„Candy Cigarette” to pierwsza fotografia Sally Mann, którą zobaczyłam. Odkryłam ją jeszcze jako nastolatka w gimnazjum, kiedy inspirowałam się znanymi fotografiami słynnych artystów, by hobbystycznie sama robić równie dobre zdjęcia. Teraz zastanawiam się, co tak mocno przykuło moją uwagę, że „Candy Cigarette” towarzyszyło mi w myślach przez kolejne lata. Gdzieś z tyłu głowy wciąż miałam Sally Mann i jej dzieła, gdy myślałam o fotografii, która jest moją małą pasją.

Być może, jakkolwiek to brzmi, powodem była uderzająca rzeczywistość tego zdjęcia. Pomimo przyjętej pozy, modelka, jak i cała sytuacja na fotografii sprawia wrażenie na wskroś prawdziwej. Jest coś mocnego, przeszywającego w spojrzeniu Jessie, zaś sama jej postać wydaje się trochę niedostępna i mimo całej zaprezentowanej pewności siebie, nieco zagubiona. Z pewnością to właśnie ona najbardziej przykuwa wzrok odbiorcy.

Małe życie

Sally Mann jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych artystek – fotografek XX wieku. Jej prace wzbudzają wiele kontrowersji, skłaniają do pytań i refleksji nad tym, kim właściwie jest sama Mann – fotografką? A może fetyszystką, gorszycielką? To pytanie zadaje sobie wielu krytyków sztuki.

Artystka pochodząca z niewielkiej miejscowości Lexington w stanie Virginia rzadko opuszcza miejsce swojego zamieszkania. Wraz z mężem i dziś już dorosłymi, znanymi z fotografii dziećmi: Jessie, Emmettem i Virginią, są bardzo przywiązani do swojej ziemi. To właśnie na ich farmie powstały najbardziej znane, kontrowersyjne zdjęcia, które Sally robiła swoim dzieciom.

Album, o którym zrobiło się naprawdę głośno w 1992 roku nosi tytuł „Immediate Family” („Najbliższa rodzina”). To właśnie w nim znalazły się, dla jednych niesamowicie piękne i wartościowe, dla innych gorszące i zahaczające wręcz o pedofilię zdjęcia Jessie, Emmetta i Virginii. Dzieci pozowały na nich często nago lub w dość nietypowych sytuacjach. Są wśród nich zdjęcia przedstawiające Virginię przywiązaną do drzewa, czy krocze Emmeta, na które spływa topniejący lód. Wiele z fotografii nie było pozowanych. Mann złapała każdy ważny moment w życiu swojej rodziny, codzienne sytuacje, a także mniejsze i większe wypadki dzieci, chorobę swojego męża, czy rozkładające się szczątki ukochanego psa. W odpowiedzi na głosy krytyki wobec nagości i zarzuty dziecięcej pornografii, artystka odpowiadała, że uchwyciła po prostu naturalność, zabawę dzieci w ogrodzie w letnie popołudnia, kiedy biegały nago. Tłumaczyła też, że poprzez swoje prace chciała ukazać życie takim, jakie jest – przemijające, ulotne, nie zawsze bajecznie kolorowe i proste. Przede wszystkim broniła się jednak tym, że nie robiła nic bez zgody dzieci. Mimo wielu zastrzeżeń etycznych i moralnych, to właśnie „Immediate Family” przyniósł Mann rozgłos i sławę.

W swojej pracy autorka używa już od lat 70. XIX – wiecznego aparatu i starej techniki, która wymaga od modela nie lada wysiłku, bo musi on wytrzymać w ustalonej przez artystkę pozycji dobrych kilka minut. Wymaga to znacznie więcej poświęcenia i uwagi niż fotografia cyfrowa.

Fotografia Mann ma w sobie coś przyciągającego, magicznego. Sprawia, że przyglądając się jej pracom, odlatuję myślami gdzieś w sielskie krajobrazy, które zwykle są tłem dla portretów i ujęć jej najbliższych. Większość z nich utrzymana jest w sepii oraz czerni i bieli. To tylko podkreśla sielski klimat życia na prowincji. I choć niektóre prace mnie niepokoją, coś sprawia, że lubię do nich wracać i często to robię. Poruszają mnie. Fotografie Mann są trochę jak książka, czy dobry film biograficzny – wszystkie utrzymane w podobnej konwencji, ukazujące najintymniejsze szczegóły z życia rodzinnego i prywatnego. Są prawdziwe, chce się wierzyć w ich rzeczywistość i naturalność.

