Większość z nas uzależnia swoje poczucie własnej wartości od samopoczucia, od stanu emocji, poziomu umiejętności. Wytwarzamy wewnętrzny obraz siebie, który natychmiast rzutuje na obraz zewnętrzny. Chcemy być bajkowymi ptakami, atrakcyjnymi rozmówcami, roztaczać aurę uroku.

A wnętrze? Wydaje się nam zszarzałe i smętne, zmęczone i banalne. Pojawia się więc frustracja związana z pewnym obrazem siebie, do którego dążymy, a którego nie możemy zrealizować. Dzieje się tak, ponieważ świat nas utowarowił. Musimy się więc nauczyć akceptować wszystkie swoje stany i nawiązywać kontakt ze swoimi emocjami, niezależnie jakie by one nie były.

To, że czujesz się źle, nie oznacza, że jesteś nic nie wart/a! Zawsze otaczaj się osobami, które z zainteresowaniem słuchają tego, co mówisz, niezależnie czy jest ci smutno, czy też dobrze. Bardzo wyśrubowane standardy współczesnego świata, potrafią zdołować. Jeśli masz w sobie cierpiącego perfekcjonistę/kę spróbuj odpocząć. Nauczyć się obserwować świat, budować swoją siłę w tym, co u ciebie mocne, odpuszczać przestrzenie w których nie starcza ci sił. Jest to świadoma praca nad własnym wypaleniem. Codziennie zużywamy mnóstwo energii w mediach społecznościowych, w pracy, w miejscach publicznych negocjując naszą pozycję i wartość w oczach innych.

Spróbuj się zastanowić na czym ci zależy? Czasami wycofanie się i odnalezienie własnego głosu jest rozwiązaniem na presję produktywności i sukcesu. Innym razem, zaryzykowanie i podzielenie się ze światem częścią siebie będzie twoim paliwem. Naucz się prawidłowo oceniać poziom swojej energii i własne potrzeby emocjonalne.

Szczególnie jeśli jesteś kobietą, dbaj o bezpieczeństwo własnej przestrzeni. Nie da się uniknąć seksistowskiej kultury. Ona osłabia, często dotyka bardzo boleśnie. To, co możesz zrobić, to zaufać własnej duszy. Wyobrażaj sobie, że stawiasz pomiędzy tą kulturą a sobą potężny mur, który cię chroni. Jeśli czujesz się zraniona, odchoruj ten czas. Nie poganiaj procesu leczenia, bo to niewiele zmieni. Pomyśl sobie o kontuzjowanych sportowcach, którzy wycofują się z gry niekiedy na wiele miesięcy. Twoje złe samopoczucie to właśnie taka kontuzja. Powtarzaj sobie jak mantrę: muszę być dla siebie dobra, chcę się akceptować, potrafię o siebie zadbać… mój zły nastrój to nie moje poczucie własnej wartości!

Prowadząc swojego Instagrama postawiłam sobie za cel ogranie patriarchatu. Chciałam wyzwolić się spod wizerunku kreowanego przez przemysł pornograficzny i pokazywać kobiecy seksapil, będąc pewną, że trzymam pełną kontrolę nad swoim ciałem. Przebrałam się za postać „dominy-fetyszystki bdsm”, anioła lub dziewicy, odwołując się do męskich fantazji. Fala lajków potwierdziła, że osiągnęłam to, co chciałam. Przykułam ich uwagę, strollowałam, przechytrzyłam. Jednak, kiedy tzw. zwykłe zdjęcia, wiersze czy przekaz aktywistyczny nie spotkały się już z takim entuzjazmem, poczułam się nieswojo. Pomyślałam, że chciałabym żeby te treści zdobyły równie istotną ilość uwagi. Potrzebowałam czasu, żeby upewnić samą siebie, że wyzwalam się spod władzy atencji i akceptuję każdą ilość reakcji dowolnej treści, nie waloryzując, czy ich wartość zależy od ilości polubień. Dopiero wtedy wybudowałam mur między seksizmem a sobą, o którym pisałam wyżej. Dopiero wtedy, mój gorszy nastrój przestał być moim poczuciem własnej wartości.


Autorka tekstu: Olga Rembielińska (1989) – z wykształcenia etnolożka. Publikowała w „Etnografii do kieszeni”, „Babińcu Literackim”, „Szajn”. Jej wiersze znalazły się w antologiach pisma „Inter” oraz „Babińca Literackiego”. Od niedawna prowadzi konto profesjonalne na Instagramie: @olgarembielinska i próbuje swoich sił w fotomodelingu.

Autorka ilustracji: Stefa Marchwiówna  – wiedźma, gender outlaw, współzałożycielka czasopisma „Stoner Polski”. Publikowała w „Wizjach” i „Rzyradorze”. Współpracuje z Korporacją Ha!art, Domem Literatury w Łodzi i Instytutem Literatury – składa, łamie i projektuje. W poprzednim wcieleniu była grzybem. Jakby co szukajcie jej w Krakowie.
Behance: @stefamarchwiowna

Facebook