Gdy wchodzisz do Dojo, kłaniasz się, okazując szacunek dla miejsca treningu i innych, którzy tam z tobą ćwiczą. Wszystkie problemy dnia zostawiasz za drzwiami, na czas treningu zapominasz o zmęczeniu pracą czy szkołą. Szum myśli zastępujesz spokojem i koncentracją. Z otwartą głową zaczynasz spotkanie z japońską szermierką – Kendo.

Mamy tu na sobie charakterystyczne stroje – bluzę gi i spodnie hakama barwione na kolor indygo. Pod ręką zawsze czeka bambusowy miecz – shinai. To zaledwie wstęp. Na początku wszyscy po kolei myją salę, gdzie będziemy trenować, a potem każdy przez jakiś czas poprowadzi rozgrzewkę: będziemy chórem wykrzykiwać japońskie liczebniki, oznaczające, ile cięć mieczem właśnie wykonaliśmy. Tutaj wszyscy jesteśmy równi i uczymy się od innych – nieważne, czy trenujemy pół roku czy dwadzieścia lat. Kendo uczy pokory – przeżywając wzloty i upadki na swojej Drodze Miecza, musimy zrozumieć, że toczymy walkę ze sobą i swoimi słabościami: strachem, przerośniętym ego i niewiarą w swoje umiejętności.

Tutaj można się wybiegać i wykrzyczeć, ale poczuć też, czym jest dostojna sztuka walki. Ludzie przychodzą tu z różnych powodów i przyświecają im różne cele. Ale łączy ich jedno – radość ze sprawdzania siebie w Kendo.

W Japonii, skąd wywodzi się ta sztuka walki, ćwiczących jest ponad 1,6 miliona – dzieci trenują tam od małego i osiągają poziom mistrzowski znacznie szybciej niż dzieci w Europie. Jak mówi Marysia Bober, zawodniczka Wrocławskiego Stowarzyszenia Kendo i jedna z reprezentantek kadry narodowej: „Poziom Japońskiego Kendo jest realnym marzeniem polskich zawodników. Trudno jest porównać poziom sztuki walki, którą w Japonii trenuje się na poziomie profesjonalnym, a w Polsce pół zawodowym-pół amatorskim. Trzeba jednak mieć jakiś cel, do którego się dąży!”

Polskie Kendo, w porównaniu z Azją, jest sportem bardzo niszowym. Czynnie uprawia go około 400-500 osób tworzących dość elitarną ekipę. Jeżeli zdecydujesz się rozpocząć przygodę z Kendo, możesz spodziewać się, że na większości zgrupowań i obozów spotkasz w większości te same osoby.

Kiedy potrenujesz już trochę i poczujesz, że Droga Miecza jest właśnie dla ciebie, nadejdzie czas założenia zbroi. To dzięki niej można walczyć bez narażania zdrowia i naprawdę poczuć, czym jest japońska szermierka. Głowę, ramiona i krtań ochroni Men – maska z metalową kratą; przedramiona i dłonie – Kote; korpus – Do; biodra – Tare. Jesteś gotowa! Nie przejmuj się, że jesteś dziewczyną – jest nas tutaj całkiem sporo i radzimy sobie doskonale! Widać to na wielu turniejach czy egzaminach – walczą tutaj mali z dużymi, chudzi z grubymi, kobiety z mężczyznami. Każdy ma swoje unikalne cechy, które może sprytnie spożytkować w walce. Kendo to nie pojedynek siły – wymaga mądrego wykorzystania techniki, strategii i swoich atutów. Każdej techniki da się nauczyć, a każdego przeciwnika pokonać.

SERCE DO PRZODU

Wejście do klubu może stać się jedną z najlepszych decyzji w twoim życiu. Nie tylko ze względu na rozwój fizyczny i satysfakcję z wysiłku wkładanego w trening, ale także dzięki innym ludziom. Skoro połączyła was jedna pasja, możliwe, że macie ze sobą o wiele więcej wspólnego. Relacja z ludźmi, z którymi walczysz, uczysz się, krzyczysz z całej siły i wylewasz litry potu, jest nie do zastąpienia. Kendo jest jednym z tych sportów, w których podczas turniejów dominuje pozytywne nastawienie. Przegrywając, także się uczymy, a dzięki porażce możemy ulepszyć siebie i swoje Kendo. Wspaniałym doświadczeniem są zawody, podczas których nie wiadomo, którą z zawodniczek dopingować, bo przecież wszystkie się lubimy.

