Na myśl o oczekiwaniach mam dreszcze. Dlaczego? Bo z jednej strony oczekiwania ekscytują i motywują mnie do działania. Z drugiej, oczekiwania innych zewsząd nas dopadają. Kojarzycie memy o różnych zawodach z serii „co moi znajomi myślą o mojej pracy, co myśli moja mama, a co naprawdę robię?”. Każdy ma jakieś wyobrażenia i oczekiwania wobec innych, to jasne.

Przyznaję, długo wydawało mi się, że zachowuję dystans, nie próbuję na siłę dopasować się do wygórowanych oczekiwań świata wobec mnie jako: młodej kobiety, córki, studentki, pracowniczki, przyjaciółki. W zasadzie lubię swoje ciało, a przynajmniej nad tym pracuję. Otaczam się wspaniałymi ludźmi, z którymi łączą mnie często bliskie, bezproblemowe relacje. Jednak w pewnym momencie, mniej więcej na studiach, doszło do mnie, że mój związek z oczekiwaniami jest bardziej skomplikowany.

Przede wszystkim zauważyłam, że trudno przychodzi mi odpowiedź na pytanie: „czym się zajmujesz?” Opowiadałam wtedy o projekcie, który akurat realizowałam, warsztatach, w których brałam udział i innych aktywnościach, które mnie w danym czasie całkowicie pochłaniały. Tłumaczyłam, że studia humanistyczne potrafią być niezwykle ciekawe, ale moi rozmówcy byli niepocieszeni. Na pytania o przyszłość oczekuje się przecież konkretnej odpowiedzi, ale ja jej nie znałam. Na ostatnim roku studiów tak bardzo przestraszyłam się dorosłości i konieczności wyboru jednej ścieżki zawodowej, że pisałam pracę magisterską (czyt. prokrastynowałam) dwa lata. Uwierzyłam, że liczy się profesjonalizacja w jednej dziedzinie, że trzeba wszystko od razu wiedzieć, dążyć do wymarzonego celu. Okazało się, że to ja sama oczekiwałam od siebie najwięcej. Mało tego, doszłam do perfekcji w przetwarzaniu oczekiwań innych na swój wewnętrzny głos. Gdy trochę odpuściłam, magisterka okazała się czystą przyjemnością. Wymagało to jednak zmiany perspektywy.

Ostatnio staram się wyłapywać i słyszeć oczekiwania innych, ale jednocześnie wybierać te, których chcę posłuchać. Nie pozwalam, aby ich szum zagłuszał moją prawą półkulę. Ufam intuicji. Dzięki temu wróciła radość z poszukiwania, próbowania nowych rzeczy. Kiedy mam gorszy dzień i oczekiwania mylą mi się z potrzebami, wracam do ćwiczenia poznanego na jednym z warsztatów. Zapisuję odpowiedzi na pytania: „Czego dziś potrzebuję? Czego potrzebuję w tym momencie życia?” I kluczowe: „Dlaczego?”. W ten sposób przypominam sobie o… sobie.

 

***

Dziewczyny, chcemy usłyszeć, jak sobie radzicie z oczekiwaniami. Tymi własnymi, i tymi wobec Was. Motywują Was czy ograniczają? Czy unikając oczekiwań, można uchronić się przed rozczarowaniami? W tym numerze dotkniemy tematu oczekiwań wobec siebie, swojego ciała. Porównamy oczekiwania z rzeczywistością w kontekście relacji z przyjaciółmi i rodziną. Poruszymy temat oczekiwań w związkach. Pochylimy się nad tym, czego chcemy, czego wyczekujemy. W tekście o podróżowaniu, zastanowimy się, czyje oczekiwania zaspokajamy, dbając o swój wizerunek w mediach społecznościowych.

Czekamy na Twój tekst, film, rysunki lub zdjęcia. Opowiedz nam o oczekiwaniach! 

OPOWIEDZ SWOJĄ HISTORIĘ

 

Autorka: Kasia Milczewska (27) – Zawsze lubiła rozmawiać, a przede wszystkim słuchać, dlatego zrobiła z tego swój zawód – zajmuje się badaniami społecznymi. Kiedy nie bada, to zazwyczaj się rusza. Pierwszy był balet, a od gimnazjum joga, która została już z nią na dobre. Tańczy i improwizuje, co pozwala jej trochę przewietrzyć głowę. Najlepiej wychodzą jej improwizacje na temat słodkich śniadań. Robi obłędne owsianki. Jest przekonana, że w dziewczyńskiej wspólnocie tkwi supersiła. W „Szajn” zajmuje się rubrykami „Ciało i psyche” i „Co dalej?”.

 

Facebook