obij mnie czerwienią fioletem I dare you
będę bardzo stylowym meblem

Staromiejski Dom Kultury w Warszawie ponownie dał przestrzeń na wypowiedź młodym poetkom, wydając tomik karoliny czarneckiej: resident angel. To interesujący edytorsko projekt, osadzający wiersze w kolorach baby blue, pastelowych płomieniach i ilustracjach przypominających iskrzące połączenia neuronalne. Ta zmysłowa percepcja koresponduje z równie zmysłową poezją – nie erotyczną, lecz na wskroś cielesną.

Patriarchalny spotlight effect

czarnecka na przestrzeni całego tomu nawiązuje do przemocy – przede wszystkim systemowej, symbolicznej. Przedstawiając swoją codzienność, opisuje doświadczenia seksizmu – są to naturalne komponenty jej dorastania w mizoginicznym społeczeństwie, mające wpływ na życie we wczesnej dorosłości. Tożsamość buduje z pozycji obserwatorki samej siebie, egzystując pod czujnym okiem męskiej części środowiska. Zamiast obserwować, jest obserwowana.

To, co składa się na strukturę tomiku, to porządki realny, wyobrażony i symboliczny – istotne jest to, co bezpośrednio przeżywa się ciałem. Poetka zastanawia się nad tożsamością w kontekście przeszłych wydarzeń, w konsekwencji kontestując zastane normy społeczne. Odpowiada to poetyce wielu współczesnych autorek, a także tworzonym przez nie narracjom – poszukiwaniu odpowiedzi na pytania: jak poprzez pisanie odkryć, czym kieruję się w życiu? jest to narzucone, biologiczne, społeczne, wdrukowane, wymuszone? czy świadomie wyznaję określone wartości, na podstawie których kształtuję swoją tożsamość?

A przede wszystkim: czy da się w ogóle odkryć swoje „ja” w oderwaniu od norm zewnętrznych? co jest lekarstwem na alienację? czy inni czują to samo? kochają i nienawidzą jak ja?

Rozdarcie wewnętrzne protagonistki (słowo to lepiej niż podmiot liryczny oddaje sposób wypowiedzi głównej narratorki tomu) – linearnie prowadzi nas ona przez swoje życie i związek, rozlicza rodzinę z wychowywania jej w patriarchacie – wpisuje się w popularny nurt autofikcyjnych opowieści korporalnych, których bohaterki uwikłane są w traumę generacyjną (nie tylko symbolicznie, ale także fizycznie). Ukazuje reakcje ciała, które pamięta opisywane doświadczenia przez całe życie.

Patriarchatem (a szczególnie wywołanymi nim poczuciem uprzedmiotowienia i cielesnej dysocjacji) przesiąknięty jest cały tomik: „będzie chciał zmienić / moją odpowiedź, / a ja już poprawiłam obwód bioder”, „potrzebujesz dziewczyny, które będzie ci pasowała do kanapy”, „czy porastanie bluszczem to stan pożądany? / czy jestem dla ciebie osobą czy awatarem?”. Kobieta jest fantazmatem, abstrakcyjną ideą lub ozdobą. czarnecka wkłada więc olbrzymi wysiłek w walkę na dwa fronty: ze społeczeństwem i ze zinternalizowaną mizoginią.

To, co protagonistka-poetka wyraźnie sugeruje, to że powtarzająca się trauma nie sprawia, że jako kobiety jesteśmy silniejsze – wręcz łatwiej nas uderzyć w to samo miejsce, a rana nie jest w stanie się zagoić. Szczególnie w izolacji: „nikt bliski od niej nie odszedł / jakby nie miała ciała tylko puch / jakby nie można było jej złapać / jakby nie można było złożyć w pół / i do kieszeni na później”. Ponadto ucieleśnienie i wejście w relację każdorazowo wiąże się z tym, co abiektalne i afektywne – z głodem, lękiem, brudem, wstydem.