Czy mężczyźni i kobiety używają innych stylów walki? Można spotkać się z opiniami, że oczywiście, bo ze względu na różnice w budowie ciała będziemy inaczej robić Kendo. Marysia mówi:

„Ludzie podziwiają męskie Kendo, bo jest szybkie, dynamiczne i „silne”. Ale przecież kobiece też takie jest! Wiele razy słyszałam, że kobiety walczą inaczej, ale gdy sama oglądam nasze walki, to nie widzę dużych różnic w szybkości.  Siła na pewno ma znaczenie, ale jest wiele kobiet, które mają taką siłę, że przeciwnik boi się ich bardziej niż mężczyzn. Może jednak różnimy się tym, że mężczyźni walczą dostojnie, a my pięknie?”

Zdaniem Marysi ta różnica wynika bardziej z poziomu umiejętności, stylu walki i podejścia do treningu niż płci zawodnika.

Kendo może obudzić w nas potrzebę rywalizacji. Może nam dać, bez popadania w skrajność, kopa do dalszego rozwoju, zwłaszcza, gdy znajdziemy kogoś, do czyjego poziomu będziemy aspirować. Naśladując przeciwnika, możemy lepiej poznać techniki i poprawić skuteczność w walce treningowej. Dobrą motywacją, przynajmniej do pewnego momentu, mogą być egzaminy i chęć osiągnięcia kolejnych stopni kyu (uczniowskich) i dan (mistrzowskich). Dopingowanie się nawzajem to także mocna strona drużyn, a przede wszystkim kadry narodowej, o której mówi Agnieszka Wial, taisho (kapitan) drużyny kobiet: „Od pewnego czasu drużyna męska i kobieca wspólnie się nakręcają i wspierają, co widać na każdym kolejnym zgrupowaniu i zawodach. To wspaniałe, że potrafimy i chcemy razem trenować!”

A z tą koleżanką, która właśnie nabiła ci gigantycznego siniaka na udzie, możesz po treningu wypić piwo i wymienić się poradami, gdzie najtaniej kupić kurtkę, albo która ścieżka w okolicy jest najlepsza do biegania. Ta babska solidarność jest i tutaj, a najłatwiej ją poczuć podczas pogaduszek w damskiej szatni.

DROGA DO MISTRZOSTWA

Im dalej w Kendo, tym zaczynasz używać coraz trudniejszych technik, walczyć z coraz lepszymi i jeździć na turnieje. Udział w Mistrzostwach Polski przestaje być nieosiągalnym marzeniem. Nie można jednak zapominać, że tutaj idzie nam raz lepiej, raz gorzej. Dziś zdobędziemy medal, jutro nie wyjdzie podstawowa technika. Sukces jest wynikiem zarówno ciężkiej pracy przez cały sezon, jak i szczęścia danego dnia. Marysia, obecna Mistrzyni Polski w Kendo, mówi o swojej drodze do medalu: „Na początku moim celem nie było mistrzostwo, a doskonalenie się i ciągła nauka. Wygrywanie nigdy nie było dla mnie bardzo ważne. Dopiero później zakiełkowała we mnie myśl – chcę pokazać sama sobie, że mogę i potrafię. Wraz z tą myślą przyszło moje pierwsze wicemistrzostwo Polski. Potem już wszystko poleciało lawinowo, choć dojście do samego mistrzostwa zajęło mi od tej decyzji 5 lat.”

Mistrzostwo Marysi było efektem solidnego przygotowania psychicznego i wypracowania najlepszej formy: „Warto było tyle czekać. Pokazałam moje najlepsze Kendo i sprawiało mi to ogrom przyjemności.”

Choć w Kendo silna motywacja jest bardzo potrzebna, to już samo poukładanie sobie celów w głowie może sprawić, że nawet bez medali czy tytułów poczujemy się wygrane. Niezdrowa ambicja tylko nas frustruje i niweczy wysiłki wkładane w naukę.

