Fundacja Sztuki Polskiej ING organizuje spotkania w ramach cyklicznego projektu „Artysta – Zawodowiec”. W jednym z tegorocznych wykładów prowadząca przywołała obraz „Pochodzenie świata (L’Origine du monde)” Gustave’a Courbeta z 1866 roku. Naszła mnie refleksja, że to naprawdę rzadkość zobaczyć waginę na powszechnie znanym dziele sztuki.

Nawet gdy pominiemy wszelkie przykłady ocenzurowane listkami figowymi, istnieje mnogość przedstawień męskich genitaliów w sztuce. W dodatku na dziełach, które nie są uznawane za pornograficzne, jak to przez bardzo długi czas było z obrazem Couberta – nie było możliwości pokazania go szerszej publiczności. Kobieca nagość, stosownie zakryta w newralgicznym miejscu, która jest oczywiście od setek lat obecna w sztuce, wychodziła dodatkowo spod pędzli i dłut mężczyzn. Jeśli już pojawiała się na dziełach artystek, to nie zyskały one popularności, a przez to możliwe, że zostały wyrzucone lub zniszczone. Wszystkim zainteresowanym tym, jak skomplikowana była sytuacja społeczna kobiet, które chciały pełnić inną rolę w Akademii Sztuk Pięknych niż muz dla studentów, polecam kultowy już artykuł Lindy Nochlin „Dlaczego nie było wielkich artystek?”. Jednak pojawił się moment, w którym cipki zaczęły trafiać na obrazy i ilustracje malowane przez kobiety. Co więcej, przedstawiały one także miłość lesbijską.

obraz Gerdy Wegener

Jedną z przecierających te szlaki ilustratorek była duńska artystka Gerda Wegener, która tworzyła na przełomie XIX i XX wieku. Ukończyła Royal Danish Academy of Fine Arts w Kopenhadze, chociaż były to czasy, gdy kobietom wciąż zabraniano studiować. Wegener była pasjonatką mody i odnosiła sukcesy w tej dziedzinie. Wysoko ceniono jej ilustracje publikowane w tak prestiżowych magazynach, jak Vogue czy La Vie Parisienne. Największy rozgłos przyniosły jej malarskie portrety męża, który pozował do nich w modnych damskich strojach, stając się ukochaną muzą artystki. Tą historię możecie zresztą znać z filmu „Dziewczyna z portretu (The Danish Girl)” (reż. Tom Hopper, 2015). Mąż Gerdy był pierwszą osobą, której chirurgiczna korekcja płci została udokumentowana. Chciałabym jednak skupić się na innych pracach ilustratorki. Była bowiem znana także ze swoich feministycznych erotyków, często o zabarwieniu lesbijskim. Jako jedna z pierwszych osób zdobyła się na afirmację miłości nieheteronormatywnej w sztuce, zapewniając sobie tym samym tytuł prawdziwie awangardowej artystki. Wystawy dzieł z tej serii potrafiły wywoływać nawet zamieszki. Zbyt kontrowersyjna dla Dani, już w 1912 roku przeniosła się w do Francji, do Paryża. Śmiałe prace utrzymane były w stylu secesji oraz art déco, czarują swoim delikatnym powabem. Można na nich zobaczyć między innymi seks oralny w różnych pozycjach oraz zaciekawione podziwianie swojej cipki w lusterku.

Les delassements d’Eros, Gerda Wegener, 1925

Również w latach 20. XX wieku popularność zaczęła zyskiwać austriacka artystka żydowskiego pochodzenia Mariette Lydis. Z powodów m.in. historyczno-politycznych wielokrotnie zmieniała kraj zamieszkania. Francja, Anglia, Grecja, aż w końcu osiadła w Argentynie, w Buenos Aires. Lydis była samouczką, która posługiwała się imponującym wachlarzem technik, w tym litografią, akwafortą czy malarstwem olejnym. Zawodowo zajmowała się ilustrowaniem książek. Jej prace przedstawiające miłość cielesną między kobietami (sama nie kryła się ze swoją biseksualnością) wzbudzały kontrowersje, a przy tym przyciągały uwagę szerszej publiczności. „Lesbienism” jest ogólną nazwą prac poświęconych tej tematyce, które datuje się na lata 1924-1930. Nie jest jednak możliwe ustalenie dokładnej daty ich powstania, nie wiadomo także, ile tak naprawdę ich powstało. U Wegener spotkałam się z podobnym problemem, zwłaszcza w kwestii niejasność co do tytułów prac. Część krytyków, ze względu na tematykę prac Lydis, porównywało ją do Tamary Łempickiej, co miało służyć za dodatkowe potępienie jej praktyki artystycznej.

