Często przyjaźń porównuje się do rodziny. Mówi się, że to rodzina, którą wybieramy sobie sami, że nasi przyjaciele są dla nas jak brat/siostra. Ja uważam, że prawdziwa przyjaźń jest wtedy, kiedy z przyjaciółmi można by było utworzyć autonomiczne państwo i być całkiem samowystarczalnym.

Ja mam szczęście takie mieć. W sensie przyjaciółki, nie państwo, chociaż jeśli przypomnę sobie niektóre z naszych nocnych rozmów, to nie zdziwiłabym się, gdybyśmy któregoś razu o czwartej nad ranem skończyły ze świeżo napisaną konstytucją w rękach.

Za dwadzieścia lat nasze państewko będzie miało dwie lekarki, jedną patolożkę, jedną polonistkę i dwie inżynierki, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Ale to nie wszystko.

Jedna z lekarek na boku będzie robiła zdjęcia i paznokcie hybrydowe i prawdopodobnie będzie czuła się w obowiązku co jakiś czas poprawiać nasz dobór garderoby.

Jedna inżynierka będzie grała nam na gitarze, albo fortepianie, albo ukulele, ewentualnie czymkolwiek innym, będzie komponowała muzykę i śpiewała, będzie też coś czasami szyła jak przyjdzie potrzeba.

Druga inżynierka będzie malowała t-shirty, kręciła krótkie filmy (razem z polonistką), zarzucała wszystkich informacjami o filmach, aktorach i reżyserach i prowadziła amatorski gabinet psychologiczny.

Polonistka oprócz pisania nam wierszy i listów urodzinowych ze słów losowo wycinanych z gazet będzie jednocześnie tą, która będzie robiła najgłupsze rzeczy i tonowała nas w naszych głupich pomysłach.

Patolożka otworzy swój własny salon kosmetyczny z makijażem i będzie nas rozśmieszała, a pisząc „rozśmieszała” mam na myśli dbała o to, że zawsze, wszystkie będziemy wiedziały, gdzie dokładnie znajduje się przepona. Bardzo dokładnie.

A gdyby się okazało, że w pewnym miejscu czegoś nam brakuje – mamy drugą lekarkę, która zawsze będzie wiedziała do kogo, jak i kiedy się odezwać, żeby się dogadać i żeby dostać to, czego potrzebujemy.

Będziemy miały wszystko i pewnie jeszcze więcej, jeśli na mocy konstytucji obywatelstwo dostaną także nasi przyszli współmałżonkowie (wejście w jakikolwiek związek oczywiście i tak będzie się wiązało z akceptacją każdej z matek założycielek). Będziemy miały wszystko, własne autonomiczne państwo, miejsce w którym każdy z każdym wytrzyma i nawzajem będzie umiał dać sobie, to co potrzebne do prawidłowego funkcjonowania.

To jest przyjaźń.

__________________________________

Autorka tekstu: Gabi (17) – licealistka, dużo mówi, więcej czyta, a jeszcze więcej ogląda filmów. Chciałaby żyć w latach dziewięćdziesiątych, ale nie narzeka bo teraz przynajmniej wychodzą w kinach superbohaterskie crossovery, a jest zafascynowana popkulturą. Jednak gdyby mogła, w przyszłości budowałaby rakiety kosmiczne. Instagram: @koncewicz.g

Zdjęcia dzięki uprzejmości autorki tekstu.

Facebook