Poezja jest tematem, który niezwykle ciężko ugryźć komuś, kto nie darzy jej większym uczuciem. Od kiedy jako mała dziewczynka zaczęłam pisywać rymowanki brokatowym długopisem w pamiętniku, odkryłam, że jest to część mojej duszy. Pisanie było formą odreagowania rzeczywistości, z którą nie do końca potrafiłam się uporać, będąc ogromnie wrażliwym, a wręcz przewrażliwionym dzieckiem.

Im byłam starsza, tym więcej budziło się we mnie niepokoju i dziecinne marzenie o złapaniu sensu życia i trzymaniu go w garści, oddalało się w zawrotnym tempie. Nie zgubiłam jednak pasji i pochłaniałam coraz więcej poezji, coraz więcej pisałam. Trafiłam na warsztaty twórczego pisania, podczas których nauczycielka – Pani Anna Zarzycka podsunęła mi twórczość Anny Janko, mówiąc, że to jest coś, co mi się spodoba, a nawet więcej, to wiersze, w których być może odnajdę siebie. Tak się stało.

Anna Janko, właściwie Aneta Jankowska, jest polską poetką, pisarką, felietonistką, krytyczką literacką. Tak dumnie głosi Wikipedia. Personalnie, dla mnie jest wybitną pisarką, której każdy wiersz chłonę z zapartym tchem. Jest autorką bestsellerowych powieści, tj. Dziewczyna z Zapałkami, Pasja według św. Hanki, Mała Zagłada. To laureatka wielu nagród i wyróżnień, m.in. Nagrody Młodych im. Włodzimierza Pietrzaka oraz Nagrody Literackiej im. Władysława Reymonta. Dwukrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike, nominowana również do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus oraz do Nagrody Mediów Cogito. Abstrahując od wszelkich nagród i wyróżnień, jakie otrzymała ta wybitna postać, nie znam nikogo, kto tak pięknie pisałby o miłości. Jeśli ktoś ma potrzebuje dużej dawki inspiracji, zachęcam do przeczytania wywiadu.

Czy warto popularyzować poezję, żeby docierała do jak największej liczby odbiorców i uwrażliwiać na nią ludzi, czy należy pozostawić ten temat pasjonatom?

Anna Janko: Oczywiście, warto. Jest to przecież ułatwianie drogi do niej ludziom, którzy nie zawsze wiedzą, jak i gdzie szukać. Tym bardziej, że teraz księgarnie raczej nie są zawalone tomikami wierszy… Jednak “jak największa liczba odbiorców” nie jest konieczna, poezja to sztuka elitarna, dla wrażliwych, dla tych, którzy mają potrzeby duchowe, i którym na przykład dobry wiersz przeczytany rano “robi dzień”. Można ich nazwać “pasjonatami”.

„Czym jest dla Pani poezja?” jest pytaniem oklepanym i można pisać elaboraty w odpowiedzi, ale czym jest dla Pani życie z poezją? Czy poezja wpływa na percepcję?

Pisanie i czytanie wierszy jest dla mnie sposobem poznania, dociekania prawdy o człowieku. Ale także przeżywania piękna. Lektura mistrzowskiego utworu, to szczególne przeżycie, powoduje “przyrost ducha”, daje radość i nadzieję. Nie bardzo wiem na co, ale odczuwanie nadziei jest samo w sobie budujące…

Czy uważa Pani, że w obecnych realiach warto, kolokwialnie mówiąc, gonić za marzeniami?

Jakże by można żyć bez marzeń! To rodzaj psychicznego kalectwa. Gdy traci się tę zdolność świat zamiera, zmienia się w jakieś biuro do spraw bezpiecznego przeżycia…

Czy życie artystki jest trudniejsze? Wrażliwość, możliwość dostrzeżenia tego, co niezauważalne przez resztę społeczeństwa utrudnia, czy ułatwia funkcjonowanie?

Życie wrażliwego człowieka przeważnie bywa trudniejsze. Ale i ciekawsze, i bogatsze. Coś za coś.

Czy uważa Pani, że pisarze mają pewnego rodzaju misję uświadamiania, ze względu na możliwość dostrzeżenia świata niedostrzegalnego dla innych? Zabrzmiało to bardzo pompatycznie, ale chodzi mi o postrzeganie świata z perspektywy osoby ponadprzeciętnie wrażliwej.