Marysia wyznaje: „Jeśli jest naprawdę ciężko, to powtarzam sobie – robię to, bo to lubię, bo sprawia mi to przyjemność. Nawet jak nie wygrywałam na turniejach, to i tak odnosiłam małe zwycięstwa: przetrwałam ciężkie treningi, wykonałam technikę, nad którą tak długo pracowałam, dobrze się czułam podczas walki. Jeśli zmieni się myślenie o tym, czym dla nas jest wygrana, może okazać się, że nasza droga usiana jest samymi sukcesami.”

Ważnym elementem Kendo są egzaminy, które łączą w sobie wszystko, co najważniejsze w tej sztuce. Sprawdzona zostaje wiedza teoretyczna, ocenie poddawane są walki, techniki, układy kata. Pod uwagę bierze się także poszanowanie współćwiczących, trenera czy samego Dojo. Im wyższy stopień, tym wyższe kryteria. Egzaminy na stopnie uczniowskie odbywają się często i w wielu klubach, ale te na stopnie mistrzowskie należą do rzadkości Potrzebna jest komisja z wysokimi stopniami dan, często są to egzaminy międzynarodowe. A największym wyzwaniem jest egzamin w Japonii, skąd wywodzi się Kendo.

„Czułam presję, bo zdanie egzaminu na 5 dan w Japonii byłoby dużym sukcesem dla Polski” – mówi Agnieszka Wial, pierwsza Polka z tak wysokim stopniem w Kendo. –  „Jadąc do Japonii, nie spodziewałam się większych trudności, dopiero w obliczu zdawania w Centrum Olimpijskim w Tokio dotarła do mnie powaga sytuacji. Trzy dni przygotowań – koncentracji, walk i ogromnych emocji sprawiły, że odczułam bardzo duże obciążenie fizyczne i psychiczne. Bardzo się bałam. Cztery lata przygotowań prowadziły do tego egzaminu.”

Wiara w sukces, motywacja i przygotowanie fizyczne doprowadziły Agnieszkę do zwycięstwa. Przygoda rozpoczęta w wieku 11 lat wciąż daje jej siłę do trenowania. Bo będą przecież kolejne egzaminy i kolejne Mistrzostwa Europy i Świata: „Jak robisz coś z całego serca, starasz się i wierzysz, to przy porażce płaczesz z bólu i wysiłku… Ale kiedy ci się uda, też płaczesz, bo dobrze wiesz, przez co musiałaś przejść, by sukces był realny. Nie ma lekko. W niczym i nigdy!”

WIDZIMY SIĘ NA KEIKO

Marysia:  „Jest jedna rzecz, która jest istotna we wszystkich sztukach walki i dyscyplinach sportu – WYTRWAŁOŚĆ. Niezależnie od tego, czy jest trudno czy łatwo, monotonnie czy nie, najpiękniejsze jest to, że jeśli pozostaniesz przy tym, co sprawia ci przyjemność, to za rogiem kryje się ogrom nowych, ciekawych doświadczeń. Kendo jest piękną sztuką walki – każdy może znaleźć w niej przestrzeń dla siebie.”

Znajdź klub w swoim mieście i zaczynaj! Tam zawsze znajdzie się osoba, która z chęcią pokaże Ci podstawy. A potem będzie coraz ciekawiej.

Agnieszka: „Chodzi o to, żeby trzymać się podjętej decyzji. Mamy mnóstwo możliwości, ale gdy w coś wchodzimy, to staramy się i robimy wszystko, żeby się udało. U mnie padło na Kendo, a równie dobrze mogłoby to być pływanie czy piłka ręczna – to nie ma znaczenia, we wszystkim ważna jest wytrwałość.”
Nieważne, co przywiedzie Cię na Kendo – fascynacja kulturą Japonii, chęć walki ze słabościami, potrzeba wykrzyczenia się, samurajski strój. Droga Miecza jest dla każdego, niezależnie od tego, w jakim momencie życia się znajduje.

o autorce: Karo Skibińska (24) – absolwentka wrocławskiego dziennikarstwa mieszkająca obecnie w Trójmieście; czynna zawodniczka Kendo w gdańskim klubie Furōkan. W wolnych chwilach spamuje na instagramie: @karocigaro i @furokankendo.

autor zdjęć: Ivo Ledwożyw, fotograf reklamowy, absolwent ASP w Gdańsku. Wykładowca Sopockiej Szkoły Fotografii. www.ihil.pl facebook

ostatnie zdjęcie: archiwum prywatne Agnieszki Wial

 

Facebook