„Psychologia to nijaki kierunek dla osób bez pomysłu”.„Lepiej idź na studia techniczne”. Tak brzmią komentarze ludzi, którym mówię, że rozważam pójście na studia psychologiczne. Często powtarzająca się opinia, że to nijakie, zbyt popularne studia dla byle kogo, ze słabymi możliwościami zatrudnienia i niską płacą, nie jest do końca prawdziwa, ale też nie do końca fałszywa. 

Niestety w Polsce nadal uważa się, że wcale nie potrzeba „aż tylu” psychologów, że nie jest to zbyt przyszłościowy zawód. Statystyki mówią jednak co innego, a szczególnie niepokojąca jest sytuacja dotycząca psychologii dziecięcej: aktualnie na jednego specjalistę przypada około 1,7 tysiąca uczniów. Co więcej, nawet jeśli szkoła ma na tyle szczęścia, by udało jej się zatrudnić psychologa, a nie pedagoga, to zazwyczaj uczniowie albo nie wiedzą o jego istnieniu albo nie wiedzą, jak do tego podejść. 

W liceum zetknęłam się z – jak dla mnie – ewenementem, gdy pan psycholog przyszedł i rozdał nam kwestionariusze, które miały średnio określić nasz stan zdrowia psychicznego, a gdy je przeanalizował, skontaktował się prywatnie i dyskretnie z osobami, których wyniki go zaniepokoiły. 

Dlaczego takie podejście jest nietypowe?  Gdy nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze i tak jest w tym przypadku. Psychologowie opłacani przez państwo zarabiają tyle co przeciętny nauczyciel, czyli około 3 tysięcy brutto. Dla porównania, w korporacjach lub prowadząc własną działalność psycholog jest w stanie zarobić nawet do 7 tysięcy brutto (oczywiście miesięcznie). Praca w szkole nie zachęca więc doświadczonych i cenionych specjalistów. Co więcej, niewielu z zatrudnionych pracuje na cały etat, co oznacza, że większość z nich  spędza w szkole zaledwie kilka godzin, a oczywistym jest, że w przypadku dziecka młodszego terapia powinna być dwuczęściowa: praca z dzieckiem oraz z rodzicami. 

Biorąc pod uwagę fakt, że średnio dwie osoby na 28 osobową klasę szkoły ponadgimnazjalnej mają za sobą próbę samobójczą, prosta matematyka podpowiada – na pół etatu nie da się pomóc. To prawda, że z tak poważnymi problemami jak myśli czy próby samobójcze trzeba się udać do psychologa poza szkołą, być może do psychiatry, podjąć kompleksową terapię, a czasem przyjmować leki. Ale pójście do psychologa szkolnego to często pierwszy krok, który powinien być najłatwiejszym. 

Ogromnym problemem jest też to, że psychologowie nie chcą pracować z dziećmi. Studenci psychologii zapytani w badaniu w 2015 roku w 67% odpowiedzieli, że chcieliby pracować z dorosłymi, pozostali mówili o coachingu czy trenowaniu umiejętności miękkich. Niewielu w tym zawodzie decyduje się pomagać osobom niepełnoletnim.

Ile zatem trwa czas oczekiwania na wizytę? Około dwóch miesięcy. Ile kosztuje wizyta prywatna? Około stu – dwustu złotych. W 2015 roku w Polsce było zaledwie 175 poradni dla dzieci i młodzieży! Nie zawsze ma się pieniądze. Jeszcze rzadziej –  czas. Tymczasem brak nawet nie terapii, a najprostszego uświadomienia młodym ludziom, czym charakteryzują się najpopularniejsze zaburzenia i choroby. Prowadzi to do dezinformacji, która potrafi być szkodliwa. Świadomość się zwiększa, ale nadal są osoby, które błędnie diagnozują same u siebie osobowość z pogranicza czy depresję lub odwrotnie – osoby mające symptomy tych chorób bagatelizują je, nie wiedząc że mogą i powinny szukać pomocy. 

Gdyby psychologowie szkolni oprócz pełnienia funkcji doradcy zawodowego przyszli powiedzieć kilka słów na temat charakterystyki danych zaburzeń, na pewno zrobiliby więcej dobrego. Nawet, jeśli niewiele osób uważałoby na takiej lekcji, to tego typu informacje zapadają głęboko w pamięć, a ktoś, kto podejrzewa u siebie omawiane problemy, na pewno posłucha.

