Tytuł może być mylący, skoro na pierwszym planie znajduje się dziewczyna, ale tym razem tekst wyjątkowo zdominują chłopcy. To pierwszy fotopamiętnik, jaki realizuję w swoim życiu. Składając go, słuchałam płyt, które odkładane na później zaczęły zalegać w moim pokoju. Patrząc na zachodzące za oknem słońce, próbowałam dokładnie, słowo po słowie przeanalizować to, co usłyszałam od każdej z osób na zdjęciach, w odpowiedzi na pytanie, kim tak właściwie są. Jednym przychodziło to łatwiej, innym nieco trudniej.

Po Wrzeszczu (mojej ulubionej dzielnicy Gdańska) biegam z aparatem już od bardzo dawna. Nie wyobrażam sobie żadnego wyjścia z domu bez „analoga” w torebce. Kto przebywa ze mną na co dzień, dobrze wie, że odbierając kolejną wywołaną rolkę, jestem coraz bardziej dumna, narzekając jednocześnie na moją nieobecność na większości zdjęć. Euforia towarzysząca przeglądaniu ich zaraz po wywołaniu jest czymś absolutnie wyjątkowym. Przechodząc do sedna, dziś prezentuję wam ujęte przeze mnie spontaniczne momenty z ostatnich 6 miesięcy naszego życia, portrety ludzi, których już chyba śmiało mogę nazwać swoimi przyjaciółmi. Do odsłony pierwszej wybrałam czwórkę z nich, a każdy opowiedział mi coś o sobie. Na koniec stworzyłam podobną notkę o sobie samej.

Marta @organicstardust

Jestem Marta, interesuję się muzyką – brzmi to patetycznie i mało oryginalnie, ale co innego powiedzieć, kiedy spędzam godziny na przesłuchiwaniu płyt i oglądaniu dokumentów o legendarnych muzykach? Oprócz tego gram na gitarze, biegam na wszystkie koncerty w mieście i żałuję, że nie żyję w latach 70-tych gdzieś na zachodzie. Nie bardzo wiem, co robię ze sobą, ale mam czarne płuca, żołądek wolny od martwych zwierząt, krótkie nogi i chyba dobrze się bawię.

Maurycy @godofallgoats

Zapytany o zainteresowania odpowiada: przede wszystkim II wojna światowa, a z nią na czele – III Rzesza. W ramach sekretu mogę zdradzić, że ostatnio po śniadaniu wielkanocnym ojciec powiedział mi, że wszystkich tym przynudzam, i mam się nauczyć panować nad sobą. Dlatego lepiej w moim towarzystwie nawet nie poruszać tego tematu, bo potem przez 20 minut siedzę cichutko w kącie i próbuję się uspokoić. Nie mam Spotify, tak naprawdę dlatego, że nie chcę, aby moi znajomi wiedzieli, że słucham po nocach Grubsona. Jednocześnie kilku z przyjaciół znam już ponad 10 lat, i wiedzą o mnie praktycznie wszystko. Z tajemnic to chyba tyle. Przede wszystkim mam duży dystans do świata i życia, w tym samego siebie. Uwielbiam być szczerym wobec ludzi, ale jednocześnie pozwalam sobie na to tylko wobec najbliższych. Lubię przebywać sam ze sobą, bo przynajmniej jest cisza. Staram się sprzedawać różne ciuszki na różnych stronach, zazwyczaj mi to wychodzi. Kiedy ludzie pytają mnie o ulubiony gatunek muzyczny, ze wstydem przyznaję, że to rap. Jednak nic tak ze mnie nie wyciska łez jak muzyka Artura Rojka. Obawiam się, że kiedyś znudzę się życiem.

Bartek  @b_art_ol_omeo

Cześć nazywam się Bartek – dla przyjaciół Ismæl Goldenberg. Nie uprawiam żadnego sportu, no chyba że zaliczamy do nich bycie niemiłym, bo jeśli tak, to jestem męską Anitą Włodarczyk. Jeśli chodzi o moje pasje, to poza walką o demokrację w Polsce uwielbiam rysować, czasem pojeżdżę sobie na desce albo poczytam coś historycznego. Cechą, którą najbardziej sobie cenię, jest zdecydowanie dystans do siebie – osoby, które takowej cechy nie posiadają, często w kontakcie ze mną uznają mnie za ostatniego buraka. Amen

Olaf @ambient_creator

 

Cóż mogę powiedzieć? Jestem Olaf i chyba mam prawo nazwać się człowiekiem, a moją największą wadą ,  a zarazem zaletą jest myślenie. Moja pasja do nauki i chęć zrozumienia świata jest tak samo duża, jak moje zagubienie w nim. Najbardziej w życiu dręczy mnie niepewność, z którą walczę rozwijając się, słuchając muzyki, spędzając czas z bliskimi i pisząc „wiersze”. Jeśli już przy tym jesteśmy, to nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, która w pewien sposób wybija rytm mojego życia. Dezerter śpiewał kiedyś: „mój mózg pracuje niezależnie, nikt nie może zakazać myślenia, anarchia w głowie to początek wyzwolenia”, żyjąc zgodnie z tym, staram się mieć zawsze otwartą głowę i co dzień szukać sensu w tym absurdalnym żarcie zwanym życiem, czekając na zew, zew Londynu…

Ania @an.nixon

Mam na imię Ania, na drugie Maria, bo rodzice jakoś wtedy nie byli zbyt pomysłowi. Urodziłam się trzynastego, w niedzielę, ale wbrew przesądom chyba mam w życiu szczęście. W tym roku kończę 18 lat, co budzi we mnie ambiwalentne uczucia, jak prawie wszystko. Od zawsze słucham dużo muzyki, do niektórej czasami wstydzę się przyznać. Chyba nic nie sprawia mi większej frajdy jak świeżo znaleziony kawałek, który męczę do upadłego. Chciałabym mieć ciekawe życie i nie robić nic na siłę. Nie lubię schematów, bylejakości i nudy. Spotkałam na swojej drodze wielu toksycznych ludzi, dlatego teraz tak trudno przekonuję się do nowych znajomych. Ostatnio usłyszałam jednak, że jestem niesamowicie otwarta na innych i łatwo nawiązuję kontakty. Chyba wszystko przychodzi z wiekiem. Ostatnio gustuję w biografiach, reportażach i wszelkiego rodzaju poezji, by choć na chwilę oderwać się od schematycznych lekcji polskiego w liczbie 8 godzin tygodniowo. Od ponad roku jestem zaprzyjaźniona z aparatem na kliszę, z którym się nie rozstaję, uwieczniając cyrk życia codziennego. Nigdy nie żałuję wydanych pieniędzy na koncerty, jedzenie i wintydż ciuszki. Czasami bywam zbyt ofensywna w tym, co mówię. Gdyby ktoś dał mi możliwość, to natychmiast wyniosłabym się do Seattle początku lat 90-tych zeszłego wieku. Wydaję mi się, że czasami biorę życie za bardzo na serio.

 

Autorka tekstu: Ania – w tym roku skończy 18 lat. Mieszka nad morzem i nie zamierza tego zmieniać. Sercem żyje gdzieś na zbiegu lat 80. I 90. Często biega z aparatem. W szafie ma za dużo katan dżinsowych, a zmianę włosów na blond zawdzięcza Kim Gordon, tej z Sonic Youth, którą uważa za swoją najważniejszą inspirację. Chyba traktuje życie zbyt serio. @an.nixon

Facebook