Leżymy we czwórkę. Ja, kot, kot i Ty. Kot mniejszy atakuje moją stopę, chociaż leży pod kołdrą nieruchoma, niekusząca. I Ty leżysz pod kołdrą, ale nie tylko pod kołdrą, w swojej skorupce, w muszli, za ścianą. Leżysz ze mną w łóżku i za ścianą jednocześnie. Leżysz kuszący, w rozpiętej koszuli, zbyt eleganckiej na sen, ale niegniecącej, więc można. Można być razem i nie być razem, tak jak my jesteśmy razem i nie jesteśmy razem, bo przecież znamy się tylko trzy tygodnie. Dlatego, gdy Stanisław nas zapytał, pijany wódką i cytrynówką, czy jesteśmy razem, powiedzieliśmy, że za tydzień będziemy. Ja tak powiedziałam, i Ty tak powiedziałeś. Powiedzieliśmy razem, chociaż nie jesteśmy razem, jesteśmy osobno. Jesteśmy osobno gdy przytulasz mnie w płaszczu, gdy masz wychodzić, ale wyjść nie możesz, bo potrzebujesz tego uścisku, potrzebujesz głaskania po głowie. Jesteśmy osobno, gdy śpisz w moim łóżku, jakie to dziwne, że w nim sypiasz od początku, choć nie znasz mojego ciała, że znasz to łóżko lepiej niż mnie.

Kot większy chrapie, chrapał od zawsze, odkąd go wzięłam ze schroniska, starego, bez zębów, zębów, które stracił, bo człowiek go skopał. Pół roku był u mnie zanim znajomy wymyślił, że ktoś go skopał, bo do głowy mi nie przyszło, że można to zrobić zwierzęciu, komukolwiek, że można byłoby to zrobić Tobie, ale Tobie to ktoś zrobił, skopał, skopał to piękne ciało i skopał mózg, mózg różowy o konsystencji arbuza. Gdybym mogła go wyjąć i opatrzyć, opatrzeć i ucałować każdą ranę na Twoim ciele i na tym mózgu. Ale ran już nie ma, są blizny, a one zostają, nie leczą się, o tym wie każdy i my o tym wiemy, chociaż nie chcemy wiedzieć, nie chcemy o tym myśleć, bo to boli.

Boli, jak słucham, co mówisz o sobie. Mówisz o sobie tak, jak nie powinno się mówić o nikim. Chcę powiedzieć, że kłamiesz, ale wiem, że w swoim świecie nie kłamiesz, że wierzysz w to, co mówisz i to gorsze niż każde kłamstwo jakie słyszałam w życiu.

A teraz odszedłeś, uciekłeś do swojego domu, bo przecież nie mieszkasz ze mną i z kotem i kotem, chociaż moje łóżko jest już Ci bardziej znajome niż Twoje. Moje łóżko jest mi obce bez Ciebie. Marznę. Zawsze tak mocno marznę. Czasami, gdy jestem sama w łóżku, płaczę, bo nie mogę się ogrzać, bo nie pomaga kołdra i kołdra i koc. Jakby moje ciało samo w sobie się zapadło, jakby całe ciepło zniknęło ze świata i tylko przy Tobie w tym łóżku jest ciepło i tylko przy Tobie jest dobrze, chociaż i bez Ciebie jest mi dobrze, jest mi dobrze w domu, i w pracy bez Ciebie mi dobrze, i ze znajomymi mi dobrze. Tylko w nocy mi zawsze bez Ciebie niedobrze.

Napisałeś mi właśnie, że masz zły humor. Napisałeś mi, że mam się odpieprzyć. Mogę. Mogę, ale nie muszę. Mówisz, że nie wiesz jak to jest, jak ktoś się Tobą opiekuje, ale ja wiem, ja wiem jak to jest się opiekować i jak to jest być zaopiekowanym i Ci pokażę. Ja Ci jeszcze pokażę. Ale na razie włożę spodnie z polaru i czapkę, bo śpię w czapce odkąd spędziłam pół roku na pustyni, gdy włosy oddałam na peruki chorym na raka. Nie o chorych mi chodziło, chciałam po prostu zobaczyć siebie taką bez włosów, ale jakoś wstyd tak się przyznać, że po prostu zgoliłam i wyrzuciłam, skoro cały czas mi mówią jakie piękne te moje włosy, czarne albo ciemny blond, zależy kto mówi, kto patrzy.

