Z niechęcią przyznaję, że zdąża mi się jeszcze wyjść z kawiarni z plastikowym kubkiem. Jednak od kilku miesięcy towarzyszy mi w takich sytuacjach uczucie, którego wcześniej nie było. Jest mi najzwyczajniej wstyd.

Gdy po raz pierwszy zauważyłam, że mimowolnie staram się ukryć, dzięki strategicznemu ułożeniu rękawa i torebki, swoją bardzo wyczekiwaną kawę mrożoną, od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Albo przynajmniej nie tak, jak było. Zdziwiłam się sama sobą – przecież nie tak dawno temu trzymanie kawy na wynos w plastikowym kubku było czymś „cool.”

W kwietniu 2009 roku pierwszy Starbucks pojawił się w Warszawie. Noszenie w ręku kawy w rozpoznawalnym kubku z zielonym logo stało się symbolem niejakiej międzynarodowości, dobrego gustu i nadążania z czasem.

Jednak, jak większość mijających trendów, napędzanych wzorowaniem się jednej osoby na drugiej, moda na kubek Starbucks się skończyła. Dziś, postępując według minionej kubkowej mody, generujemy kolosalnie odwrotny efekt. Być może stąd uczucie wstydu. Jak absolwentka dobrej uczelni, osoba czytająca wiadomości, może nie wiedzieć o najgłośniejszym temacie ostatnich miesięcy – zanieczyszczeniu środowiska. Niosąc w ręku plastikowy kubek zaprzeczam sama sobie, na pewno nie jestem na czasie i na sto procent nie odzwierciedlam własnych przekonań. Jest to decyzja pochopna, często dokonana za mnie, spowodowana dezorganizacją oraz brakiem przygotowania. Tak więc pijąc poranną kawę w plastikowym kubku rozpoczynam dzień od obwiniania siebie, rozczarowania i umniejszonej wiary w możliwość zmiany. Zmiany, którą w głębi siebie uważam za ważną.

Coraz częściej jednak udaje się przełamać rutynę. Z czasem nowe zwyczaje zajmują jej miejsce. Kawa w szklanym słoiku, termos, kubek wielorazowy, albo, nawet lepiej, usiąść i wypić na miejscu – zatrzymać na moment czas i poobserwować świat. Zmiany, które na początku wydają się dotyczyć tylko jednego tematu szybko przedostają się w inne sfery codziennego życia. Ostatnio leciałam samolotem (wiem, środek transportu mało ekologiczny, ale czasami, gdy trzeba przebyć ponad 1600 kilometrową trasę, najefektywniejszy) i przy sprawdzaniu bagażu podręcznego proszono o zapakowanie wszystkich kosmetyków do rozdawanych plastikowych torebeczek. Będąc osobą, która zawsze ma swoje rzeczy starannie posegregowane, byłam na tę sytuację przygotowana. Wyciągnęłam swoją przezroczystą kosmetyczkę i położyłam na ruchomym pasie. Gdy przyszła na mnie kolej, pani spojrzała na moje rzeczy i poprosiła abym użyła tych torebeczek, które rozdają na lotnisku. Wystarczyło jednak wyjaśnić, dlaczego nie chciałabym marnować jednorazowych plastikowych torebek i pokazać, że kremy i płyny już są w czymś bardzo podobnym, aby pani kierująca ruchem przy kontroli pozwoliła mi spokojnie przejść dalej. Doskonale zrozumiano motywację mojego zachowania, a cała interakcja zakończyła się uśmiechem. W przeciwieństwie do wcześniej wspomnianej sytuacji z poranną kawą, w takich chwilach efekt jest odwrotny. Od razu poprawił mi się humor, odzyskałam wiarę we własną śmiałość, wiarę w innych ludzi, i oczywiście wiarę w możliwość zmiany.

W zeszłym tygodniu, po kilku miesięcznej nieobecności, wróciłam do Warszawy. Ku miłemu zaskoczeniu zauważyłam, że zapoczątkowany w mediach społecznościowych m.in. przez Aretę Szpurę szum wokół szkód spowodowanych przez plastikowe słomki, zaowocował zmianą. W każdej kawiarni, w której byłam, na ladzie widniały papierowe słomki! Czasem wydaje się, że zza monitorów komputerów trudno nam zrozumieć problemy ogólnospołeczne. Zastanawiamy się, czy niepokoimy się czymś, ponieważ czytamy o tym za wiele, czy dlatego, że rzeczywiście sytuacja nas martwi. Sprawa staje się jaśniejsza po konfrontacji z rzeczywistością, uczestnictwie w strajku klimatycznym albo paradzie równości. Wtedy wstyd towarzyszący trzymaniu plastikowego kubka powinien być odczytany pozytywnie – w końcu coś mnie tak osobiście przejmuje, że wywołuje w mnie szczere emocje. Tylko przy szczerych uczuciach można, jak twierdzi książka Arety, „uratować świat.”


Autorka tekstu: Krystyna Spark (24) – absolwentka historii sztuki i filmoznawstwa na University of St Andrews. Od urodzenia spędza wakacje w Juracie, gdzie razem ze swoim żółwiem Glorią opala się na tarasie. Pomaga sprowadzać do Polski najpiękniejsze przykłady mody dawnej. Kolekcjonerka archiwalnych czasopism i autorka bloga (www.krystynaspark.blogspot.com) o modzie lat 50-tych i nie tylko. Instagram: @krystynaspark 

Autorka ilustracji: Agata Knapik – studentka grafiki na katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. Interesuje ją szeroko pojęta sztuka (szczególnie konceptualna), zagadnienia związane z typografią, projektowaniem graficznym i papierem. W przyszłości chciałaby robić artbooki. Dużo czyta, a szczególnie chętnie pochłania książki z dziedziny psychologii. Czasem robi tatuaże. Ma słabość do ubrań vintage i filmów o zombie. Treningi crossfitu bez wyrzutów sumienia łączy z łasuchowaniem.
Instagram: @agata_knapik_

Facebook