Ciało.

C-I-A-Ł-O.

Żyjemy w ciele.

Żyjemy ciałem.

Żyjemy ciałoumysłem.

Nasz umysł nie istnieje w oderwaniu od naszego ciała. To dzięki niemu czujemy, przeżywamy, dzielimy się sobą z innymi. To ono pozwala nam pracować. Przecież nawet nasz mózg jest częścią naszego ciała. Dlaczego więc tak często w naszym myśleniu odrywamy od siebie ciało i umysł? Nie chcę już dłużej myśleć o nich jako o odrębnych bytach. Zamiast tego wybieram określenie ciałoumysł.

Odkąd pamiętam, miałam dość trudną relację ze swoim ciałem. Jak dziecko wspólnie z rodzeństwem często chorowaliśmy. Ze względu na alergie pokarmowe często walczyłam z wysypką, a od podstawówki odwiedzałam wielu ortopedów i fizjoterapeutów, by wyleczyć pogłębiającą się skoliozę. Ciało było dla mnie czymś co zawodzi, co mnie nie słucha, co jest powodem rozczarowania moich rodziców. Zostałam więc tą „mądrą córką”, starającą się nie przejmować swoim wyglądem, pokonującą swoje słabości i dbającą o dobre oceny. Ciało było w tym tylko niedoskonałym narzędziem. Niedoskonałym, więc trzeba było je ukarać i dążyć do tego by stało się posłuszne. Jednak w tym wszystkim było małe światełko – taniec.

Taniec był aktywnością fizyczną, która towarzyszyła mi przez lata. Był to jedyny sport, który na początku akceptowałam, a potem polubiłam. Zazwyczaj po kilku miesiącach nauki przychodziło kilka miesięcy bez zajęć. Było to głównie zależne od godzin zajęć w szkole/centrum kultury. Przygody taneczne miałam różne: od tańca nowoczesnego, towarzyskiego przez dancehall i breakdance, aż po salsę, CI i mojego ukochanego zouka brazylijskiego. W tym ostatnim tańcu jestem absolutnie zakochana od ponad 3 lat (do dziś doskonale pamiętam, jak po raz pierwszy zobaczyłam ten taniec i towarzyszyło mi tylko jedno słowo – magia) i nie wyobrażam sobie końca tej przygody. Mam tu też swoich idoli – Brendę i Andersona, którzy jak sami twierdzą, nie tańczą zouka, a korzystają z niego do pełniejszego przeżywania życia. Mnie również najbliżej jest do tej filozofii tańca.


Martha Graham powiedziała: „Taniec jest ukrytym językiem duszy”. Pozwala on nam wyrazić to, co czujemy. I to jest właśnie to, co jest w tańcu najpiękniejsze – emocje, których nie da się opisać; jedność dwóch ciał w improwizacji, które komunikują się całkowicie pozawerbalnie, a wglądają jakby przygotowywały tę choreografię latami; poczucie jedności w grupie, która wykonuje ten sam układ, ale każdy zachowuje w tym swój styl; ekspresja siebie gdy tańczysz solo.

Moje podejście do tańca, ruchu i ciała zaczęło się zmieniać gdy trafiłam na warsztaty kontaktu improwizacji. Jest to specyficzna technika wywodząca się z tańca współczesnego, która bazuje poszukiwaniu i wykorzystaniu punktów kontaktu w improwizacji tanecznej. Wtedy po raz pierwszy odkryłam, że ciało nie musi być ładne, ruch nie musi być idealną kopią tego, co przed chwilą zobaczyłam. Okazało się, że najcenniejsze jest próbowanie, sprawdzanie, szukanie, tworzenie, przeżywanie, a nie to jak to wygląda. Stopniowo poznawałam różne metody pracy z ciałoumysłem. Na różnorodnych warsztatach i festiwalach odkrywałam, jak cenne jest spojrzenie na siebie jak na integralną całość. Wsłuchanie się w to, co ciało chce nam przekazać, pozwolenie sobie na uwolnienie tego, co zbierało się przez lata. To jak ciało działa na umysł i jak umysł działa na ciało.

Uznałam też, że jest to coś czym chcę dzielić się z innymi, więc w tym roku skończyłam Kurs Technik Terapii Tańcem (DMT) i Analizy Ruchu organizowany przez ośrodek Iba i teraz sama, co jakiś czas prowadzę warsztaty pracy z ciałoumysłem przez ruch i taniec. Skupiają się one zazwyczaj na akceptacji ciała, ale też przede wszystkim pozwalają zatrzymać się i eksplorować ruch i ciało, w bezpiecznych warunkach. Jest to czas, podczas którego jest przestrzeń na wszystkie emocje, zwłaszcza te, na które nie pozwala nam nasza codzienność.

Zazwyczaj nasze otoczenie nie pozwala nam na okazanie złości albo smutku. Mamy być zawsze uśmiechnięci, szczęśliwi i osiągać sukcesy. Jednak to nie jest możliwe. Jesteśmy ludźmi, więc dotyczą nas wszystkie emocje, a nie tylko te kojarzone pozytywnie. Jeśli wszystkie je ukrywamy, to one chowają się jako napięcia w ciele i wcześniej czy później dadzą o sobie znać. Dlatego tak ważne jest, by pozwolić sobie na odczuwanie i przeżywanie emocji. Warto więc znaleźć swój sposób, by im się przyjrzeć oraz by je uwolnić. Z mojego doświadczenia najlepiej sprawdza się tu taniec – medytacja w ruchu.

Dzięki tańcu i DMT moje podejście do życia się zmieniło. Nadal lubię działać, ale pozwalam sobie na odpoczynek. Czy zawsze jestem w 100% ciałopozytwna? Nie. Ale doceniam swoje ciało i jestem mu wdzięczna za wszystko na co mi pozwala. Częściej słucham swojego ciała i wcześniej dostrzegam różne napięcia, bóle, co pozwala mi na szybszą i skuteczniejszą reakcję. I wiecie co? Mimo że czasami trzeba zmienić plany, odpuścić, to dzięki temu mam o wiele spokojniejszą głowę, ufam sobie bardziej i znam siebie lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. A to jest bezcenne.

Uwaga! Jest jedna wada pracy z ciałoumysłem. Gdy zaczynasz być coraz bardziej świadoma bodźców, nie da się długo wytrzymać w niewygodnych ubraniach ; ) Jest ryzyko, że zdecydujesz się pożegnać zbyt obcisłe jeansy, za ciasne staniki i z radością przywitasz dresy, legginsy i luźne sukienki.


Autorka tekstu: Dominika Kureczko – taniec towarzyszy jej prawie całe życie, a od 3 lat jest zafascynowana zoukiem – tańcem, którego rytm przypomina bicie serca, który zawładnął jej ciałem i umysłem. Oprócz tego, jako instruktorka kreatywnej pracy z ruchem, pracuje z ciałoumysłem za pomocą technik terapii tańca i analizy ruchu. Zaczęła od studiów psychologicznych, a aktualnie samodzielnie poszerza swoją wiedzę uczestnicząc w różnorodnych warsztatach i doświadczając wszystkiego na własnej skórze.
Instagram: @cialosciowo
Facebook: @cialosciowo

Autorka ilustracji: Zosia Kosiba – tegoroczna absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, w którym mieszka i pracuje. Rysuje obrazki, literki i projektuje. Instagram: @z.kosiba

Facebook