Kwadratowy polaroid, osiem na osiem centymetrów. Na białej ramce podpis, data. 29 III 2022. Od lewej do prawej: jego sweter w pasy, głowa przechylona w twoją stronę, białe zęby odsłonięte w szerokim uśmiechu; twoje ręce obejmujące jego szyję, przymknięte oczy; czarne tło dawnego dworca, który właściciel przerobił na industrialny bar.

Za oknem migające światło. Majowe słońce odbija się od białych ścian. Przyglądasz się dłoni trzymającej odbitkę. Na papierze zostawiasz odcisk wilgotnego od potu palca. Z zewnątrz dobiega hałas przejeżdżających aut.

Cięcie. Wstajesz i chowasz fotografię do albumu. Podnosisz wzrok. Przed tobą wąski przedpokój. Po jednej stronie duże lustro, po drugiej zegar. Osiemnasta.

Słyszysz jego kroki, a potem odgłos klucza w zamku. Wchodzi, zdejmuje buty i ustawia je obok twoich. Nieruchomiejesz. Rzuca ci przelotne spojrzenie, a ty uśmiechasz się najszerzej jak potrafisz. Stoi metr od ciebie. Podnosisz ręce, jakbyś chciała go objąć. Po chwili rezygnujesz.

– Co tak śmierdzi?

Milczysz. Spuszczasz wzrok na jego stopy. Ma skarpetki nie do pary.

– Jest coś na obiad?

– Będzie.

– Jeszcze niczego nie zrobiłaś?

– Nie zdążyłam.

– Świetnie.

Wypuszczasz cicho powietrze, tak, żeby cię nie usłyszał. Wracasz do obierania fasolki szparagowej. Stoisz przygarbiona przy blacie. Mechanicznie odkrajasz ogonki i odsuwasz je nożem na prawą stronę deski. Ciszę w kuchni przerywa gwiżdżący czajnik. Zaparzasz herbatę i podajesz kubek mężczyźnie. Siedzi na kanapie, ze wzrokiem wpatrzonym w ekran. Słyszysz swój cichy głos:

– Widziałeś te wiersze, które mi opublikowali?

– Co?

– Nic ważnego.

Zakłada słuchawki.

Woda w garnku zaczyna kipieć. Głośno skwierczy, kiedy wylewa się na płytę. On marszczy brwi. Sapie. Słyszysz jego oddech. Wstaje i ociężałym krokiem podchodzi w twoją stronę; odsuwa cię łokciem od kuchenki.

– Przepraszam, ja to posprzątam.

– Przecież tej spalenizny już się nie domyje.

Zamykasz oczy i odchylasz głowę. Płuczesz dłonie w zimnej wodzie i przykładasz sobie do skroni. Wyciągasz z szuflady sztućce i nakładasz jedzenie. Wołasz go do stołu, ale nie reaguje. Czekasz w ciszy. Wołasz go jeszcze raz. Zaczynasz jeść. Łyżka z brzdękiem dotyka krawędzi miski.

– Kurwa, nie możesz być ciszej?

Cięcie. Stoisz w łazience; dłonie opierasz na umywalce. Przyglądasz się sobie w lustrze. Masz gęsią skórkę. Rozbierasz się i wchodzisz pod prysznic. Puszczasz wrzątek. Słyszysz tylko szum wody. Od wysokiej temperatury robią ci się czerwone plamy na udach. Włosy, wcześniej sztywno spięte, teraz zwisają, mokre i skołtunione. Kiedy wychodzisz z kabiny, kapie z nich na podłogę. Zakładasz sweter zbyt gruby jak na tę porę roku. Wilgotne ciało dotyka szorstkiej wełny. Myślisz o odłożonej do pudełka fotografii.

Cięcie. Zaglądasz do salonu, żeby sprawdzić, co u niego. Siedzi na kanapie. Pod nosem życzysz mu dobrego wieczoru. Wąskim korytarzem idziesz do sypialni. Zdejmujesz narzutę i odkładasz ją na podłogę. Sufit jest biały i pusty. Leżysz zwinięta jak płód. Za oknem pada deszcz, rzęsiste krople uderzają o szybę. Opuszczasz rolety.

Przychodzi po kilku godzinach. Kładzie się na drugim brzegu łóżka, odwrócony plecami. Przysuwasz się. Zakrywasz usta dłońmi, żeby nie usłyszał jak szlochasz. Dociera do ciebie jego głos:

– Jest już ciepło, kochanie. Od jutra możemy spać pod jedną kołdrą.


Tekst: Aleksandra Szymkowiak (ur. 2002) – studentka psychologii, badaczka i początkująca pisarka. Publikowała na stronie Miesięcznika Odra. Mieszka na wrocławskich Krzykach.

Ilustracje: Karolina Graczyk – graficzka, zbieraczka. Jej prace można znaleźć na Instagramie @‌something.weird.collage.