Papieros, czy guma do żucia? Przełamana niewinność

Fotografia „Candy Cigarette” powstała w 1989 roku i jest najbardziej rozpoznawalną pracą artystki, a także jedną z ikon fotografii XX wieku. Na planie głównym znajduje się najstarsza córka Sally Mann – Jessie. Ubrana w letnią białą sukienkę, eksponując szczupłe ciało, przyjmuje pozę dorosłej kobiety. W ręku trzyma papierosa – jak możemy dowiedzieć się z opisów fotografii – jest to cukierek, popularna w latach 90. sklepowa guma do żucia, wycofana później zresztą ze sprzedaży ze względu rzekomego zachęcania dzieci do palenia tytoniu. Modelka trzyma go z niebywałą nonszalancją, w jej wzroku zaś możemy odczytać wyraz buntu. Wyraz jej twarzy jest poważny, mina wręcz obojętna. A może zawzięta? Każdy może zinterpretować to inaczej. Na drugim planie odwrócona Virginia, w tle niewyraźna postać Emmetta stojącego na szczudłach. Rodzeństwo stoi tyłem do kadru, patrzy w odwrotną stronę – są jak gdyby poza całą sytuacją. To właśnie Jessie jest najbardziej obecną postacią na fotografii.

Postać z kadru Mann można odnieść do figury nimfetki, dobrze znanej z obszaru sztuki, kultury i mitów. Nimfetki – młode dziewczyny, które dopiero odkrywają swoją seksualność, a ich ciało wkracza w okres dojrzewania, stają się kobietami. Często postrzegają siebie same jako te, które przyciągają wzrok, dobrze zdając sobie z tego sprawę. Kondycja dziewczyny – nimfetki, według badaczy polega na przyciąganiu wzroku, spojrzeń, zaś ona sama postrzega siebie jako „oglądaną”. Ciężko jest zaprzeczyć wrażeniu emanującego z fotografii wręcz erotyzmu, pewności siebie i wspomnianego celu – przyciągania wzroku. Córka Mann mogłaby być dobrym wzorem wyobrażenia dla literackiej „Lolity” Nabokova.

Prace Sally Mann to spotkanie z pięknem intymnym i kruchym. Ciało Jessie na zdjęciu „Candy Cigarette” to ciało wciąż jeszcze dziecięco niewinne, a już przyłapane na przekroczeniu pewnych granic pomiędzy dzieciństwem a dojrzałością. Mimo podzielonych zdań na temat sztuki Mann, jej prace wciąż są jednymi z najsłynniejszych i najbardziej rozpoznawalnych w dziedzinie fotografii, a „Candy Cigarette” kojarzy chyba każdy.

Kontrowersje? Wystarczy.

Czy Mann naruszyła pewne tabu? Na pewno złamała powszechną konwencję postaci niewinnej dziewczynki. Wobec dyskusji wokół prac Sally Mann, a także dyskusji o samej wolności ekspresji w sztuce, moje zdanie jest jednoznaczne. Uważam, że świętym przywilejem każdego artysty jest właśnie jego poczucie wolności. Mann uchwciła tę wolność w sposób niesamowicie realny i wiarygodny.

Nawiązując do niedawnych wydarzeń, usunięcia z Muzeum Narodowego w Warszawie słynnych prac Natalii LL i Katarzyny Kozyry – z przykrością stwierdzam, że żyjemy w świecie wytyczania granic niekoniecznie tam, gdzie zawsze są one potrzebne, w świecie często ograniczającym wspomnianą wolność. Temu mówię głośne: Dość!


Autorka tekstu – Magda Włodarczyk (27) – absolwentka kulturoznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dumna mama rozbrykanej trzylatki. Lubi pisać i odkrywać nowe miejsca.
Instagram: @maszaniekasza

Autorka ilustracji: Magdalena Sobolska (27) – artystka wizualna, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej, specjalizacji Kultura Wizualna. Chce wyrosnąć na reżyserkę-innowatorkę. Instagram to jej ulubione social media (@magdalenasobolska).

Facebook