Prawie 100 (!) lat temu, Boy – Żeleński zwracał w swoich felietonach uwagę, na absurdalne już wówczas prawo, zakazujące usuwania ciąży. 100 lat temu – kiedy kobiety dopiero co otrzymały prawa wyborcze, a stan medycyny był nieporównywalny do dzisiejszego.

Już wtedy przywoływał argumenty, które i my – w XXI wieku- wciąż przywołujemy: podziemie aborcyjne, które jest nie do skontrolowania; prawo, które nie chroni, nie pomaga samotnym matkom; dalej prawo, które w kwestii alimentów… pozostawia wiele do życzenia, czy też fakt, że zakaz aborcji uderza przede wszystkim w kobiety biedne. Wszystkie te argumenty znajdziemy i w „Piekle kobiet” z 1929 i na stronach internetowych z 2020. Na stronach internetowych, o których Boy – Żeleński nawet nie śnił.

Jednak nie to, że dalej musimy o tym mówić wkurza najbardziej. Nie to, że tak jak w XX wieku, prawo piszą mężczyźni (prawie 3/4 posłów na Sejm RP to mężczyźni). Wkurza to, że jesteśmy w środku Europy, która walczy z epidemią, że gospodarka jedną nogą przekroczyła próg kryzysu, że dzieci nie chodzą do szkół, a rodzice pracują z domu albo w magazynach Amazona, gdzie łamane są zalecenia dotyczące higieny, czy w supermarketach, działających 24 godziny na dobę. Wkurza, że ludzie tracą pracę z dnia na dzień, bo pracują na śmieciówkach, że szpitale nie mają podstawowych środków ochrony, że nie możemy wejść do parku, ani przebiec się po plaży, iść na basen, siłownię, ani wypić latte na mleku sojowym. Siedzimy w domach i zazdrościmy tym, którzy nie mieszkają w wynajętych mieszkaniach w blokach, tylko w domach z ogrodem, jednocześnie się ciesząc, że nie jesteśmy pracownikami firmy kurierskiej. Robimy zakupy sąsiadom, organizujemy życie przedszkolakowi, którego rozsadza energia, a po ulicy chodzimy w maseczkach, które sami sobie uszyliśmy. Jesteśmy wyczerpani, po prawie miesiącu siedzenia w domu. Nie oszukujmy się – jest słabo. Ale w tym wszystkim, w całej beznadziei pojawia się grupa, nad którą widać wesołe promyki wiosennego słońca – organizacje antyaborcyjne. Bo zaraz po Świętach, w środku epidemii, kiedy – powtarzam – ludzie z dnia na dzień tracą środki do życia, Sejm zajmie się ustawą antyaborcyjną. I dochodzi nowe wkurzenie! Nie możemy nawet wyjść na ulicę i zaprotestować, bo musiałybyśmy stać w dwumetrowych odstępach, a i tak pewnie dostałybyśmy mandaty. I to wkurza najbardziej na świecie.

Drogie córki, wnuczki i prawnuczki, chciałabym napisać, że mam nadzieję, że będziecie żyły w innym świecie, innym kraju, że nie będziecie musiały walczyć o takie rzeczy. Chciałabym obiecać, że zrobimy to za Was, że nie staniecie nigdy przed takimi wyzwaniami jak my, ale szczerze – nie mogę. Nie mogę, bo w sumienie posłów i posłanek nie wierzę, i co raz mniej zaczynam wierzyć w to, że zdjęcie na Facebooku ze środkowym palcem do tych sumień przemówią. A chciałabym. I nasze babcie pewnie też chciały.

Torturowana przez prawo i etykę obecną kobieta nie może się pocieszać tym, że następne pokolenie z tych kajdan się uwolni. Należy przeto donośnym głosem wołać o sprawiedliwość dla kobiety dzisiejszej.

Tadeusz Boy – Żeleński

autorka tekstu: Sara Sitko – studentka trzeciego roku politologii, feministka, fanka twórczości Houellebecqua i Fridy Kahlo. Zainteresowana historią i literaturą XX wieku. Od szkoły średniej zaangażowana w życie społeczne i inicjatywy dziennikarskie.
Instagram: sarasitko_