Małż
Marta Dzido
Wydawnictwo Relacja

– A co byś chciała?
– Nic.
– Wiesz co, zmieniłaś się, wszystko cię denerwuje, nie wiem, o co ci chodzi, że co, że ja mam pracę, a ty nie? Że twoje koleżanki mają dzieci, a ty nie? No, o co ci chodzi?
– O nic.

O nic. Czego byś chciała? Niczego. Tak komfortowe odpowiedzi w mojej głowie znaczyły mało. „Nic” kojarzyło mi się z pustką lub po prostu z niczym konkretnym. Po przeczytaniu książki Małż mój punkt widzenia zmienił się. „Nic” zaczęło pękać w szwach. Nie oznaczało już ciepłej pustki, a obce i schorowane miejsce, którego nie da się wypełnić. Ze strachu starałam się pozbyć tego wrażenia i zbudować coś w jego miejscu. Bohaterka tej książki zachowuje się jednak zupełnie inaczej. W pewnym momencie swojego życia zaczyna ulegać idei „niczego”. Decyduje się włączyć autopilot, „dostosować się do zbiegów okoliczności i siedzieć w pozycji spętanego kota”. Jak więc tak światoburcza historia może przynosić taki komfort i spokój?

Powieść Małż będąca debiutem Marty Dzido – laureatki Europejskiej Nagrody Literackiej – otula nas ciepłym kocem beznadziejności, który przynosi ulgę i strach. Autorka opowiada o świecie, który z początku wydaje nam się obcy. Opisuje go monologiem płynącym z ust Magdy – dziewczyny zmęczonej i energicznej, znudzonej i zafascynowanej. Zmęczona jest udawaniem, że jej się chce. Energiczna, gdy może zrobić coś nieutylitarnego. Znudzona przy kontakcie ze swoim partnerem i jego wzorem, a zafascynowana, gdy uświadamia sobie, jak bardzo jej nie zależy, aby pasować do opisywanego świata.

Przy czytaniu tej książki, długo wmawiałam sobie, że czytam antyutopijną fikcję, wzorowaną na Roku 1984 Orwella. Tak długo, jak to robiłam, nie do końca ją rozumiałam. Gdy postanowiłam zaryzykować, otworzyć się na możliwość, iż powieść ta mogłaby być rzeczywistym dziennikiem, poczułam ulgę. Dialogi, opisy oraz emocje zaczęły nabierać sensu, a postaci wydały mi się dziwnie znajome.

Bohaterka zaczyna odkrywać otaczający ją świat na nowo, inaczej niż wcześniej. Jedną z płaszczyzn, które wydają się ją odstręczać najbardziej, jest pojęcie zarobku. Dziewczyna wciąż szuka nowych posad, dzięki którym może zawieść nowych pracodawców. Szuka, nie szukając. Pracuje, nie rozumiejąc, dlaczego to robi. Wrażenia te określa tak: „praca w prężnie rozwijającej się firmie powoduje gwałtowny spadek wrażliwości na piękno”. Proces ten opisany jest w towarzystwie przytłaczającego konsumpcjonizmu i kapitalizmu, które także przyczyniają się do przedefiniowania naszej uczuciowości.

Szukając pracy, ale także i leżąc, czytając czy gotując, nasza Magda rozpakowuje także inny problem – bycia kobietą. Owiany terrorem piękna świat wydaje jej się być nieprzyzwoicie akceptowanym sposobem na zachowanie równowagi w społeczeństwie. Podświadomie lub świadomie (granica ta w sumie nie istnieje) postanawia zrobić wszystko, aby aktywnie nie wpasować się w ograniczający koncept „matki, żony i kochanki, trzy w jednym z turbodoładowaniem”. Największą trudność przynosi jej zderzenie z prawdą o dyskryminacji kobiet. Świat, który na to pozwala, nie jest jedynie reprodukowany przez mężczyzn, ale także przez kobiety, które pozwalają na wzajemną rywalizację w wyścigu po swoje „małże”.

Książka Marty Dzido nie jest jedynie krytycznym spojrzeniem na patologię otaczającego nas świata. Jest obrazem człowieka, który zdecydował się oddać swoje decyzje losowi – czy nawet dosłownie: kostce do gry. Opcja ta pozostaje jednak otwarta dla czytelnika. W nowym wydaniu mamy możliwość spotkać się z dwoma różnymi zakończeniami powieści, które kiedyś podzielone były na dwie książki (wersję optymistyczną i pesymistyczną). Gdybym zobaczyła je przed lekturą, nie miałabym problemu z wyborem tego, który mi bardziej odpowiada. Książka ta jednak zmienia preferencje w sposób nie do spostrzeżenia. Napisana jest bowiem w stylu tak rytmicznym i melodyjnym, że cała historia wydaje się być jednym, naprawdę długim zdaniem.

Nie potrafię ocenić, czy jest to powieść dodająca sił. Nie wiem, czy bawi, czy raczej przeraża. Po prostu jest, wciąga i zajmuje, pozwalając nam myśleć w sposób, który do tej pory wydawał się niegrzeczny. Chciałabym, więc tę podróż polecić wszystkim z nas, którzy chcieliby zobaczyć, co się dzieje, gdy „postanawiamy pozwalać”. Odpowiedź tę mogę już nieco przybliżyć – dzieje się nic.


Tekst: Apolonia Chojnowska (20) – studentka socjologii (która lubi to, co robi), kocia mama oraz pedantka w świecie organizacji. W wolnym czasie najczęściej tancerka i koneserka taniego wina (pasje te świetnie udaje jej się połączyć).
Instagram: @apolonja

Redakcja: Anita Głowacka (24).
Linkedin: anitaglowacka1997