Niestety obecnie nadal panuje coś, co mogłabym nazwać „kulturą smutku”. Nie chcę zabrzmieć jak stara baba, ale tak – młodzi ludzie lubią być smutni. Słuchanie smutnych piosenek, smutne obrazki na tumblr i tym podobne sugerują, że z jakiegoś powodu ból jest przyjemny. Nierzadko młodzież nie chce pomocy, bo “bycie smutnym” to jest ich strefa komfortu, z której nie chcą wychodzić. Absolutnie nie mówię, że smutek jest zły! Jeśli jesteś smutna, bądź, nie ma w tym nic nieprawidłowego, przecież nie każdy ma tyle siły.  Bierne pozostawanie w tym stanie jest jednak szkodliwe. 

Czym skutkują takie zaniedbania w wieku nastoletnim? Pogorszeniem się zdrowia psychicznego w życiu dorosłym. Aktualnie około 10% pełnoletnich w Polsce choruje na depresję.

Ogromnym problemem jest też fakt, że osoby starsze nie chcą iść do psychologa ani podjąć terapii, traktują to jako słabość i powód do wstydu. Badania wykazują, że im niższy wiek, tym bardziej wzrasta zainteresowanie wizytą. 

Ale do kogo pójść, skoro specjalistów brakuje? Zachodzi tutaj pewien paradoks. Kandydatów na studia psychologiczne co roku jest ogromna ilość, potrafi być ich nawet 40 na jedno miejsce. W zawodzie po ukończeniu studiów pracuje jednak zaledwie 57% z nich. Co więcej, nie każdy ma uprawnienia do prowadzenia terapii, gdyż wymaga to dodatkowego kursu, nie każdy ma zakres wystarczającej wiedzy z zakresu seksuologii, co przecież jest nieokreślonym plusem w trakcie konsultacji. Dodatkowo, „praca w zawodzie” nie oznacza, że dana osoba faktycznie pracuje w gabinecie czy poradni, gdyż, jak wcześniej wspominałam, wiele osób wybiera korporacje, agencje reklamowe czy coaching.  

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego przy takiej ilości osób z pozornie pełnym wykształceniem psychologicznym nadal ciężko o pomoc? Prawdopodobnie nie każdy, kto wybiera te studia czuje faktyczne powołanie do pracy psychologa. Nie wystarczy nauczyć się metodyki i techniki. Potrzebna tu osoba z odpowiednim charakterem i przede wszystkim poświęceniem dla drugiego człowieka, ze zrozumieniem i cierpliwością. Nie zbyt wrażliwa, by potrafiła unieść ciężar nieraz niepokojących i  trudnych wyznań pacjenta. Nie zbyt twarda, by potrafiła współczuć i dać poczucie przyjaźni. 

Po drugie, w Polsce ciężko jest z dofinansowaniem na jakąkolwiek formę opieki zdrowotnej i mimo, że diagnozy chorób i zaburzeń psychicznych w medycynie traktowane są na równi z diagnozami chorób fizycznych, nadal nie ma co marzyć o faktycznym traktowaniu tych dziedzin równo pod względem finansowym. 

Nieodpowiedzialnie traktuje się w Polsce zdrowie psychiczne. Zachęca się do posiadania dzieci, ale nie pomaga się w trosce o ich zdrowie psychiczne, zostawiając to rodzicom. A co jeśli to właśnie oni są powodem problemów dziecka? Chce się, by Polacy dużo pracowali – w 2015 roku byliśmy na 4 miejscu w Unii Europejskiej pod względem godzin wypracowanych tygodniowo. Nie zwraca się jednak uwagi na wpływ takiej ilości pracy na psychikę. 

W 2020 roku prawdopodobnie w połowie gmin będzie za mało psychologów i nie ma się co dziwić. Psychologia jest potrzebna. Jeśli którakolwiek z was jest na profilu w liceum, który nie sprzyja pójściu na psychologię, ale czujecie w sercu, że kochacie drugiego człowieka, rozumiecie go i chcecie to robić – zróbcie! To nie jest “kierunek dla byle kogo” i “bez przyszłości”. Napiszcie rozszerzony polski i spróbujcie. Potrzebujemy was. Może będą was potrzebowały osoby, które teraz  mówią wam, że nie warto, albo ich dzieci. Zdrowie psychiczne jest ważne i czas powiedzieć to głośno. 


autorka tekstu: Gabi – po prostu chciałaby kiedyś móc zasnąć w Dolby Theatre podczas gali oscarowej jak Taika Waititi, żeby pokazać, że czas na uznanie dla kogoś innego w kategorii “najlepsza reżyseria” niż biali, amerykańscy mężczyźni. 

autorka ilustracji: Monika Gregulska – zajmuje się ilustracją, animacją i projektowaniem graficznym.
instagram.com/mgregulska/
be.net/mgregulska


Facebook