Ruch body-positivity teoretycznie przeżywa teraz największy rozkwit. Teoretycznie wspieramy osoby o każdym typie urody i figury, teoretycznie zatrudniamy modelki plus size i tworzymy głośne kampanie o samoakceptacji.

Jednak w kulturze popularnej nie rusza tak wiele jak powinno, mimo tego, że do kina chodzi każdy, a Netfliksa czy HBO ma co najmniej co druga młoda, szukająca siebie osoba. Można było z dumą uśmiechnąć się na widok otyłego Thora w nowych “Avengersach”. Zaraz później skrzywić, gdy usłyszało się wszystkie prostackie i obraźliwe żarty wycelowane w jego wygląd.

Skoro nordycki bóg nie może być gruby i niewyśmiewany, to jak ja mogę?

Jednak dwa miesiące później z odsieczą nadeszło HBO, Zendaya i serial „Euforia”, będący teen dramą ze zdumiewającą dawką mądrości, szczerości i prawdy o ciele, akceptacji i różnorodności. Warto zatem przejść do dwóch bohaterek – Kat Hernandez granej przez Barbie Ferreirę i Jules Vaughn granej przez Hunter Schafer.

Jules jest nową uczennicą w szkole w miasteczku, do którego ledwie się przeprowadziła, a Kat to jej pierwsza przyjaciółka w nowej szkole. Są zupełnie różne, jeśli chodzi o styl i wygląd i całkowicie siebie nawzajem akceptują, dodając sobie wzajemnie odwagi w kwestii seksualności.

Kat jest gruba, a jej styl ewoluuje w trakcie trwania akcji. Poznajemy ją, gdy jest raczej nieśmiała, próbuje się odchudzić i ubiera się tak, by choć trochę ukryć to, co ma za niedoskonałości. Nie spoilerując – pewne wydarzenia sprawiają, że się zmienia, że odkrywa w sobie niesamowitą charyzmę, zaczyna eksponować swoje ciało, a to, co wcześniej uważała za wady teraz dumnie podkreśla. Jej styl staje się krzykliwy i zdecydowanie ją wyróżnia.

„There’s nothing more powerful than a fat girl who doesn’t give a fuck!” -wreszcie zna siłę piękna, które zawsze miała w sobie.

Jules jest szczupła, właściwie chuda i ubiera się „jak rodem z Sailor Moon”. Kolorowe, krótkie spódniczki, koszulki ze słodkimi, kreskówkowymi nadrukami, jasny, niecodzienny makijaż, brokat, cekiny, kolory. Dodatkowo – Jules jest transseksualna, ale serial nie skupia się na tym – co jest kolejną niesamowitą rzeczą. Jak sama Hunter (również transseksualna) mówi – osoby transpłciowe mają takie same problemy co inni, a ich seksualność nie jest jedynym, co je określa.

Jules przechodzi wiele jeśli chodzi o jej kobiecość i twierdzi, że nie osiągnęła jej jeszcze całkowicie. Szuka siebie i cieszy się tym i nieważne, co się dzieje, nigdy nie kończy się to chowaniem jej ciała, bo to właśnie ono jest jej narzędziem do poznawania siebie i szukania przyjemności.

Drogi Kat i Jules rozchodzą się w trakcie serialu, ale dziewczyny nadal się wspierają, kiedy jest to potrzebne. Dwie różne osoby, dwa różne charaktery, zupełnie inne typy urody i style, a jednak przechodzą podobną drogę, drogę nastoletniej dziewczyny, która musi odnaleźć siebie, sposób w jaki chce wyrażać to, co czuje. Osobę, która musi przełamać w sobie tabu i wejść na drogę kobiecości w taki sposób, jaki jej odpowiada.

„Euforia” nie ocenia, a pokazuje prawdę tak, by każdy mógł się z nią utożsamić i zrozumieć. Nieważne, czy jesteś szczupła, czy masz nadwagę, nieważne jaka jest Twoja biologiczna płeć, a z jaką się utożsamiasz, nieważne do kogo czujesz pociąg, nieważne czy kręci Cię BDSM, czy sugar daddies. „Euforia” mówi, że to wszystko jest okej, bo wszystkie przechodzimy tę samą drogę, tylko że inaczej.

„Euforia” prosi, by zrozumieć. Zarówno drugą osobę, która może nam wydawać się inna, brzydka albo dziwna, jak i samą siebie. Masz w sobie piękno, a w nim siłę. Tylko od Ciebie zależy, czy zdasz sobie sprawę z ich istnienia.


Autorka tekstu: Gabi (18) – licealistka na ostatniej prostej, wyszywa, maluje i gra na gitarze, jeśli akurat ma krótkie paznokcie. Jak ma długie to pisze, czyta i robi zadania z fizyki.

Facebook