w otwartych szeroko oczach
Ja to wiem i widzę i słyszę i dotykam tego
Co nieuchronne
I widzę i słyszę i dotykam co było widziane i słyszane i dotykane zbyt wiele razy
Śmiga się cieniem po zdrapanych murkach
Ścianach wymalowanych bezrefleksyjnością
Jako graffiti nie powinno istnieć wcale
Pod ziemią fruwające przedziwne stworzenia ze snów niedokończonych urwanych w połowie
I w połowie zgaszone papierosy pod nogami moimi a grzęznę w nich paląc kolejnego
w płucach dym i na wargach dym i przed oczami przeklęta siwość
Zdruzgotanie we wszystkie strony zbolałe
Goni się razem z psimi zaprzęgami w niebieskich strojach choć im w ogóle nic się tutaj nie chce ani nie podoba
Za grosz różnorodności tylko wysypisko starych ponurych śmieci
Przesiąkające młode pokolenia i przyszłość
Swoją dramaturgią.

 

„Nienaganność w przyrodzie”

Mowę mi odebrało,
dech zaparło w piersiach,
gdy ujrzałem łany zielone
rozciągnięte najdalej.
Myśl w połowie zgaszona,
pojawiło się zdziwienie,
przecież tutaj tak miło,
w duszy – szaleństwo;
mnogość kwiatów
różnobarwnych – zachwyca
za serce,
a jednego z nich mi brakuje,
wciąż brakuje, choć jest ich,
niż nie ma więcej.

autorka wierszy: Agata Rogozińska (21) – samozwańcza poetka. Młoda dusza w młodym ciele, wiecznie zachwycona pięknem i chwilami brzydotą. Miłośniczka sztuki, szczególnie poezji – uwielbia Tetmajera i Blake’a. Narzeczona cudownej, różowowłosej kobiety i wróżki w jednym; pracownica sklepu wielobranżowego. Kocha rozmowy i dyskusje, kocha tworzyć. Całą sobą wierzy w cuda.

Autorka ilustracji: Marta Trawińska (24) – dumna zielonogórzanka, świeża absolwentka Edukacji Artystycznej na UZ, dyplomowana ilustratorka, uwielbia planszówki i wycieczki do lasu. Portfolio: behance.net/martatrawinska

Facebook