„WYBÓR brzmi odlegle. Abstrakcyjnie. Nie czuję się osobą decydującą o swoim życiu. Czuję się raczej, jakbym siedziała na kasie w 24-godzinnym – produkty podjeżdżają na taśmie, a ja muszę przenieść z prawej na lewą każdy z nich. I wszystkie skasować.”

Tak właśnie powiedziałam mojemu bffe. Często tak postrzegam dni i tygodnie. A w końcu lata. Przepuszczam swój obraz przez filtr kasjerki.

Chodziłam do szkoły, w której znikałam, bo chęć była „silną” nie pozwalała mi zmienić miejsca. Pielęgnowałam najbardziej bolesne relacje, żeby nigdy nikogo nie zostawić. Uśmiechałam się codziennie, do każdego, kiedy mój środek zamieniał się w kałużę łez. Unikałam mężczyzn, bo nie ufałam, że patrzą inaczej niż tylko erotycznie, a nie chciałam, żeby tak patrzyli, bo nosiłam w sobie przekonanie o absolutnym braku wartości mojej seksualności. Chowałam się w domu. Zastawiałam książkami. Topiłam w ubraniach i bezsilności.

Gromadziłam przekonania, że „tak trzeba” latami. Niektóre emigrowały z mojej głowy, inne mają się dobrze.

Ostatnio bywa lepiej. Odstawiam projekcje klisz z przeszłości, zaczynam nowe historie. Więcej odważnych wyborów, mniej wzruszeń ramionami na samą siebie.


Autorka tekstu i zdjęć: Karola Kosecka (20) – gdyby była owocem, byłaby mandarynką; gdyby była częścią ciała, byłaby kolanem; gdyby zapachem – przesłodzonym. Lubi coś zmieniać. Nie lubi odległości. Instagram, Facebook.

Facebook