Ubiegłe lato i wczesna jesień nie minęły mi na radosnym odpoczynku. Był to czas pełen napięcia, podczas którego mój mózg był cały czas w stanie najwyższej gotowości. A żebym się zorientowała się, że jest źle, moje liche zdrowie musiało mi zamachać przed oczami białą flagą. Nie, nie pilnowałam na koloniach setki dzieci, ani nie przeprowadzałam operacji na otwartym sercu. Szukałam pracy.

Trzy lata liceum o profilu humanistycznym i pięć lat studiów polonistycznych niosło ze sobą mnóstwo pytań, nie tylko pojawiających się w mojej głowie, ale i tych z zewnątrz. Te drugie najczęściej brzmiały: „Ale co ty będziesz robić? Uczyć w szkole?” albo „Jesteś pewna, że znajdziesz pracę w zawodzie?”. Jakimś podstępem do tej głowy weszły i dawały o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach.

Minęło już trochę czasu, mam co robić, nie uczę w szkole (i nie zamierzałam!), znalazłam pracę w zawodzie. Zanim to się stało, znajdowałam się w stanie zawieszenia. Trwało to kilka miesięcy, w pewnej chwili zorientowałam się, że całkowicie zdominowało moje życie, bo nie potrafiłam gadać o niczym innym. Ale w końcu się udało.

Są rzeczy, o których chciałabym wiedzieć, gdybym mogła przenieść się wehikułem czasu w połowę poprzedniego roku. Są ludzie, których chciałabym poznać trochę wcześniej, i tacy, których wolałabym nie poznać wcale. Są też ludzie, z którymi chciałabym podzielić się lekcjami, które dostałam od życia. Wśród tych ludzi znajdujesz się Ty, a lekcje spisałam niżej w punktach.

Co zadziałało?

  • Sieć kontaktów, czyli informowanie najbliższych osób, że szuka się pracy. Być może znajomy znajomego zna kogoś, kto cię potrzebuje. Dzięki pomocy koleżanki w trakcie poszukiwań dostałam kilka fajnych zleceń (Marzena, dziękuję, kiedyś się odwdzięczę!).
  • Odzywanie się do ciekawych ludzi przez social media. To zdecydowanie najlepszy kanał do tego typu kontaktu – można dotrzeć bezpośrednio do właściwej osoby, podczas gdy maile często trafiają do bardziej ogólnej skrzynki i łatwo jest je przeoczyć. Komunikat taki jak DM na Instagramie trudniej zignorować, a jeśli ktoś naprawdę cię olewa, mimo że piszesz już któryś raz, nie trać na niego czasu.
  • Zapisywanie się do grup z ofertami pracy na Facebooku. To bardzo proste: wpisujesz nazwę swojego wymarzonego zawodu albo branży, dopisujesz słowo „praca”, wciskasz lupę i zapisujesz się do tej grupy, do której masz ochotę.
  • Porządne CV.Czytelne, krótkie, takie, do którego w każdej chwili można coś dopisać. To ostatnie jest dość ważne, bo przekonałam się, że uniwersalne curriculum vitae do każdej aplikacji to nie jest dobry pomysł. Warto je dopasowywać pod wymagania każdej z ofert pracy.
  • Targi pracy – mają swoje plusy i minusy. Do plusów zaliczam słodycze na niektórych stoiskach, a do minusów te darmowe gadżety z logiem firmy. I tak mamy tych badziewek za dużo. Targi nie są dla każdego, ale zawsze można coś z nich dla siebie wynieść (poza słodyczami). Ja na przykład wyniosłam ładne zdjęcia do CV, które wykonywał fotograf. Można tam spotkać ludzi pracujących w fajnych miejscach i wysłuchać ciekawych prelekcji.
  • Wysyłanie spersonalizowanych maili ze zgłoszeniem. „Szanowny Panie, w odpowiedzi na zamieszczone na portalu X ogłoszenie o pracy…” zmieniałam na kilka zdań o tym, czym się interesuję i zajmuję, jakie mam umiejętności i dlaczego chcę pracować akurat w tym miejscu.
  • Przygotowywanie się do rozmów kwalifikacyjnych. Nastawienie „idę na żywioł” nigdy mi nie pomogło. Pomógł za to ten artykuł.
  • Dobrze prowadzić listę miejsc, do których się aplikuje, żeby łatwiej się potem w tym połapać. Można to zrobić w formie tabelki, np. w Excelu albo Google Sheets. W mojej zapisywałam nazwę firmy, etap rekrutacji, do którego dotarłam, i ostateczną decyzję. Całkiem rozsądną opcją jest też zapisywanie ofert pracy w formie skrinów, bo lubią znikać po wygaśnięciu oferty.

