Widzę, że się zgłasza niepytana. Nie czeka, tylko zaczyna mówić, a ja mówię coraz mniej. Właściwie przerywam w pół zdania. Potem tylko ruszam ustami. Ma rude włosy i myślę, że to dlatego. Rudy pięknie komponuje się z zielenią, a ty masz zielone oczy. I teraz widzę twoje lepkie spojrzenie. Cieknie jak miód po rudych włosach i jest mi niedobrze.

Siedzimy w auli. W rzędach jest ciasno. Nie mogę rozprostować nóg. Krzesła skrzypią, a z pochylonego blatu spadają długopisy. Upalny dzień. W sali gorąco. Klimatyzacja jest, ale nie działa. Jak otwieramy okna, to z ulicy słychać klaksony, warczenia silników i co jakiś czas karetkę, więc chudy pan zamyka okna. Gdy na jego koszuli pojawią się pierwsze mokre plamy, otworzy drzwi. Teraz grzejemy się mniej. Ale ja czekam, aż przyjdzie mój zielonooki, zerknie przez te drzwi na Rudą i się skończy.

Bo ona w jego myślach na pewno będzie naga. W moich myślach jest jeszcze w sukience, ale na moment przed, zanim opadnie jej ramiączko stanika.

Rysunek przedstawiający talerz leżący na stole. Na talerzu leży nadgryziony zawijas cynamonowy. W prawym górnym rogu widać kobiecą dłoń trzymającą zawijas cynamonowy. Na stole i talerzu rozsypane są okruchy i pałeczki cynamonu.

Przed nami chudy pan na podwyższeniu skrzypi kredą po tablicy. Zapisuje słowa, a my powtarzamy na głos. Słowo po słowie. Jest nas koło trzydziestu i brzmimy jak chór. Każdy niewyraźnie, bo po francusku ciężko utrzymać tempo. Mormorando. Ze wszystkich głosów słyszę jej najbardziej. Śpiewa pięknie. Ale w innej tonacji, tak że nie mam szans jej dorównać. I zaczynam wszystko widzieć na miedziano. Nawet rynny i parapety, które wymienili niedawno, lśnią teraz w słońcu i rzucają rdzawe refleksy na ściany.

Może chociaż ma okropne paznokcie? Na przykład srebrne z brokatem, spiłowane w szpic i z odpryskami? Ale nie. Są czerwone, półokrągłe i błyszczą.

Kolejny raz, gdy się zgłasza, chudy pan pyta ją o imię. Wyobrażam sobie, że wszyscy pytają. Gdy siedzi w barze. Gdy podjeżdża na uczelnię na swoim motocyklu, zdejmuje kask, a długie błyszczące loki spadają jej na ramiona. Albo gdy w podróży płynnie przerzuca się z włoskiego na hiszpański czy angielski, bo mieszkała w Madrycie, Mediolanie i Nowym Jorku. I chudy pan też pyta.

– Jak ma pani na imię?

– Ada.

Rysunek przedstawiający pusty talerz leżący na stole. Na talerzu i stole rozsypane są okruchy i pałeczki cynamonu.

Myślę, że jak ty zapytasz, w moim ciele będzie tak, że zamrę, zesztywnieje mi szyja i ramiona, a ręce zaplączę z przodu, zacisnę zęby, tak że aż zabolą. Zobaczę, że twoje ramiona też się napinają, ale tak, że przez koszulę wyjdzie zarys wszystkich godzin na siłowni. Z plecakiem na ramieniu, wyglądasz jak koszykarz. I znów usłyszę to imię głośno i przy tobie. A w mojej głowie wszystkie te rzeczy, których nie chciałam robić, jak prosiłeś.

A Ada akurat gra w tenisa i lubi i też chce wyjechać do Paryża. Lubi psy a nie koty i może podszkolić cię z francuskiego bardziej.

Wracam. On siedzi na kanapie, a w oczach ma odbity ekran komputera. Zanim pozna inną Adę, może czarnowłosą, upiekę bułeczki. A w domu będzie pachnieć cynamonem.


Autorka tekstu i ilustracji: Justyna Nowik-Borowska – architektka. Po godzinach studentka podyplomowych UX Design. Publikowała w „Zawodzie:Architekt”. Lubi być w ruchu, a kiedy zwolni rysuje, maluje akwarelą i pisze.
Instagram: @codzisbedemalowac