Ocean Spokojny. Atlantycki czy Indyjski. Ocean Arktyczny. Południowy. W każdym
z nich znajdziemy wieloryby. W tej historii udamy się na wody najgłębszego
i największego z nich – Pacyfiku.
***
Po co ja to tak właściwie robię? Przecież mógłbym teraz pływać wśród innych wielorybów…
A no tak, robię to, żeby przekazać innym wiedzę natury. Niby o niej pamiętają, ale czy na pewno? Moja motywacja jest zakorzeniona gdzieś daleko, jeszcze na lądzie. By wszystkie drzewa oraz historie, które się za nimi kryją mogły przetrwać. By mój, jak i wielu innych morskich zwierząt, świat został odkryty. Ludzie latają w kosmos, by eksplorować kolejne galaktyki, a nie znają świata, który pokrywa 70 procent ich planety!
Chcę Wam przypomnieć o prostych zwyczajach, które mają większą moc niż myślicie, trzeba tylko zaufać. Chciałbym wam opowiedzieć o ociepleniu klimatycznym, ale i o relacjach: i o tych z innymi i tych z samym sobą. Przesłaniem tym chciałbym dotrzeć do młodych, którzy swoim nastawieniem mogą wiele zmienić, ale i do starszych – bo to właśnie oni mają moc przekonywania. A kto mnie posłucha? Tego już nie przewidzę.
Babcia mówi, że ocieplenie zachodzi zarówno naturalnie, jak i przez was. Dotyczy nas wszystkich, nie unikniemy tego. I ja, kaszalot z rodziny, która pamięta wiele, mówię wam: dopóki się kłócicie nic nie zdziałacie. Jest bardzo wielu aktywistów, działań powstrzymujących ocieplenie klimatyczne. Te inicjatywy mają być nie tylko dla nas, ale i dla was. Do opanowania zmian zachodzących w klimacie wystarczą małe gesty, jak wyłączanie zbędnego światła, dbanie o wodę czy świadome segregowanie odpadów.
A relacje? My kaszaloty pływamy rodzinami, a nawet czasem po kilka rodów. Jesteśmy ze sobą zżyci, tak bardzo, jak ludzkie rodziny. Potrzebujemy siebie nawzajem, by przetrwać. Ludzie też, choć w moim odczuciu nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.

Z naszymi bliskimi porozumiewamy się swoim językiem, jako małe wieloryby uczymy się go tak samo, jak ludzie słów. Nasze wielorybie pieśni pozwalają nam uciec przed niebezpieczeństwem, w końcu jak sami mówicie „słowa mają moc”. Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, ale często łatwiej jest nam coś osiągnąć z drugą osobą. Jej wsparciem, pomysłami. Relacje są ważne. Bez nich, bez komunikacji byśmy nie przetrwali. Kontakty z innymi dają nam szczęście, jak i smutek, motywują do działania, otwierają nowe nurty. Powinniśmy je pielęgnować, tylko jak?
Myślę, że ważna jest równowaga, zwłaszcza u was. By słuchać drugiej osoby, ale też dodawać coś od siebie. I czasami pogadać bardziej poważnie, ale i się powygłupiać. Słuchać swoich potrzeb i drugiej osoby. Relacja nie musi być jedna, jedyna, najgłębsza. Możemy mieć po prostu relację koleżeńską – pośmiać się i odreagować stres.
Możemy chcieć wchodzić w głębszą relację, ale nie musimy. Nie musimy się kochać, ważne jest byśmy się szanowali.
Słuchali słów, tworzyli swoje. Przeplatali je, lepili razem nowe. Składali w całość, dolewali emocje, cząstkę nas. Zdania, składnie, sylaby… My tego tak nie komplikujemy, choć gdyby moja Mama miała o tym opowiedzieć pewnie wydawałoby się wam to zawiłe. Ja lubię układać piosenki. Dobieranie rytmu, nucenie i ich wartość uskrzydlają mnie. Jak ja to mogę powiedzieć po wielorybiemu…? O, może „trzymają mnie na powierzchni”? Piosenkę zanucę Wam na koniec.
Na Ziemi jest bardzo dużo hałasu i nawet jeśli on nie przeszkadza nam tak, jak Wam, to wasze, jak i nasze umysły się męczą.