Co było beznadziejne?

  • Brak odpowiedzi na maile mimo wielokrotnych prób kontaktu.
  • Obietnice odzewu po rozmowie kwalifikacyjnej i… brak odzewu.
  • Ludzie rozkładający ręce, że nic nie można poradzić na dwie sprawy wyżej, bo „taka to już w Polsce jest kultura”. Oczywiście, że można! Jesteśmy innym pokoleniem, możemy to zacząć zmieniać już teraz, a na pewno za kilka lat, gdy to my będziemy zatrudniać innych!

Co byłoby fajne?

  • Feedback po rozmowie kwalifikacyjnej. Wychodząc z niej, myślimy: „Uff, nie było aż tak źle!”, ale gdy przekraczamy próg domu zazwyczaj pojawia się to uczucie, że jednak coś było nie tak, tylko nie wiemy dokładnie co. Czekaj, chyba już wiem. Pewnie podałam za wysoką stawkę. A to czy tamto mogłam przemilczeć… Gdyby tylko można było dowiedzieć się, co było w porządku, co nie wyszło i zdecydowało o tym, że nie przyjęto nas do pracy. W końcu nie ma to jak nauka na błędach!

Czego nauczyło mnie poszukiwanie pracy?

  • Jeśli firma nie decyduje się na zatrudnienie mnie, to wcale nie oznacza, że jestem do niczego i nigdy nie znajdę pracy. Nauczyłam się nie traktować tego personalnie. Nie zawsze w grę wchodzi nasze doświadczenie czy umiejętności, ale też to, czy odnajdziemy się w tej pracy. Rekruterzy potrafią wyczuć takie rzeczy! Czasem lepiej oszczędzić sobie nerwów i w ogóle nie zaczynać, niż zacząć i zorientować się, że nie pasuje nam panująca w tym miejscu kultura.
  • Chwalenie się sobą i swoimi osiągnięciami to nic złego. Latami słyszymy, że skromność to podstawa. Przez to gdy nadchodzi rozmowa kwalifikacyjna, podczas której musimy się porządnie zareklamować, nie umiemy tego zrobić.
  • Poza poszukiwaniami warto po prostu… żyć. Jeśli ma się długo odkładane plany czy spotkania z kimś, kogo dawno się nie widziało – to może być dobry moment! Zamiast bezczynnie czekać, warto się rozwijać i łapać doświadczenie. Książki, webinary, warsztaty, kursy stacjonarne i internetowe – wiedza tylko czeka, żeby ją posiąść. A jeśli potrzebujesz własnych pieniędzy i chcesz się uniezależnić finansowo, praca tymczasowa to naprawdę dobry pomysł.
  • W tym czasie nie wolno zapominać o swoim zdrowiu – być może jesteś w stanie na przykład zrobić pakiet profilaktycznych badań. Gdy ma się więcej czasu, można też zacząć zdrowo gotować, zamiast kupować gotowe jedzenie do odgrzania albo stołować się na mieście. Przetestowałam to na własnej skórze, żołądku i portfelu, bardzo polecam!
  • Szukanie pracy, ciągły stres i rozmowy kwalifikacyjne potrafią wyczerpać psychicznie. Kiedy sytuacja nas przerasta, można pójść do psychologa lub psychiatry – to żaden wstyd! A jeśli ktoś uważa inaczej, to niech lepiej przestanie. Tak, to groźba.

Autorka tekstu: Basia Polakowska – z wykształcenia polonistka, redaktorka i korektorka, z zawodu copywriterka, Mieszka na warszawskiej Pradze. Instagram: @barbarapolakowska
Portfolio: barbarapolakowska.tumblr.com

Autorka ilustracji: Ewelina Brudnicka – Kiedy nie chowa się za kulisami teatru – rysuje. Kiedy nie rysuje, nałogowo ogląda szkicowniki innych. Można ją spotkać tu: @starless2

Facebook