Często wybierając strój na kolejny dzień, przypominam sobie o pewnym komiksie. Przed szafą pełną ubrań stoi dziewczyna w bieliźnie i zastanawia się co ma założyć. Dymek nad jej głową zawiera pytanie: “Który typ niepotrzebnych komentarzy jestem w stanie dzisiaj znieść?”. W dopasowanej sukience może usłyszeć zarzut o zbyt wyzywającym stroju albo oburzenie tym, że feministka chce ubierać się w stereotypowo kobiecy sposób. W wygodnym dresie i bez makijażu może nasłuchać się o lenistwie, niechlujstwie i dawaniu pretekstu do wyśmiewania się z zaniedbanych aktywistek… Zdaję sobie sprawę z tego, jak działa ten mechanizm – jeśli ktoś będzie chciał zaserwować zgryźliwy komentarz, zawsze znajdzie się powód. Autorka komiksu, Kasia Babis, w zwięzłej formie ujęła to, co przemyka mi przez głowę, kiedy sama mam dokonać z pozoru banalnego wyboru.

Sugestie, jak powinna wyglądać i zachowywać się “prawdziwa” kobieta, są wszędzie.

W telewizji, prasie, popkulturze, w komentarzach i reakcjach obcych osób, w słowa tych, których dobrze znamy. Internet i reklamy są nimi wręcz przeładowane. Mężczyzn też to dotyczy, różnica tkwi w szczegółach, rozłożeniu akcentów. Kwiatki, delikatność i zamiłowanie do gotowania jest ci pisane, jeśli jesteś dziewczyną. Sprawczość, siła i zainteresowanie sportem – jeśli twój kod genetyczny zawiera chromosomy XY.

Z marketingowego punktu widzenia podobne rozgraniczenia mają sens. Reklama ceni prostotę, w niuansach łatwo się pogubić. Codzienność bywa jednak skomplikowana, a życie nie jest czarno-białe. Ani tym bardziej różowo-błękitne. Trochę szkoda, wyraźne podziały wymagają mniej namysłu.

Jako nastolatka nie mogłam pojąć, dlaczego feminizm zajmuje się również typowo męskimi sprawami.

Złościło mnie to, miałam poczucie, że podobne podejście tylko odwraca uwagę od tego, co jest ważne w dyskryminacji ze względu na płeć. Ważne, czyli dotyczące kobiet. Wiecie, coś na zasadzie skoro faceci od dziesięcioleci zarabiają więcej, mają prawa, przywileje i nadal nie rozumieją dlaczego kobiety też tego oczekują, to niech z łaski swojej odfikają się od NASZEJ dziedziny i problemów.

Swego czasu znajoma zadała mi pytanie: gdybyś mogła wybrać, jakiej płci chciałabyś mieć dziecko. Bez większego namysłu odparłam, że wolałabym chłopca – przynajmniej miałby łatwiej w życiu. Przestałam być tego pewna.

Bo kto tak naprawdę ma łatwiej? Rzeczywiście, statystycznie mężczyźni mają większe szanse na rynku pracy. Zdecydowanie rzadziej dotyka ich przemoc na tle seksualnym i gwałt. Jednocześnie stereotypowo męskość utożsamiana jest ze sprawnością fizyczną, zainteresowaniem technicznymi aspektami oraz powściągliwością, umiejętnością trzymania nerwów na wodzy. Takie społeczne oczekiwania nadal prowadzą do sytuacji, kiedy wszystko co znajduje się poza ich granicami, bywa obiektem drwin i niezrozumienia.

Stojąc przed szafą pełną ubrań, tak jak wspomniana wcześniej rysunkowa dziewczyna z komiksu, mogę dokonać wyboru. Glany, trampki albo szpilki, sukienka w kwiatki, garnitur albo bojówki. Mogę wyjść z domu z pomalowanymi paznokciami, a równie dobrze bez grama makijażu. Te wybory mieszczą się w społecznej normie. Która jest zresztą znacznie szersza i obejmuje więcej, niż tylko wygląd zewnętrzny. Praca, hobby… Jasne, kobieta będąca zawodowo kierowcą TIRa albo strażakiem pewnie nasłucha się w swoim życiu o słabości, byciu nie na miejscu i nietypowych wyborach. Bynajmniej nie są to wybory niemożliwe. Podobnie jak zostanie przedszkolankiem, pielęgniarzem czy noszenie na co dzień różowych koszul przez mężczyznę. Czy kobieta która rozpłacze się z powodu reklamy z kociakiem albo w miejscu publicznym nigdy nie usłyszy złośliwego przytyku? Wątpliwe, jednak mniej prawdopodobne, że chwilę później zostanie uraczona tekstami o tym, jaka to jest słaba i niegodna swojej płci.

Dopiero próba spojrzenia z innej perspektywy na pewne sytuacje, daje do myślenia. Kulturę patriarchalną traktuję jako miecz obosieczny.

Wszyscy ponosimy jej skutki, a różnice tkwią w detalach, których według mnie nie ma co wartościować. Chciałabym żeby cudze decyzje, nieważne czy dotyczą drobiazgów czy drogi życiowej, były głównie sprawą osoby, która je podejmuje. A każdy bez wyjątku mógł ich dokonywać bez lęku i obawy przed wyśmianiem. Koniec końców, jakie to ma znaczenie, o ile ktoś nie krzywdzi siebie ani innych?

Być może pokładam zbyt wiele nadziei w społeczeństwie i jego zdolności do zmiany, a takie wizje zawsze pozostaną w sferze nieosiągalnych marzeń. Być może poświęcę życie na mówieniu o sprawach, o których większość nie chce słyszeć. Cóż, przynajmniej mam możliwość podjęcia takiego wyboru.


Autorka tekstu: Paulina Podogrocka (28) – łodzianka związana z kulturoznawstwem miłością głęboką, acz skomplikowaną. Zajmuje się głównie feminizmem i kulturą popularną. Koncerty i planszówki ceni na równi z zielonymi odludziami. Lubi pieski.

Autor ilustracji: Rafał Kwiczor – mieszka w Warszawie, zajmuje się ilustracją i projektowaniem graficznym. Jego rysunki to eksperymenty z perspektywą, formą oraz kompozycją. Główną tematyką jego prac jest zamyślenie, szuka wewnętrznego języka tego słowa. Miłośnik geometrii i vaporwave. Czerpie inspiracje ze starych niemieckich książek naukowych. Instagram: @rafal.kwiczor 


Facebook