Pisarze chyba nie lubią postrzegania swojej pracy jako misji.”Misyjność” się w dziejach skompromitowała wielokrotnie. Jednak czytanie dobrze napisanej, mądrej książki daje czytelnikowi szansę przeżywania rzeczy nieraz nieco ponad jego miarę, a więc inicjuje rozwój, rozszerza świadomość, potęguje wrażliwość. Czysty zysk.

Czy uznaje Pani tematy tabu w swojej twórczości?

Nie. Wszystko jest kwestią formy. To forma, czyli jakość artystyczna i sposób podania, decydują o tym jak zaistnieje to coś, co odczuwamy jako tabu.

Czy jest jakaś tematyka poetycka, z którą ciężko się Pani zmierzyć (nie chodzi mi o wchodzenie w szczegóły Pani życia prywatnego, raczej o ogół tematyk)?

Właściwie w poezji nie ma czegoś takiego jak temat. Wiersz jest bytem niepodzielnym, nie ma tematu i reszty. Ale oczywiście, aby w ogóle móc mówić o sztuce, używamy języka analizy, rozdzielamy, aby ponownie złożyć w całość. W tym sensie omawiamy “tematy” utworów. Zwykle piszę o tym, do czego już dojrzałam i wtedy, gdy mam poczucie, że właściwe słowa są już blisko.

Czy warto pisać o tematach, których boimy się poruszyć? Wychodzić ze strefy komfortu, dla dobra sztuki? Czy może to być jakiś sposób na radzenie sobie z traumami, czy wręcz przeciwnie, wyrządza niepotrzebne szkody?

Twórczość jest zawsze wychodzeniem ze strefy komfortu. O ile się w niej znajdujemy… Potrzeba pisania zwykle wynika z wewnętrznego ciśnienia, z nadmiaru emocji, często bolesnych. Proces twórczy ma swoją fizjologię, kolejne etapy, na końcu jest przeważnie lepiej niż na początku. Wiemy, że owa terapeutyczna funkcja działalności artystycznej wykorzystywana jest przez psychologów w wyciąganiu pacjentów z traum i depresji.

Czy uważa Pani, że dla poety naturalną rzeczą jest notoryczne pogrążenie w melancholii i pół-smutku, a z trudnością przychodzi mu pragmatyzm i czerpanie radości z życia codziennego?

Należę do tych pragmatycznych i czerpiących radość z życia. Jednak przykładnie, od czasu do czasu, wpadam w melancholię, dla higieny psychicznej i aby zobaczyć codzienność z innego poziomu… Ciągła zmiana perspektywy i wahania nastrojów to moja “normalność”.

Mnie osobiście, jako początkującej poetce-amatorce bardzo trudno pisze się o miłości spełnionej, nieplatonicznej. Czy ma Pani jakieś porady?

To u poetów powszechne, że radość, szczęście, spełnienie są dla nich najtrudniejsze do opisania. Udało się np.Tuwimowi (wiersz Życie), Miłoszowi (Dar). Próbowałam tę trudność ująć w takim rymowanym fragmencie:

Człowiek którego sny się spełniły nie zazna spoczynku
Na długie spacery donikąd będzie chodził we dnie
alejami co wpadają w ślepe światło słońca
Nocami bez końca będzie gwiazdy spadające zawieszał na niebie
tęskniąc za tęsknotą i pragnąc pragnienia, i głodu
Taka jest kara od bogów dla tych co nie bali się latać
i mieli odwagę wziąć na siebie całe szczęście świata

Na koniec pytanie może głupie, może trywialne, ale bardzo mnie ciekawiące. Na jaki temat napisała Pani swój pierwszy wiersz?

Bardzo dawno temu. Miałam trochę ponad 15 lat napisałam Bajkę o niebie. Próbowałam wtedy ująć w słowa swoje rozczarowanie boską obietnicą szczęścia na ziemi. Obietnicą bez pokrycia…


Wywiad przeprowadziła: Anna Andrysiak (17) -wrażliwa licealistka chłonąca świat skrajnościami- niemal jak w wierszu Szymborskiej – miota się między rozpaczą a zachwytem. Naiwnie goni za marzeniami. Pasjonuje się poezją, literaturą i sztuką. Kocha swojego psa, polską muzykę alternatywną i dobre jedzenie. www.instagram.com/wierszopodobne/

www.instagram.com/patrzewniebo/

Zdjęcie użyte w kolażu: Wydawnictwo Literackie

Facebook