Następnego ranka nadal się odpieprzam i czekam. Nie wiem jak się obchodzić ze zwierzętami, ale myślę, że tak trzeba, że czasami trzeba poczekać aż same podejdą.

Są ludzie, którzy do zwierzęcia mają większy szacunek niż do drugiego człowieka, jakby szacunku mogło braknąć, jakby nie starczyło go dla każdego. Mi brakło szacunku tylko do komarów i pani z pierwszego, która krzyczy na swoje dzieci. Też na mnie krzyknąłeś wczoraj, ale po cichu, literami na ekranie. Więc się odpieprzam nadal, aż do południa, chociaż mam dość tego odpieprzania już po pięciu minutach i robię to bardziej dla Ciebie niż dla mnie. Zastanawia mnie co myślisz, czy myślisz, że się obraziłam, że mi przykro, ale mi przykro nie jest dlatego, że mi kazałeś tylko dlatego, że Tobie jest smutno. Bo ja jestem ze zdrowego domu, bo takie naprawdę istnieją, i ja jestem z takiego i ja mogę zrozumieć łatwo, że ktoś jest smutny i powie coś brzydko i nie musi mi być z tego powodu przykro. Tylko mi głupio, że znów sobie znalazłam takiego. Takiego co i na terapię chodzi i mi brzydko powie jak ma zły humor. Ale to tylko ten raz, ten jeden raz mi brzydko powiedziałeś i przeprosisz.

Jak byłam dzieckiem na wsi u Babci to w trawie zobaczyłam pająka, który upolował pasikonika. I Siostra moja go zobaczyła. I pobiegłyśmy do Babci z takim wrzaskiem, żeby znalazła to zwierzę w trawie i wyrwała pająkowi. Tak to się zaczyna. A potem znajduje się takich, takich co mówią brzydko, ale tylko raz i przeproszą.

Żeby to było raz. Kiedyś nie umiałam i nie czekałam na przepraszam, kiedyś nie rozumiałam, że raz to można komuś brzydko powiedzieć, ale nie drugi, nie trzeci, nie pięćdziesiąty. Kiedyś myślałam, że można dużo wybaczyć i to nieważne, i że są ludzie którzy mówią brzydko i tacy, co nie mówią, i nawet jeśli ja nie mówię to nie szkodzi, że inni mówią. Ale to szkodzi i teraz mam blizny na mózgu tak jak Ty, ale ja już teraz z nimi daję radę, albo daję radę inaczej niż Ty. Bo moje dawanie rady to zamiast dawanie trzydziestu szans to dawanie jednej, dwóch, trzech, ale nie więcej, bo my oboje jesteśmy z tych co dają więcej, więcej siebie, za dużo siebie, a potem trzeba siebie odzyskać, wyciągać, wyrywać tkanki, a tkanki się rozciągają, rwą i bolą.

Boli mnie brzuch, ale to pewnie wiesz, pewnie się domyśliłeś, jak upadłam na podłogę kiedy jeszcze leżałeś w łóżku moim, ale już prawie Twoim. Zawsze mnie coś boli. Można się z tym nauczyć żyć, bo nie ma innego wyjścia, bo trzeba żyć jakoś, chyba, że ktoś bardzo nie chce i chce skończyć, ale moja choroba to nie wyrok, można żyć i tylko robić mniej i och jak bardzo chciałabym z Tobą tańczyć, ale nie mogę, bo znów upadnę i znów będziesz musiał mnie podnosić, ale nie za rękę, lekko, tylko tak jak wczoraj, całym ciałem, całymi barkami, bo moje ciało nie daje rady samo, nigdy nie dawało rady, odkąd byłam w brzuchu matki i tak już zostało.

