Lubimy pisać, mówić i robić kolorowe transparenty na manifestacje. Te małe gesty w obronie klimatu stają się niezbędnym elementem naszej tożsamości, budowanej na chęci życia ze świadomością, że zdarzyć może się wiele, lecz zanim ktoś bliski umrze przez brak wody w upalne południe, świat usłyszy nasz sprzeciw.

Jego słyszalność trwa tylko chwilę, bo każdy argument jest spychany na margines w obliczu ważniejszych, męskich spraw rządzących planetą. W tym neoliberalnym świecie, gdzie wskaźnik PKB wciąż musi rosnąć, a nowe wieżowce są ważniejsze od kilkusetletnich drzew, łatwo przegapić cierpienie. Ono jest daleko, czasami zbliża się do nas tylko na chwilę, ale jeszcze mamy zasoby, pieniądze i media, dzięki którym możemy odsunąć się od tego, co nas boli.

Twarz zmian klimatycznych, którą widzimy zza ekranów, raczy nas spojrzeniem pełnym wyczerpującego zmęczenia. Czym mniej prestiżowe stanowisko, czym dalej od klimatycznie umiarkowanej części globu, tym to zmęczenie jest większe. Nie pozwala ono walczyć z transparentem na asfaltowych ulicach, skoro codzienność to bój o przetrwanie.

Dlatego musimy mówić jeszcze głośniej, patrzeć daleko za horyzont i pamiętać, że to, co dzisiaj spotyka oddalone od nas siostry, jutro może być naszym, niechcianym doświadczeniem.

Nasze siostry spotyka bardzo wiele. Giną przez zmiany klimatu częściej niż mężczyźni. Patriarchat wkrada się do życia różnymi drogami, decydując o życiu, śmierci i codzienności tych, którym nie było dane swobodnie uczyć się wszystkiego. Kobiety w Bangladeszu nie uczą się pływać, bo nie jest to mile widziane przez społeczności, w których żyją. Gdy nadchodzi tsunami lub powódź, giną jako pierwsze, stają się o wiele liczniejszymi ofiarami niż mężczyźni, którym społeczeństwo pozwoliło nabyć umiejętności niezbędne do przetrwania. W telewizji widzimy tylko liczby, często bez podziału na płeć. A przecież to ona ma kolosalne znaczenie tam, gdzie najpierw kapitalizm wzmocnił patriarchalne wzorce, a potem wywołał bunt natury, mającej dość niepohamowanej chciwości.

Mieszkanki niektórych regionów Indii przez zmiany klimatu straciły pobliskie źródła wody i roślinności wykorzystywanej na opał. To w ich rękach jest dostarczanie rodzinom tych podstawowych zasobów, więc idą po wodę dalej niż zwykle, narażając swoje życie, zdrowie i tracąc cenny czas. Doba się nie rozciąga, nawet wśród pięknych krajobrazów, które zyskałyby setki serduszek na Instagramie. Jest wręcz odwrotnie, doba kobiet kurczy się za każdym razem, gdy zmiany klimatu dotykają regiony, w których przyszło im egzystować. Dlatego trzeba wybierać i te wybory nigdy nie są na ich korzyść. Bo czy ktokolwiek pośle córkę do szkoły, jeśli nie ma wody? Czy ktokolwiek pogłaszcze ją po głowie i da spokojny kąt do nauki w domu, gdzie zaraz zabraknie opału, bez którego nie da się przygotować nawet skromnego jedzenia?

Patriarchat to nie tylko dominacja mężczyzn, objawiająca się spychaniem kobiet na margines, a w obliczu zmian klimatycznych obciążaniem ich jeszcze trudniejszą, nieodpłatną pracą.

Fundamentem patriarchatu jest władza, przez którą słabsi, gorzej postrzegani ludzie, mający mniej swobody w społeczeństwie, zawsze przegrywają. Można też mówić, że w patriarchacie przegrywają wszyscy, to prawda, jednak nielicznym mężczyznom czasami udaje się odnieść zwycięstwo, a kobiety są na pozycji straconej. I dlatego gdy w Indiach albo Afryce kobiety nie dostarczą do wioski wody, następuje eskalacja jeszcze większej przemocy. Brak podstawowych zasobów rodzi gniew, gdy brakuje fundamentów wszystko nas drażni i szukamy winnych. W oczach mikrospołeczności winne są kobiety, to one nie przyniosły wody albo było jej o wiele za mało. To one nie gotują już tak dobrych posiłków, bo chociaż nie ich winą jest brak odpowiednich składników, to najłatwiej się na nich wyżyć. Kobiety biorą bezpośrednią odpowiedzialność za piekło tego świata.

Jednym wyjściem jest solidarność, ale taka, gdzie kolorowy transparent to tylko krok do innych działań. Potrzebujemy edukacji, rozmów i rozwiązań. Pieniędzy przeznaczanych na polepszenie życia tych kobiet, które urodziły się daleko stąd. Naszą odpowiedzialnością jest przywrócenie słyszalności siostrom, którym na co dzień nikt nie oddaje głosu. Cierpienie przez zmiany klimatu ma ludzką twarz. Albo dostrzeżemy to teraz, albo niedługo patrząc nawzajem w swoje oczy, dostrzeżemy, jak zmęczenie miesza się z walką o przetrwanie każdego dnia.


Tekst: Sylwia Kwaśniewska – socjolożka, uwielbia odkrywać ciekawe miejsca i obserwować zachowania ludzi, kocha literaturę piękną i koty.
Instagram: @sylwia.kwasniewska

Ilustracje: Monika Statucka – rocznik 1997, absolwenta teatrologii, kuratorka, artystka. Zajmuje się tematem tożsamości wyrażanej poprzez modę. Indywidualizmowi w modzie poświęciła swoją prace magisterską na UAP. Tworzy ilustracje, grafiki i prace w technice kolażu. Jako Moniushka wykonuje tatuaże.
Instagram ilustracje: @monika_statucka_illu
Instagram tatuaże: @moniushkaa.ttt

Korekta: Anita Głowacka.

Publikacja jest częścią kampanii #KlimatNaZmiany koordynowanej w Polsce przez Fundację Kupuj Odpowiedzialnie. Kampania #KlimatNaZmiany („End Climate Change, Start Climate for change #ClimateOfChange – A Pan-European campaign to build a better future for climate-induced migrants, the human face of climate change” nr CSO-LA/2019/410-153) jest współfinansowana ze środków Komisji Europejskiej oraz dotacji NIW-CRSO w ramach Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO (umowa nr 5/PROO/1b/2020).