Dobrze jest więc czasami odpocząć w ciszy, samemu. Z dala od zgiełku, przypływu
i odpływu wiadomości. Często wpadamy wtedy na rzeczy, które w innym czasie mogłyby się w nas nie pojawić, mają one w sobie coś niezwykłego. Łapiemy kontakt z samym sobą, a potrzebujemy go. My. Warto znać siebie, wiedzieć, co nam pomaga a co przeszkadza. Znaleźć swoje pasje, coś lub kogoś, kto może dać nam ukojenie.
***
Eh… Czas dla siebie, ja mam go już po dziurki w nosie. Stoję na statku, sama. Inni mają coś do roboty, a ja zostaję jak niepasująca część układanki. Tej układanki. Ale czy znajdę taką, do której pasuję?
Czemu jest to takie trudne? Chciałabym móc popływać w Oceanie, tak jak ten Kaszalot, którego obserwuję. Zrzucić z siebie kamień obowiązków i dołków, zrzucić ubrania i zanurkować głęboko, tam, gdzie dźwięk dociera o wiele szybciej, gdzie liczy się coś więcej.
Co ciekawe, gdy byłam mała straszliwie bałam się wody, perspektywy utonięcia. Przerażały mnie też mity o morskich stworzeniach, ciarki przechodziły mnie na sam widok zdjęcia kaszalota. Do czasu, gdy problem z zanieczyszczeniami wód zaczął się nasilać. Zainteresowałam się wodą, choć dalej się jej bałam. Uczyłam się pływać, odkrywałam basenowy świat w gumowym czepku i koloryzujących okularkach.
Dotąd pielęgnuję pływanie, choć jedno się nie zmieniło nie popłynę tam, gdzie jest głęboko. Zaciekawiły mnie podwodne zwierzęta, ten różnorodny świat. To, ile o nim jeszcze nie wiemy. Wtedy właśnie nawiedziła mnie iskierka, mała myśl. A co, gdybym to ja odkrywała te nieznane rejony naszej planety?. Nie dawała mi ona spokoju, wierciła się niespokojnie, podsuwała argumenty „za”. Aż w końcu zaakceptowałam ją. I wtedy iskierka powoli zaczęła się tlić, rozpalać we mnie coraz więcej nadziei i pasji. Gdy poszłam do biblioteki, by poczytać więcej o zawodach z tym związanych, uczyłam się o Oceanie, z ciekawością szukałam informacji. Nim się obejrzałam zdawałam egzaminy. Wtedy też podekscytowana obwieściłam znajomym, że dostałam się na oceanografię. I teraz, podczas pierwszego dnia pracy. W takich chwilach jak ta, iskierka staje się coraz większa, przekształca się w palenisko. Wracam do niej w mojej samotności. Obserwując Kaszalota, a no tak! Powinnam robić o nim notatki, ale czy to coś pomoże? Może lepiej zostawić go w spokoju, bez wiedzy wścibskich ludzi. Może lepiej napisać zmyślone sprawozdanie? Opisać wieloryby jako nic nie dające nam stworzenia? Szef szybko zrezygnowałby z tego projektu, przerzuciliśmy się na delfiny. Ludzie widzą w nich tłuszcz do produkcji lamp, krwiożercze stwory. Jak ja mam to zmienić?
Jak przekonać osiem miliardów ludzi, że warto być eko? Zmienić perspektywę, która jest w nas zakotwiczona od setek lat, to jest misja. Ale ja lubię wyzwania, nawet jeśli oni nic z tego nie wyniosą, to ta wiedza zostanie ze mną.
Może jednak lubię samotność…?
***
Samotność czasami jest dobra, ale już mnie przytłacza. Muszę wracać do swojej grupy, już czas.
Chciałbym, żebyście z tego wynieśli przynajmniej jedną rzecz – bądźmy sobą. Kaszalotem, który lubi śpiewać, dziewczyną, która boi się głębokich wód. Dbajmy
o siebie.
W każdym razie chciałbym Wam coś zanucić na koniec.
Mmm…
„Zaufaj swojemu sercu, kto jak nie Ty.
Podążaj za tym, co daje Ci nadzieję, wiruj, przeskakuj, improwizuj.
Nie graj żadnej roli, inni polubią Cię, gdy będziesz sobą.”
Tekst: Isia, 13 lat
Ilustracje: Maria Michalska, studentka grafiki na krakowskiej ASP. Portfolio: Behance, Instagram.
Korekta: Angelika Wojciechowska

