Niebieski plusz na siedzeniach w autokarze był usiany czerwonymi i żółtymi geometrycznymi wzorami z lat 80. Przez przydymione warszawskimi spalinami okna mało było widać. Patrząc pod światło, można było zobaczyć, że szyby są brudne od opierania na nich głów z przetłuszczonymi włosami. Po krótkiej trasie wysypywaliśmy się na dziedziniec, szliśmy całą grupą, w torbach niosąc ubrania na zmianę, rozmawiając głośno, zerkając na siebie.

Szatnia była dołączona do dzielnicowego kompleksu sportowego. Składał się z trawiastego boiska zewnętrznego, pomarańczowej, zniszczonej i popękanej bieżni i dużej hali, w której pachniało drewnem i plastikiem. Boisko przylegało do kościoła, a jedyną ochroną ogrodu przed zagubionymi piłkami, była cienka siatka, rozpięta na wysokich słupach.

Do hali wchodziło się wąskim korytarzem obłożonym boazerią. Ponad naszymi głowami w oszklonych szafkach kurzyły się piłkarskie trofea i wydrukowane na tanim papierze drużynowe zdjęcia. Powietrze było zawsze gęste od kurzu i specyficznego zapachu, który wydzielają chłodziarki do automatów z napojami i przekąskami. Korytarz był na tyle ciasny, że czasami można było zbliżyć się do jakiegoś chłopaka i poczuć jego zapach. Oddychałam nim jak powietrzem. Najczęściej była to mieszanka mocnych, świeżych dezodorantów, ciepła wydzielanego przez ciało i potu. Jeśli był to któryś z popularnych gimnazjalistów, można było wyczuć papierosy, maskowane miętową gumą do żucia. Zdarzało mi się godzinami czekać na taki moment. Na krótką sekundę, w której w mroku korytarza zbliżałam się do jakiegoś chłopaka i czułam przez chwilę jak pachnie. Usiłowałam zapamiętać te zapachy jak jakiś wiersz, czy wyliczankę, żeby móc powtórzyć je w domu, ale nigdy mi się to nie udało. Niesamowicie irytowało mnie, jak nauczyciele nas nie pospieszali i nie było okazji na nikogo wpaść. Czułam się odarta z możliwości, która była tak paląca, możliwości, która mieszkała gdzieś w dole mojego brzucha i kazała mi być czujną, naprężoną i gotową w obecności chłopców.

Na lewo od korytarza wchodziło się do małej, beżowej przebieralni. Wszystkie ściany były pokryte tanią sosnową boazerią, a torby można było powiesić na małych hakach. Nie było przydzielonych miejsc, ale szkolna hierarchia przydzielała je dużo skuteczniej niż jakiekolwiek plakietki. Na zajęcia wf-u chodziły z nami o rok starsze dziewczyny. Żywiłyśmy wobec nich strach, połączony z fascynacją. One miały swój kąt w pomieszczeniu, a naszym celem było ustawić się na tyle daleko, żeby dały nam spokój, a na tyle blisko, żeby słyszeć, o czym rozmawiają.

Tego dnia Agnieszka szybko zdjęła bluzkę. Czułam jak moje oczy fiksują się na jej staniku i piersiach. Była już zupełnie dojrzała, nosiła fluorescencyjną, usztywnianą bieliznę, pod pachami miała włosy, które goliła.

Najbardziej lubiłam jak odrastały, patrzyłam na krótkie, ciemne, ostre włoski i zastanawiałam się, jakie są w dotyku. Twardsze czy delikatniejsze niż moje?

Rzadko mogłam ich dotknąć, bo od razu jak zaczęły rosnąć, to je goliłam. Kochałam tę czynność, czułam jakbym przygotowywała się na coś ważnego, jakby moje ciało miało być egzaminowane i dotykane. Najbardziej fascynowały mnie moje włosy łonowe. Lubiłam, jak były na tyle długie, że mogłam je złapać i lekko pociągnąć za wzgórek. Jednak moje nastawienie szybko się zmieniło z powodu dziewczyn z drugiej gimnazjum. One wypowiadały się o włosach jakby były czymś obrzydliwym, zupełnie niepożądanym.

Potem Klaudia zmieniała spodnie i zobaczyłam jak daleko sięgają czarne, sztywne, zgolone włoski na wewnętrznej stronie jej uda. Delikatna skóra była podrażniona i lekko ciemniejsza, tam gdzie miała włosy. Ogarnęła mnie ulga, że moje owłosienie nie jest tak obfite. Wychodziło poza linię majtek, ale nie tak szerokim łukiem. Klaudia była obiektem mojej zazdrości. Miała prostą, niemal wulgarną urodę. Przypominała kobiety, które widywałam na okładkach pogniecionych porno gazet na dworcu śródmieście. Blond włosy spinała w kucyk, a jej pośladki były pełne, zawsze opięte przez obcisłe dresy lub jeansy. Najbardziej wyrazistą częścią jej wyglądu były usta. Wypowiadały słowa z pewną nonszalancją, która wynikała z mieszanki wysokiego mniemania o sobie z głupotą. Często używała do nich błyszczyka, który sprawiał, że wyglądały na zawsze wilgotne, gotowe, żeby je oblizać.

Te usta były, w przeciwieństwie do moich, oblizywane. I to przez chłopców. W tamtym momencie oddałabym wszystko, żeby się z nią zamienić. Analizowałam każde jej słowo i ruch, żeby zrozumieć, czym ona im tak imponuje. Czemu oni chcą jej dotykać i całować.

Zawsze dużo większą wagę przywiązywałam do obnażonych ud. Nieopalone, często owłosione, ukazywały mi się jako coś intymnego. Nie można było ich modelować stanikami z push-upem ani ozdobić, jak pośladki, koronkowymi majtkami.

Niektóre, zwłaszcza grubsze nastolatki miały początki cellulitu. Chciałam go dotknąć, poczuć miękkość tych nóg, płynność kształtów. Kiedy te uda były wciskane w cienkie czarne legginsy, linia majtek była bardzo widoczna. Uwielbiałam wyobrażać sobie nacisk tych majtek na pośladki, linie szwów wbijających się w miękki tłuszcz. Moje nogi zawsze były szorstkie i muskularne, wydawały mi się niemal męskie.

Zawsze bałam się, że po moim spojrzeniu widać jak bardzo chłonę te widoki. Jak czekam na te krótkie chwile w przebieralni i ile razy odtwarzam je sobie w pamięci. Bałam się, że jakieś o milisekundę zbyt długie spojrzenie zdradzi mój sekret. Zdradzi, że ta chowana, pobieżna intymność jest esencją moich dni.


Autorka tekstu: Zula – pracuje w branży filmowej i przy spektaklach teatralnych. Kończy warszawskie ASP i od lat interesuje się tematyką seksualności i kobiecości. Na tym opiera się jej twórczość, którą najłatwiej osadzić w nurcie „trash”. W alternatywnym życiu byłaby manikiurzystką

Autorka ilustracji: Angelika Ciach – skończyła licencjat z Mediacji Sztuki na Wrocławskim ASP. Pisze i rysuje o presji, jaką wywiera na nas społeczeństwo i system kapitalistyczny, a także jak za pomocą tworzenia można sobie z nią radzić. Tworzy wszystko, co przyjdzie jej do głowy, najlepiej od podstaw. Dla relaksu słucha dźwięków morza i robi jogę. 
Instagram: @an_ciach
www: @anciach
Behance: @angelika ciach

Facebook