Początkowo tylko w samotności może być sobą. Jednakże wraz z rozwojem narracji buntuje się, zaczyna zadawać niekomfortowe, kontrowersyjne pytania systemowi, w którym się wychowała. Poetka porusza problem kompulsywnej heteroseksualności, pyta: co robi ze mną seks? co daje mi związek? jak to jest być z mężczyzną, a jak z kobietą> w jaki sposób normatywna kobiecość istnieje w relacji do queerowości? – gdy płeć i seksualność nie są już kulturowo jednoznacznie definiowane, pytania te zadaje sobie wielu_e czytelników_czek, którzy_re mogą utożsamić się z wątpliwościami protagonistki.

Narratorka tęskni za połączeniem, wewnętrzną spójnością, uziemieniem. Skleja na przestrzeni tomu swoją pokawałkowaną tożsamość, po omacku próbuje odnaleźć się w innych ludziach – kochankach – oglądając się w oczach partnerów jak w lustrze.

Uleczająca jest więc relacja z dziewczyną, która mówi bez słów: rozumiem.

Estetyczna kondycja pokolenia

Wiersze czarneckiej – bezpośrednie, monologowe – przypominają wyrzut lub niepowstrzymany, impresyjny słowotok, jakby czytelnik_czka był_a świadkiem podsłuchanej kłótni lub intymnej rozmowy. To liryczny, afektywny splot uzewnętrznionych pretensji do ludzi, świata, systemu, samej siebie.

To poezja użytkowa, komunikacyjna, ale nie egalitarna – czym charakteryzuje się wiele tomików wydanych w ostatniej dekadzie. czarnecka mówi do siebie i swojej bańki – wiersze są hermetyczne, pełne nawiązań do queerowych przestrzeni online i kultury slam poetry. To poezja bardzo gen z.

Niektóre zdania są niezręczne, nie zawsze udane, tak jak słowo wypowiedziane – jednak ma to ten charakterystyczny urok poezji slamowej, która zatrzymuje uwagę. Jest więc żywo, impulsywnie, skojarzeniowo, intertekstualnie.

Odczułam nadmiar wyrażeń w języku angielskim – jeszcze nie wiem, co z tym zrobić, gdyż jest to ewidentny przejaw stylu komunikacji młodych osób autorskich, które do twórczości przenoszą swoją codzienność, ale kurczę – ja to czytałam już wcześniej, ja już to sobie opatrzyłam. Ale mam nadzieję, że nikt mnie nie posłucha i będziecie pisać po swojemu.

Bardzo dobrze odebrałam posłowie, które zamieszczono na koniec tomiku. Może obniżyć próg wejścia osobom niezaznajomionym ze współczesna poezją i pomóc wyjaśnić wątpliwości interpretacyjne.

Jedno jest pewnie – młoda poezja nie znosi tabu. Pozostaje pytanie – jak to tabu rozbrajać, by była to skuteczna strategia nie tylko polityczna, ale i literacka? Do tej pory byliśmy na etapie opisywania doświadczeń, wciąż uświadamiamy sobie, że jesteśmy ofiarami i przyznajemy się do potrzeby czułości i redefinicji tożsamości. Co jednak dalej? Jak nie utkwić w tym stanie? Czy poezja czarneckiej częściowo odpowiada na te pytania?

Na to musi odpowiedzieć sobie czytelnik_czka sam_a.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję SDK.


Tekst: Anita Głowacka (ur. 1997) – odpowiada za warstwę językową i merytoryczną magazynu „Szajn”. Jest doktorantką na Uniwersytecie Śląskim, gdzie pisze o dziewczyńskiej poezji i zinach. Prowadzi warsztaty kreatywne i wystawia oceny student(k)om na USOS-ie (same piątki). Kocha gry, kolaże i scrapbooking. Swoją przyszłość planuje związać z interdyscyplinarnymi badaniami na pograniczu literaturoznawstwa i socjologii.