Dwa obrazy Łempickiej, znalezione we francuskiej willi. Zdjęcie z 1940 roku ( Bundesarchiv / Lachmann / CC-BY-SA 3.0).

Łempicka, polski akcent w tej historii, w swoich obrazach łączyła panującą stylistykę art déco z estetyką postkubistyczną. Mówiła o sobie, że nauczyła się wszystkiego samodzielnie, jednak pobierała lekcje rysunku oraz malarstwa w pracowniach artystycznych (m.in. u wyznawcy kubizmu Andre Lhotea’a). Malowała przede wszystkim w celach zarobkowych – sytuacja zmusiła ją do objęcia roli głównej żywicielki rodziny. Na jej prace był niesamowity popyt, arystokraci, zamożni mieszczanie zamawiali u niej obrazy na potęgę. Zamówienia były na portrety, martwe natury oraz akty. Krytycy wyrażali się o niej nieprzychylnie, za to tłum ją uwielbiał. Zarzuty względem jej prac tyczyły się nie tylko estetyki, ale również „podejrzanie” homoerotycznemu zabarwieniu jej aktów kobiecych. Jej życie osobiste dolewało oliwy do ognia plotek i oskarżeń. Kobiece akty rzeczywiście emanują zmysłowością, brakiem skrępowania i bliskością, gdy na obrazach pojawiały się dwie (lub więcej) bohaterek. Jest w nie wpisana intensywność, która nie pozwala zbyt łatwo oderwać od nich spojrzenia.

Lata, w których kwitł styl art déco, zdają się być historycznie źródłem wzmożonej aktywności kobiet na polu sztuki, aktywności, która wreszcie trafiała na wystawy i przed publiczność. Nie bez znaczenia jest tu na pewno fakt, że są to lata schyłku feminizmu pierwszej fali. Wierzę w komunikację poprzez sztukę i jej możliwości oddziaływania – na kulturę, na jednostki. To brzmi dość banalnie, ale jak mogłabym w to nie wierzyć, sama będąc artystką. Brak cipek w sztuce, cenionej sztuce, która już jest lub ma szanse wejścia do głównego obiegu, w wymiarze społecznym niesie za sobą najróżniejsze konsekwencje, jak chociażby tabuizowanie tego organu czy otaczanie wstydem. W związkach, czy relacjach seksualnych z drugą dziewczyną dochodzi druga cipka. I co prawda, co dwie cipki to nie jedna, ale może to także podwajać niepokoje. Bo to implikuje nie tylko odsłonięcie siebie, ale też poznanie tej drugiej, odmiennej. Mamy ciała jednocześnie podobne, jak i zupełnie inne – to może kolejny banał, ale wręcz przerażającym jest ile niesie to za sobą niepokoju, wstydu czy porównywania się. Obecnie panująca kultura, ta mainstreamowa i zalewająca nas na co dzień, ledwo radzi sobie z pokazywaniem ubrań na różnie zbudowanych dziewczynach, więc nie ma nawet co marzyć, że pojawią się w niej waginy.

Coin Cunts / reds & purple, Suzanna Scott, 2015 – obecnie

Przykłady sztuki, która korzysta z wizerunków wagin, to najczęściej dzieła artystek zaangażowanych feministycznie. Bardzo ciekawe i nieszablonowe projekty artystyczne pojawiają się w obszarze rzeźby oraz ceramiki, chciałabym kilkoma z nich się z Wami podzielić. Amerykańska artystka Suzanna Scott w swojej praktyce artystycznej eksploruje różne aspekty cielesności. Tworzy obiekty przy użyciu różnych materiałów, w tym często rzeczy znalezionych. Jednym z jej cyklów jest rozpoczęty w 2015 roku „Coin Cunts”, który składa się z ponad 150 portmonetek, których płócienne wnętrze jest wywinięte na zewnątrz i dość naturalnie ułożone, tym samym układając się w kształty przypominające różnorodne cipki. Scott chce pokazać nie tylko unikalność, wielokształność i wielokolorowość naszych genitaliów, ale także zwrócić uwagę na uwikłanie płci w kwestie władzy oraz pieniędzy.

