Wiele filmów i książek pokazuje świat, w którym dziewczyny już od maleńkości fantazjują o przyszłym ślubie z Tym Jedynym. Osobiście nie przypominam sobie, żebym miała takie wizje, nawet w tej tradycyjnej, heteronormatywnej wersji. Chociaż nie mam co do tego 100% pewności, mam bardzo silne poczucie, że zaczęłam o tym marzyć tak na serio, dopiero kochając dziewczynę. Schematy damsko-męskich ślubów są powszechnie znane. A jakie pragnienia i potrzeby stoją za damsko-damskimi ceremoniami?

Zacznijmy przewrotnie, od końca, czyli od dnia zaślubin. W poprzednim Lesstreamie wspominałam o lirycznych ceremoniach u Safony. Tym razem przenieśmy się do współczesności. Ellen DeGeneres, biorąc ślub z Portią de Rossi, ubrana była w biel – lekka koszula, kamizelka od garnituru i spodnie. Portia miała na sobie szumną białą suknię. Chely Wright, jedna
z nielicznych gwiazd muzyki country, która jawnie mówi o swojej „nietradycyjnej” orientacji, wzięła ślub z Lauren Blitzer, a obie miały na sobie białe, klasyczne suknie ślubne. Lily Tomlin (którą znamy między innymi ze wspaniałej roli Frankie w serialu “Grace and Frankie”) wzięła ślub z Jane Wagner w Sylwestra. Wokalistka The Gossip Beth Ditto poślubiła swoją narzeczoną Kristin Ogata na Hawajach, w sukni ślubnej zaprojektowanej przez Jeana Paula Gaultiera, a goście weselni również zostali zobowiązani do pojawienia się w białych ubiorach.

Spytałam kilku dziewczyn, jak wyobrażają sobie swoją uroczystość. Julita chciałaby, żeby jej ślub był kameralny, bez wielkiej imprezy. W wąskim gronie przyjaciół i rodziny. Z przewagą przyjaciół, ponieważ większość rodziny niestety nie popiera związków homoseksualnych. Najlepiej, żeby ceremonia, wesele albo obie te części odbyły się blisko natury. Latem, bo Julita nie znosi zimna. Jedzenie powinno być co najmniej wegetariańskie, a do tego bez glutenu i laktozy. Magdalena też ma jasną wizję dotyczącą jedzenia – chce wesela stuprocentowo wegańskiego. A największym marzeniem jest pierwszy taniec z ciekawą choreografią do Amercian Wedding Gogola Bordello. Fantazje Alisy uległy pewnym zmianom. Kiedyś wyobrażała sobie składanie przysięgi w pięknym miejscu (ale nie w świątyni), a potem wielką imprezę, wszystko w stylu boho – suknia lub kombinezon, kwiaty, delikatne kolory. Bez wódki – jedynie wino i szampan, pozostałe napoje wyłącznie naturalne i zdrowe, a menu uwzględniające diety gości. Gośćmi mieli być nie tylko najbliżsi, ale także osoby ze środowiska LGBTQIAA+, z którymi angażuje się w walkę o swoje prawa. Jednak ukochana Alisy nie lubi ani dużych imprez, ani bycia w centrum uwagi. Dlatego jeśli będą planować na poważnie ten dzień, będą szukały kompromisu – tak, żeby dla obu było to wyjątkowe i komfortowe wydarzenie.

Alicja i Zuzanna mają już wspólną wizję, którą wkrótce zrealizują. Mieszkają w Berlinie i to tam wezmą ślub cywilny w ratuszu (procedura jest prosta i bezproblemowa). Na początku tegorocznej jesieni, we wrześniu, kiedy pogoda jest ładna i słoneczna. Obie wystąpią w kolorze chabrowym – Alicja w prostej i subtelnej sukience, a Zuzanna w garniturze. Mają już wybraną fotografkę, która wszystko uwieczni. Chcą ten dzień uczcić z najbliższymi. Po ceremonii wszyscy pójdą na obiad w restauracji niedaleko ratusza. Następnego dnia dziewczyny wyruszą w romantyczną podróż poślubną – kosztowanie win śródziemnomorskich i spacery wąskimi, klimatycznymi uliczkami.

=Mnie kiedyś marzył się ślub nad morzem, ale teraz wolałabym mazurskie okolice. Jakiś czas temu byłam na wieczorze (a właściwie weekendzie) panieńskim mojej hetero znajomej w niewielkim, przytulnym, ceglano-drewnianym domku z altanką, otoczonym łąką, z jeziorem nieopodal. Ta przeurocza okolica wyparła moje ukochane morze. Strój jest mi zupełnie obojętny, mogłabym mieć na sobie nawet jeansy. Za to wiem, że chciałabym mieć tort ozdobiony prawdziwymi kwiatami. Najbliżsi, kameralnie, jedzenie wegetariańskie. Kiedyś wybrałam jako ślubną piosenkę Grow Old With Me Toma Odella, ale już trochę przeszedł mi ten zachwyt. Zobaczę, co przyniesie czas.

Fantazje, marzenia, czy konkretnie – plany, wynikają z potrzeby, chęci poślubienia ukochanej. Skąd się to bierze, zupełnie wprost – po co właściwie ten cały ślub? Jeśli chodzi o mnie, to chciałabym tej chwili, w której istnieje „na zawsze”, wizji, która jest dla mnie mocno wątpliwa, a bardzo upragniona. Symbolicznego, oficjalnego momentu, w którym się ją przypieczętowuje, wyznaje miłość, deklaruje chęć bycia ze sobą do końca. Podobne odczucia mają Alicja i Julita. Pierwsza z nich powiedziała mi, że jest idealistką: „Najważniejsza jest świadomość, że dokonałyśmy wyboru, że dzielimy te samo uczucie i wspólnie deklarujemy je światu”. Dla Julity małżeństwo to przede wszystkim moment, w którym związek staje się na tyle dojrzały, że chce się iść razem przez resztę życia. Pociągająca stabilność.