Powiedziałeś, że chcesz umrzeć i ja też chciałam, ale mi trochę łatwiej, wystarczy odstawić leki, położyć się i poczekać. Tak jak teraz czekam na śmierć naszego związku nie-związku, bo to przecież nie może się udać, nic mi w życiu się nie może udać, zwłaszcza jak mi już raz brzydko powiedziałeś, że mam się odpieprzyć.

Odpieprzam się czytając książkę, którą kupiłam dla Ciebie w antykwariacie, ale jeszcze Ci nie dałam, bo nie było okazji. Kupiłam, bo tytuł jest o Tobie, więc to taki prezent, gdzie widać, że o Tobie pomyślałam, ale muszę najpierw przeczytać, bo może książka kiepska i nie warto jej czytać, więc przeczytam, żebyś Ty nie musiał. Wiem, że nie czytasz dużo, ale ja czytam, więc książka to taki prezent o, akurat ode mnie, taki w moim stylu.

Nie dałam rady się odpieprzać dłużej, więc Ci napisałam, że jest ok, że poczekam aż dasz znać, gdy będzie ok, albo nie ok, ale mam Ci pomóc.

Mój krem do rąk pachnie trochę jak Ty pachniałeś rano po trzech piwach i tej samej cytrynówce, którą pił Stanisław. To na pewno imię po dziadku, bo kto teraz patrzy na niemowlę i myśli „wygląda jak Stanisław”. Nasze dzieci też będą miały imiona po dziadkach, tylko chciałabym wiedzieć czy moje będą miały po Twoich, a Twoje po moich. Jestem w tym wieku, że mogę jednocześnie myśleć, że pewnie już mnie nie chcesz i wymyślać imiona naszych dzieci, bo tak bardzo chcę dzieci. Tak bardzo, że raz aż nawet pomyślałam, że może mnie zgwałcą i akurat zajdę i urodzę, ale to była zła myśl i nie powiedziałam jej nikomu, bo wiem, że powinno być mi wstyd, ale ani trochę wstyd mi nie jest, bo to nie ja sama, tylko moje ciało chce tych dzieci tak bardzo. Ja też chcę bardzo, ale mniej bardzo, więc poczekam, poczekam na Ciebie, aż Ci się odwidzi to odpieprzanie, a potem poczekam jeszcze trochę. Chyba, że jednak mnie nie chcesz, to wtedy ja też muszę nie chcieć.

Nie odczytałeś mojej wiadomości, bo napisałam ją nie w prawdziwe południe, ale w to odwrotne i pewnie już śpisz, ale ja nie śpię, bo w łóżku jest mi bez Ciebie niedobrze, bo zimno.

Zrobiłam dla nas ciasto, ale nie zjadłeś rano, bo miałeś kaca po trzech piwach i cytrynówce. Więc pokroiłam je na kawałki i włożyłam do zamrażalnika. Taki prezent dla przyszłej mnie. Z moją traumą też tak zrobiłam. Pokroiłam na kawałki i odłożyłam dla przyszłej mnie.  Tak łatwiej, zjadać powoli, po kawałku, przez tygodnie, miesiące, lata. Teraz myślę, że powinnam wyjąć trzy kawałki na raz, wcisnąć sobie do gardła, aż zrobi się źle i za słodko. Żebym przypomniała sobie, jak to źle jak ktoś mówi brzydko. Ale zaglądam w traumę i nie ma. Nie ma już trzech kawałków. Leży jeden i to jakiś marny, trochę pachnie nagrobkiem pod którym pochowali Jakuba, trochę różańcem Doktora, którym przepraszał Boga za swoje grzechy, ale nie mnie, broń Boże nie przepraszał mnie. Próbuję go złapać, ale się nie daje, tylko leży taki kawałek-widmo, zadomowiony na stałe, ale jakiś marny, mały, łatwy do zgubienia, ale ja wiem, że nie zgubi się nigdy tylko ukryje.