Vagina China to z kolei projekt, którego twórczynie odwołują się do instalacji „The Dinner Party” (1979) jednej z pionierek sztuki feministycznej i edukatorki Feminizmu Drugiej Fali – Judy Chicago. Praca ta to nakryty do kolacji stół w kształcie trójkąta (symbolu kobiety oraz równości poprzez wybranie figury równoramiennej). Przy stole znajduje się 39 miejsc, które upamiętniają 39 kobiet, m.in. Safonę i Virginię Woolf. Każde miejsce wyposażone jest w wyszyte imię i nazwisko oraz nakrycie – ceramiczną zastawę, sztućce, serwetka – specjalnie zaprojektowane i wystylizowane z myślą o danej postaci. Talerze posiadały uformowane, różnorodnie udekorowane cipki. Użycie ceramiki oraz haftu miało dodatkowo zakpić z patriarchalnego przekonania o niższości tych technik artystycznych, ze względu na postrzeganie ich jako typowo kobiecej aktywności, która nie nadaje się do muzeum czy galerii. Ta fascynująca i monumentalna instalacja posiada zresztą jeszcze wiele elementów oraz warstw o znaczeniu symbolicznym, które tu pominę, za to zachęcam do poczytania na ten temat. Vagina China rozpoczęły swoją działalność w 2016. Chciały uczcić moment wybrania pierwszej prezydentki w historii Stanów Zjednoczonych, jednak rzeczywistość okazała się z goła odmienna. A sam projekt nabrał nowego znaczenia i stał się jeszcze potrzebniejszym. Vagina China wypuszczają serie talerzy z cipkami, które poświęcone są konkretnym zagadnieniom, na które artystki chcą zwrócić uwagę. Na ten moment istnieje 13 kolekcji. „The Wage Gap”, w której wykorzystują złotą kolorystykę, zwraca uwagę na różnicę w płacach mężczyzn i kobiet. „The Silk Road”, stylizowana na tradycyjną chińską porcelanę, to konfrontacja z tematem handlu ludźmi i niewolnictwa seksualnego. Z kolei „La Matadora” poświęcona jest menstruacji. Cipki przedstawione na talerzach pochodzą z odlewów kobiet, które zgłosiły się na ogłaszany otwarty nabór. Ogólnym założeniem projektu jest uczczenie różnorodności wśród wagin, walka ze wstydem oraz stworzenie miejsca na dyskusję o tej części naszego ciała.

Ana-suromai. Skrzydlata, Iwona Demko, 2010

​ Na zwieńczenie kolejny intrygujący polski akcent: artystka Iwona Demko, która w swojej twórczości regularnie odwołuje się do motywu waginy. W instalacji „Waginatyzm od profanum do do sacrum” stworzyła klęcznik modlitewny przed rzeźbą waginy, co było wynikiem badania tematyki kultów tego organu w różnych kulturach na przestrzeni wieków (jest to zagadnienie, któremu Iwona Demko poświęciła swoją rozprawę doktorską, dostępną dla wszystkich zainteresowanych do pobrania na stronie internetowej artystki). W 2009 roku w CSW Łaźnia w Gdańsku wystawiła projekt „28 dni” – 28 poduszek-wagin, mających obrazować kolejne dni cyklu menstruacyjnego. Natomiast podczas innej wystawy prezentowała specjalnie oddane lizaki z cipkami. I właśnie tym słodkim akcentem zakończę ten odcinek.

Do zobaczenia w kolejnym Lesstreamie!


Autorka tekstu: Magdalena Sobolska (27) – artystka wizualna, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej, specjalizacji Kultura Wizualna. Chce wyrosnąć na reżyserkę-innowatorkę. Instagram to jej ulubione social media (@magdalenasobolska).