Wszystkie dziewczyny mówią też o korzyściach natury prawnej. To argument, który pojawia się w kwestii ślubu bez względu na płeć i orientację. Jednak w przypadku ślubów osób homoseksualnych wzbudza on bardzo szybko, bardzo silne emocje. Dla Magdaleny możliwość legalizacji związku to wręcz przyznanie jej przez kraj statusu człowieka i pełni praw, które się z tym wiążą: „Nie musiałabym czuć upokorzenia związanego dla mnie z formułowaniem specjalnych umów u notariusza, podczas gdy inni ludzie zwyczajnie idą do urzędu stanu cywilnego i biorą ślub”. W Alisie ta niesprawiedliwość również wzbudza frustrację i poczucie bycia obywatelką gorszej kategorii. Od ponad 4 lat jest w szczęśliwym związku. Mieszkają razem, prowadzą wspólnie firmę, dzielą się finansami po równo, spłacają raty kredytu za mieszkanie. Tak samo jak heteroobywatele płacą podatki, przestrzegają prawa. Jednak ich związku państwo nie tylko w żaden sposób nie chroni, ale nawet go nie uznaje. Pojawia się też kwestia zdrowia i dostępu do informacji w razie choroby lub leczenia.

Julita spotkała się z przekonaniem, że ślub dwóch kobiet lub dwóch mężczyzn umniejsza małżeństwom heteronormatywnym i sprawia, że te stają się nieważne, a w przypadku osób wierzących, mniej uświęcone. Drażni ją też dodatkowo tradycja odprowadzania kobiety do ołtarza przez ojca i oddawania jej w ręce męża. Przy ślubie dwóch kobiet pojawiają się pytania – która ma czekać, która ma być odprowadzana. Chociaż jak dodaje: „Najbardziej frustruje mnie w tym fakt bycia ‘przekazywaną’ od jednej osoby do drugiej, odczuwam to jako odbierające mi moją odrębność”. Za prawem kryją się stereotypy, latami budowane wzorce – małżeństwo to tylko kobieta i mężczyzna. Budowane na utartych schematach dotyczących tego, jak „powinny” być przypisane role społeczne w zależności od płci. Alicja mówi mi, że mocno tego doświadczała: „Byłam zakładniczką tych przesądów. Dzieciństwo zdominowała wizja zamążpójścia i rodzenia dzieci po wejściu w dorosłe życie. Pewnie dlatego próbowałam i chciałam spełnić wszystkich zachcianki tylko nie swoje pragnienia”. Trudno się nie zgodzić, że takie „programowanie”, wtłaczanie w przyszykowane foremki z palety stosownych zachowań i ról zależnych od kulturowego postrzegania płci, szkodzi. Tak naprawdę wszystkim.

Oczywiście, związek można zalegalizować za granicą, ale jeśli się tam nie mieszka na stałe – to nie to samo. To obejście prawa. Potem od razu powraca się do miejsca, w którym to małżeństwo wciąż nie będzie postrzegane jako pełnoprawne. Jak we wszystkich sprawach związanych z „mniejszościami”, pojawia się kwestia możliwości wyboru. Realnego wyboru – w miejscu, kraju, w którym się mieszka, którego jest się obywatelem. Decydowaniu o swoim życiu i o osobie, z którą chce się je spędzić.

Kiedy Alisa miała 16 lat, wierzyła, że do czasu jej osiemnastki małżeństwa homoseksualne zostaną zalegalizowane. Marzyła, że będzie jedna z pierwszych osób, które je zawrą. „Patrzyłam na prawo do małżeństwa jako na swoisty symbol, oznakę tego, że moje prawa są uznawane, jestem równa i jak na swego rodzaju triumf. Myślałam też o swoim ślubie jako o symbolu, dlatego świętowanie w kręgu aktywistów i aktywistek byłoby da mnie czymś totalnie naturalnym. Jakby to nie było tylko moje święto, ale także wszystkich osób z naszego środowiska. Chciałam, aby to było święto dla każdej i każdego”. I chociaż w Polsce się to póki co nie wydarzyło – miejmy nadzieję, że to się jednak wydarzy. To przecież tak prosta rzecz – przyznanie, że miłość romantyczna to miłość, bez względu na to, jakiej płci są osoby, które się nią obdarzają. A skoro istnieją drogi do uczynienia związku oficjalnym, powinny być dostępne dla wszystkich obywateli.

Przyszło mi też do głowy, że przydałyby się dodatkowe zabawy weselne, po które sięga się czasem w trakcie oczepin. Takie celebrujące miłość, zamiast jedynie podkreślające stereotypową męskość i kobiecość. Chciałam parę przytoczyć, ale przeszukując Internet natrafiłam na zbyt wiele takich, których istnienia wolałabym być dalej nieświadoma 😉 A jak to jest u Was, macie jakieś ślubne fantazje?


Autorka tekstu: Magdalena Sobolska (27) – artystka wizualna, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej, specjalizacji Kultura Wizualna. Chce wyrosnąć na reżyserkę-innowatorkę. Instagram to jej ulubione social media (@magdalenasobolska).

Autorka ilustracji: Dagmara Sen – ilustratorka, projektantka wzorów. Bliskie są jej motywy roślinne, natura, ilustracje kobiece. Uwielbia tworzyć dla dzieci.
Strona: www.sen-studio.pl
Instagram: @sen.studio

Facebook