Świat obiegła wiadomość, że poszczególne japońskie firmy zakazały swoim żeńskim pracownikom noszenia okularów. Jako powód podano między innymi to, że okulary są postrzegane jako „niekobiece” i „nieatrakcyjne”.

Nie jest to pierwszy raz, gdy japońskie pracownice muszą walczyć z seksistowskim dress-codem. Kilka miesięcy temu Yumi Ishikawa zaczęła ruch #KuToo (gra słów „kutsū” oraz „kutsu”, co po japońsku znaczy „ból” i „but”), który sprzeciwia się wymogowi noszenia obcasów w miejscu pracy. Wiele firm w Japonii obowiązkowo wymaga od kobiet noszenia obcasów o długości od pięciu do siedmiu centymetrów. W zawodach, w których kobiety muszą stać przez większość dnia, obcasy powodują nie tylko dyskomfort, ale również dolegliwości fizyczne np. dotkliwy ból pleców. Jasne, Japonia to kraj gdzie normy społeczne są wyjątkowo surowe i dresscode w miejscu pracy obowiązuje zarówno kobiety jak i mężczyzn (chociaż to czy mężczyźni wystarczająco dobrze wyglądają w okularach pracodawców nie interesuje). Normy społeczne nie tłumaczą jednak faktu, że w raporcie World Economic Forum z 2018 roku, Japonia jest na 110. Z 149 miejsc pod względem równości płci (Polska jest na 42. miejscu).

Japonia to kulturowo odległy kraj, ale ciało – a w szczególności kobiece ciało – to temat pojawiający się w publicznej debacie niemal w każdym kraju świata.

Wydawałoby się, że tematy związane z płodnością, ubiorem lub seksem to rzeczy intymne, które nie powinny nikogo z zewnątrz interesować. Niestety, po chwili refleksji można dojść do wniosku, że jest wręcz przeciwnie! Są to „kwestie polityczne”, które omawia się w parlamencie i które mogą zdecydować o tym, po której stronie politycznej barykady się znajdujesz.

Są to rzeczy, na temat których często wypowiadają się uprzywilejowane osoby, tonem autorytarnym i których używa się jako argumentów do kontroli nad społeczeństwem. A mowa tu tylko o naszych ciałach i należnym nam prawie do ich kontroli.

Jak kobiece ciało stało się publiczną domeną?

Jak już pewnie wiecie, kobiece ciało od wieków było obiektem kontroli. Noszenie gorsetów, odpowiednia długość spódnicy lub obsesja na punkcie dziewictwa to tylko kilka przykładów z nieskończonej listy nakazów i zakazów. Przez długi czas kobiety były wyłącznie obiektem dyskusji i okoliczności nie sprzyjały ich wejściu do debaty. Aż do lat 60. XX wieku, kiedy to postęp technologiczny i ruchy feministyczne dały kobietom możliwość decydowania o własnym ciele. W tym czasie nie tylko nastąpiło rozluźnienie obyczajów na zachodzie, ale również wprowadzono pierwsze metody antykoncepcji hormonalnej. Kobiety wreszcie otrzymały kontrolę nad swoimi prawami reprodukcyjnymi. Była to istna rewolucja, która uruchomiła reakcję łańcuchową. Feminizm zaczął kwestionować idee biologicznego determinizmu. Mając mniej dzieci kobiety mogły wejść na rynek pracy i nastąpiła masowa emancypacja. To, że kobiety stopniowo zdobywały kontrolę nad swoim ciałem, nie było do końca w zgodzie z tradycyjną wizją roli kobiety w społeczeństwie, którą zachodnia cywilizacja odziedziczyła między innymi z tradycji judeochrześcijańskiej. Antykoncepcja była (i czasem nadal jest) uważana za herezję, a społeczeństwo ubolewało nad potencjalnym spadkiem liczby narodzin. Powstały wyraźne podziały poglądów na temat ciała, a raczej tego, kto powinien je kontrolować – kobieta czy prawo. Ciało na stałe zawitało do społecznego dyskursu.

Można uznać to za symboliczny początek „polityki ciała” (Body Politics), debaty, która zahacza o te same tematy od dziesięcioleci. Sprawa aborcji powraca co kilka lat zarówno w Polsce jak i na Zachodzie (np. niedawne próby zaostrzenia praw aborcyjnych w Stanach Zjednoczonych). Zakaz noszenia burkini we Francji, blokowanie zdjęć na Instagramie za pokazywanie plam menstruacyjnej krwi na spodniach, kontrowersje związane z owłosionymi nogami modelek, wrogość wobec kobiet, które publicznie karmią piersią lub wprowadzenie tabletki „dzień-po” na receptę – to pokazuje, że czeka nas jeszcze długa droga zanim w pełni zaakceptujemy kobiece ciało. Przykładów nie brakuje i niestety co chwilę przybywa nowych. Musimy jeszcze trochę poczekać zanim nasze ciało to będzie nasza sprawa. W powyższym artykule opisuję głównie sytuację w Europie i w Stanach. Reszta świata ma jeszcze więcej do nadrobienia. Póki co musimy uzbroić się w cierpliwość i głośno mówić o tym, jak to jest mieć kobiece ciało i że to wcale nie takie straszne!


Autorka tekstu: Sandra Machoń (25) – Absolwentka Psychologii i Neuronauki Poznawczej, feministka. Lubi czytać i popularyzować naukę. Obecnie mieszka w Londynie i marzy by mieć psa.

Autorka ilustracji: Martyna Hałas – graficzka komputerowa regularnie uczestnicząca w marszach równości. Lubi ubierać myśli w obrazki. W wolnych chwilach bawi się dźwiękami i kuglarzy. Marzy o ozdabianiu ludzi tatuażami.

Facebook