Pierwszy raz od wielu lat wybrałam się z mamą do kina. Co więcej – była to wyprawa we dwie, bez moich braci, którym oddałabym całe swoje serce, ale jednak dziewczyński wypad z którymś z nich traci na dziewczyńskości. Sam film znalazł się gdzieś obok, bo ważne było, że oto jedziemy we dwie naszym autem, słuchamy piosenek z Metra, mamy przed sobą trzy godziny spotkania.

Dojechałyśmy do kina Luna. Odkryłam, że mama jest moją kinową soul mate’ką – lubi siedzieć w pierwszym rzędzie! Zupełnie jak ja i nikt inny na świecie. Nikt kogo poznałam. Coś się kończy, coś się zaczyna to film, nad którym Szajn objęło matronat. I chciałabym zacząć od tego, co dobrego w tym filmie zobaczyłam.

Zobaczyłam piękne sceny siostrzeństwa. Między główną bohaterką Daphne (Shailene Woodley), a jej siostrą Billie (Lindsay Sloane) jest miłość, wsparcie i dużo ciepła. Jedna przygarnia do domu drugą, kiedy ta się rozstaje i rezygnuje z pracy. Daphne spędza mnóstwo czasu z córką Billie. Ich relacja ma w sobie jakąś lekkość, przyjemność i światło dopływające z obu stron. Najwyraźniej więź między siostrami oddaje sama końcówka filmu, w której kobiety siedzą wtulone delikatnie w siebie, milczą, słyszymy monolog Daphne przepływający w jej myślach. Do pomieszczenia wpada lekkie, letnie, złote światło, a każda z nich ma siebie, mają siebie nawzajem. Okazuje się, że to jest w porządku, że więcej nie trzeba.

Zobaczyłam analogię zbudowaną między relacjami matki Daphne z mężczyznami i związkami, w które wchodziła główna bohaterka. Bardzo proste, czytelne przeniesienie – jeśli doświadczamy w domu strachu przez zaangażowaniem, ciągłej pogoni za wpuszczeniem do swojego życia nowej osoby – prawdopodobnie te rzeczy z rodziny wyniesiemy i będziemy powielać.

Zobaczyłam bardzo plastyczną pracę kamery, podjeżdżała do aktorów od tyłu, łapała postaci pod dziwnym kątem, czasem pokazywała niewielki wycinek rzeczywistości – tylko dłonie albo tułów odcięty od reszty ciała. Obraz poruszał się razem ze światem przed kamerą, czasem trząsł się tak, że sprawiał wrażenie nagrywania telefonem komórkowym. Czasem zupełnie się rozmazywał, znikał gdzieś i mogłam się tylko domyślać, na co wciąż patrzę.

Zobaczyłam kobietę, która intensywnie szuka, pragnie, chociaż sama nie wie czego. Gubi się, odnajduje, kwestionuje to, na co wcześniej się zdecydowała. Zobaczyłam głód miłości i bliskości. Pragnienie, które Daphne próbuje zaspokoić seksem i nie znajduje w nim ukojenia. Usłyszałam pytanie, dlaczego tego spokoju nie daje zbliżenie fizyczne. Jaka zawiera się w tym historia. A jeszcze silniej wybrzmiało to, jaka jest relacja bohaterki z jej fizycznością i co ją ukształtowało. Jakie niezasklepiające się rany może zostawić pojedyncze zdarzenie.

Przyszła do mnie też taka myśl: załóżmy, że w filmie zamieniamy płeć bohaterów. Zostawiamy heteroseksualną orientację w taki sposób, że fabuła jest zbudowana na dwóch relacjach jednego mężczyzny z kobietami, przyjaciółkami. Czuję, że w takim układzie mogłabym zobaczyć w filmie elementy seksistowskie. A ideologicznie nie podoba mi się to. Wierzę i walczę o równość płci, nie o dominację którejkolwiek. Z drugiej strony nie mamy tych samych podstaw, nie startujemy z tego samego punktu. Pokazanie relacji kobiety z wieloma partnerami stanowi inny komunikat niż mężczyzny z wieloma partnerkami. Wyłaniają się z tych relacji inne sensy. Ideologicznie – jest to to samo, ze względu na równość płci. Ale historycznie i obyczajowo – mężczyźni i kobiety, jako grupy, są teraz w zupełnie innym punkcie. Nie da się tego po prostu zestawić.Nie zamykam się tu na jedną odpowiedź. Raczej się zastanawiam. Jestem ciekawa, co myślicie, więc dajcie znać!

Mama po wyjściu z kina mówi, że nie ma filmu, który jej nie porusza. Każdy jest historią jakiegoś człowieka, a ona nie potrafi z tym nie empatyzować. Porusza ją serial, kreskówka, „Titanic” i dokument. Chciałabym mieć wrażliwość mojej mamy.


Autorka tekstu i zdjęć: Karola Kosecka (20) – gdyby była owocem, byłaby mandarynką; gdyby była częścią ciała, byłaby kolanem; gdyby zapachem – przesłodzonym. Lubi coś zmieniać. Nie lubi odległości. Instagram, Facebook.

Zdjęcia: materiały prasowe dystrybutora M2 Films