Tak jak Ty kryłeś się przede mną, ale ja wiedziałam, że coś jest nie tak, ale myślałam, że to ze mną, że ja Ci pasuję tak trochę za mało, ale to jednak z Tobą, to Ty sobie nie pasujesz. A ja Ci powiem, że jakbym Cię zabrała ze świata, to zostałaby dziura wielkości i kształtu, i jakbym Cię włożyła do niej z powrotem to zobaczyłbyś, że pasuje jak ulał. I do mnie też pasujesz jak ulał, tylko się nie bój, nie bój się i nie każ mi się odpieprzyć, bo ja się nauczyłam i mi nie trzeba powtarzać.

Skłamałam. Nie wiem, czy do mnie pasujesz jak ulał, bo znam Cię tylko trzy tygodnie i tylko przez skorupkę. A wczoraj skorupka pękła i był smród, ale ja wiem, że to się da jeszcze uratować i że warto.

Myślę, że umiem ratować, ale to nieprawda, bo gdybym umiała, nie byłabym teraz sama w tym mieszkaniu z kotem i kotem tylko z kimś i ten ktoś byłby uratowany przeze mnie. Gdybym umiała ratować, Jakub nie leżałby pod ziemią i wiem, że to nie moja wina, ale gdybym umiała ratować, to by nie leżał. I ja wiem, że on nie bał się śmierci, ale nie mogę przestać myśleć, że on w tym szpitalu umierał sam, całkiem sam, chociaż to było dwa lata temu i niczyja wina. Jakby umieranie z kimś było mniej straszne niż samemu. Przecież mówią, że umiera się zawsze samemu. Wszyscy wiemy jak umierał, bo zabił go wirus. Wszyscy wiemy, że umierał z rurką w tchawicy w pokoju pełnym ludzi bez twarzy, którzy włożyli mu tę rurkę wiedząc, że to nie uratuje, tylko przedłuży. Nie lubię przedłużać, jeśli wszystko może być pewne, więc chociaż widzę, że odczytałeś, chociaż powinnam szanować to, że nie chcesz rozmawiać – dzwonię. 

Gdzie jesteś?

W domu.

To mi otwórz.

Otworzyłeś drzwi i zamknąłeś się w sobie. 

Otworzyłeś mi drzwi w płaszczu, bo nie chciałeś, żebym wchodziła, bo w środku bałagan. To nie szkodzi, powiedziałam, bo u mnie też zawsze bałagan, to nie szkodzi, bo ja przychodzę do Ciebie nie do mieszkania, bo ja widzę Twój bałagan w środku Ciebie i możemy razem posprzątać, albo po prostu usiąść na środku i posiedzieć tak, tak razem. 

Pachniałeś trochę jak wczoraj rano po trzech piwach i tej samej cytrynówce, którą pił Stanisław, gdy szliśmy do mojego domu, gdy trzymałam Cię za rękę, a Ty nie trzymałeś mojej. Opowiadałeś o smutku, o swoim wielkim smutku i ja słuchałam naprawdę i wszystko słyszałam, ale nie moje serce, ono usłyszało tylko: jesteś wspaniała, ale

Nie.


Tekst: Alicja Anna Kaźmierkiewicz – polski/a muzealnik/czka i zoolog/żka. Pisze dzieła wszelakie: od artykułów naukowych i esejów po poezję i prozę. Czerpie inspirację z natury, słowiańskiego dziedzictwa, przewlekłej choroby, i doświadczenia życia na trzech kontynentach.

Ilustracje: Zosia Białas – Ilustratorka i projektantka graficzna ze Śląska, po ASP w Katowicach. Miłośniczka rysowania chwastów i kotów. 

W ramach autorskiego kolektywu wu.zet.ka, projektuje, ilustruje i własnoręcznie szyje ziny. instagram: @‌zosisza.jpg

Korekta: Maras Tomasz Jezior (on, onu, ono/ich) – osoba trans i queer, zajmuje się edukacją i pisaniem na temat tożsamości, języka i równości. Marzy o tworzeniu bezpiecznej przestrzeni dla osób LGBTQ+ oraz uwidacznianiu ich w szerszym dyskursie.
Instagram: @marasjezior